29 września 2002, niedziela, 08:03
Michaliny, Rafała, Michała – Wszystkiego dobrego.
Michalina – śliczne imię, co prawda słyszałam jak mama na małą Michalinę wołała Malinko zamiast Michasiu, ale właściwie to też ładnie. Rafał – to imię hebrajskie, oznacza „Bóg uzdrowił”, po włosku brzmi Raffaello, jak wiadomo. Rafał ma bardzo wszechstronne zainteresowania i wiedzę na każdy temat. Łatwo ulega pesymizmowi i zdarza się, że nie potrafiąc stawić czoła problemom, ucieka, chowa się, znika. Lękając się też trudności wybiera często linię najmniejszego oporu i nią idzie. Pośpiech nie leży w jego naturze, woli czekać na sprzyjający moment w każdej sprawie. Dookoła niego jest atmosfera spokoju i ciepła, ponieważ Rafał szuka harmonii i dobroci. Szczęśliwy dzień – środa, kolor – zielony, kamień – nefryt, roślina – jemioła, owoc – awokado. Hobby – astrologia, malarstwo, hodowla zwierząt.
Michał – imię hebrajskie. Znaczy – „Któż jest jak Bóg?”. Po francusku brzmi „Miszel”, co jest bardzo miłe dla ucha. Według mojej książki Michał to materiał na charyzmatycznego przywódcę. Dysponuje wielką energią, dynamizmem, siłą koncentracji. Cieszy się autorytetem. Zaraża bez trudu wszystkich swoją wiarą, entuzjazmem i optymizmem, które przenoszą góry. Z moich spotkań i obserwacji Michałów nic takiego nie wynika, jest to grupa sfrustrowanych, zawiedzionych facetów, z których wyciekło powietrze. Szczęśliwy dzień dla Michała to piątek, kolor – ciemnoniebieski, kamień – szafir, roślina – brzoza, owoc – brzoskwinia. A teraz Agnieszka Osiecka o Michale z 29 września.
APETYT NA CZEREŚNIE
Zajechał sierpień
na wielkim wozie
zajechał przed mój dom,
spójrz – rumianek kłania się kozie
i dzwoni dzwon – bim bom.
A mnie się kłania
dwudziesty wiek
i w oczy patrzy kpiąco,
to nie dla niego piaszczysty brzeg
i wróżby w noc gorącą – Gwiazdo, gwiazdo spadająca,
usłysz mnie,
Gwiazdo, gwiazdo konająca,
ulecz mnie,
ja tak martwię się ogromnie
lękam czegoś złego:
Czy mój Michał czuje do mnie
to co ja – do niego?
Gwiazdo, gwiazdo spadająca,
rozgrzesz mnie,
Gwiazdo, gwiazdo konająca
pociesz mnie…Czemu ach czemu włożyłam sweter,
chociaż do zimy – het?
Ach, czemu dręczy katar poetę,
choć księżyc oknem wszedł?
Ach, babie lato, ach, babi śnie,
czyś przyszło nie za wcześnie?
Ach, czemu ziejesz chłodem, gdzie
apetyt na czereśnie –
apetyt na czereśnie?…
Wczoraj rano spotkałam poetkę, którą bolały nogi, bo całą noc szalała w dyskotece. Świat się kończy. Nagle zapragnęłam przeczytać jej wiersze.
Mam męża w domu i jestem szczęśliwa. Jakbym umiała, to bym napisała wiersz. Mówię mu – już nie wyjeżdżaj, a on na to – jak jestem to mnie w ogóle nie zauważasz. Ma rację.
Wczoraj przeczytałam: Ludzie wierzą, że aby osiągnąć sukces należy wstawać wcześnie. Otóż nie – trzeba wstawać w dobrym humorze. Bardzo mi się to spodobało.
Dziś gramy dwa razy Kto się boi Virginii Woolf, raz o 16.00 i o 19.00 drugi raz. Ten spektakl o 16.00 jest spektaklem, z którego dochód pójdzie na odbudowę zniszczonego ostatnią powodzą w Czechach, Teatru Narodowego w Pradze. Bardzo się cieszę. W tym teatrze też grają Virginię…
Postanowione, na początku października zaczynamy próby Mewy w Teatrze Studio. Zagram Arkadinę. Rolę Niny Zariecznej grałam 25 lat temu w Teatrze Ateneum. Teraz zagram Arkadinę i kółeczko się zamknie. Rondo. To w jakimś sensie mój jubileusz. Bardzo się cieszę, że obejdę go tak. Z Arkadiną i Czechowem.
Facet spóźnił się na przyjęcie. – Przepraszam za spóźnienie. – Nie szkodzi. – A przepraszam, która jest godzina? – Szósta. – Przepraszam, szósta wieczór czy szósta rano? – Szósta w południe.
Dobrej niedzieli. Dołączam moje zdjęcie, bo mnie prosicie, niektórzy.
