14 października 2002, poniedziałek, 07:41
Lidii, Bernarda, Gaudentego, Kaliksta – Wszystkiego dobrego.
Lidia – imię greckie. Pełna ciepła i życzliwości. Poważna i odpowiedzialna, zdecydowana i niezależna. Szczęśliwy dzień – sobota, kamień – diament, kolor – złoty, roślina – macierzanka, owoc – porzeczka. Przy Lidii w mojej książce jest taka myśl Ignacego Paderewskiego: przepis na artystę – jeden procent talentu, dziewięć procent szczęścia i dziewięćdziesiąt procent pracy. Tak, słuszne w odniesieniu do pianisty, wirtuoza fortepianu, który bez technicznej doskonałości, którą trzeba wyćwiczyć i wiecznie ćwiczyć, nie osiąga żadnym sposobem efektu, ale aktor? Szczególnie filmowy, który gra po kawałeczku, spojrzeniu, słowie?
Bernard – imię germańskie, oznacza – silny jak niedźwiedź. Mężczyzna o stałym i silnym charakterze, nigdy nie stara się nikomu narzucać, ale nie pozwala również innym wywierać na siebie nacisku ani do niczego zmuszać. Ceni sobie stałą, dobrą pracę bez zbędnego ryzyka i zbyt wielkiego wysiłku. Lubi spokojne życie rodzinne i „święty spokój”. Szczęśliwy dzień – niedziela, kolor – jasnozielony, kamień – oliwin, roślina – owies, owoc – pomarańcza. Przy Bernardzie takie powiedzenie: Człowiek, w którego wierzą inni, jest potęgą, a jeśli sam w siebie wierzy, jest jeszcze podwójnie mocny.
To był koncert miłości. Miłości i wdzięczności dla Niego. Dla Niego, czyli dla Marka Grechuty. Za wszystko, co nam dał. Za wszystkie wzruszenia, wszystkie chwile, wspomnienia, czułości, zastanowienia i zachwycenia, których doznaliśmy dzięki Niemu i przy jego piosenkach. Nie wiem czy to był dobry koncert, będzie można go zobaczyć i posłuchać dzięki telewizji, nagrywała go Telewizja Kraków, ale na pewno ilość łez i wzruszeń wykonawców podczas śpiewania przekroczyła wszystkie normy, a jak wiemy z doświadczenia, kiedy artysta płacze sam, to publiczność dużo mniej. Płakałam jak bóbr, płakała jak bóbr Maryla i jeszcze wiele osób, a widok Marka siedzącego na scenie i powtarzającego bezgłośnymi wargami sobie samemu „Było tyle chwil do utraty tchu…”, czy powtarzającego z nami wszystkimi „Świecie nasz…” – doprowadził mnie prawie do zgonu. Mój Boże Kochany!!!!
Marek jest bardzo chory, to widać, w sobotni wieczór jeszcze raz i widownia, i my uświadomiliśmy sobie ile mu zawdzięczamy, jaki skarb nam ofiarował, jaaaki!
Maaaaaaaareeeeeeeeek!!! Twoja wrażliwość, serce, delikatność, czułość zrobiła z nas ludzi. A za Twoją barwą głosu poszłabym na koniec świata. Z Tobą, z Twoimi piosenkami, z Twoim głosem i zdaniami, myślami przez Ciebie śpiewanymi, było tyle chwil do utraty tchu…. Kochałam się w Tobie jako nastolatka, leżałam przed telewizorem i łykałam niezrozumiałe wtedy dla mnie łzy, kiedy Ty kazałeś wszystkim dziewczynom w Polsce wziąć serce i wyjść na drogę…. Wzięłam je i wyszłam, i w ogóle nie pytałam dlaczego, żadna z nas nie pytała, bo to było oczywiste. Potem spowodowałeś, że zaczęłam śpiewać, zabrałeś do Opola, zaśpiewałam „Gumę do żucia”. Dla Ciebie i przez Ciebie. Potem uczyłeś śpiewać i sam śpiewałeś, a ja, kiedy słuchałam, czas stawał a świat kręcił się w kółko. Potem skomponowałeś „Malinowy chruśniak” dla mnie i ze mną go zaśpiewałeś, a zaśpiewałeś tak, że stało się to śpiewanie ideą miłości i przywiązania, a Leśmian Ci tylko towarzyszył. Kocham Cię, zawsze Cię kochałam i będę Cię kochać zawsze, i wdzięczna Ci będę zawsze. Powinno się przy Twoim nazwisku pisać „Nauczyciel człowieczeństwa i miłości dla pokoleń”.
Podczas prób zrobiłam jedno zdjęcie i zepsuł mi się aparat. Oto to zdjęcie:

Na scenie Ryszard Rynkowski, za chwilę będzie śpiewał…
Życie
tysiącem ksiąg spisane ludzkie życie
przeżyło tyle różnych chwil
cudowny serca lot
tragiczny losu splot
lecz wiem, że
Pamięć
zaciera wiele w myślach lecz
nie kłamię
wierząc, że oprócz cudów co
zmieniają życia ból
w komfortu ciepła tiul
jest wiersz
Jesteś zielenią mą
jesteś błękitem mym
dobra Poezjo – sługo życia
ponad światem złym
Pamięć ma wzywa cię
przez zagmatwany los
wierszu wybranych słów najlepszych
wypełnij mój głos
Nie można żyć bez wody
nie można żyć bez chleba
ale płomienia i ochłody
w duszy też szukać trzeba
i kiedy z myśli odpływa
serca błądząca udręka
czyni to młoda i żywa
z Poezji tkana piosenka….
Dobrego dnia powszedniego. Dla nas wszystkich. Ja, idę wyjeżdżać w roku 1968 do Izraela, jako pani Seldenmann.