10
Wrzesień
2002
06:09

dziennik 2002-09-10 06:48:00

10 września 2002, wtorek, 06:48

Aldony, Łukasza, Mikołaja – wszystkiego dobrego.

Aldona – imię podobno pochodzenia litewskiego, znaczenie jego niejasne, tak piszą w mojej książce, i za to ją lubię. Aldona śmiało idzie własną drogą, jest dumna i niezależna. Jest uparta i trwa przy swoim zdaniu niezależnie od konsekwencji. Kierują nią wielkie ideały i walczy o nie odważnie i szlachetnie, ale zniechęca ją każda zawiłość, lubi proste i jasne sytuacje. Jest świetną towarzyszką życia, żoną i matką. Hobby – kulinaria, uprawa roślin. Szczęśliwy dzień – sobota. Kolor – czarny. Kamień – onyks. Roślina – narcyz. Owoc – jeżyna.

Łukasz – pochodzenie łacińskie, oznacza pochodzącego z Lukanii, krainy w południowej Italii. To człowiek zdolny, o doskonałej pamięci, pilny i pracowity. Nie uznaje cwaniactwa i chodzenia na skróty. Cierpliwy, skuteczny, systematyczny, metodyczny. Przywiązany do ustalonych porządków i procedur. Nie za bardzo lubi się uczyć, i braki w wykształceniu przeszkadzają mu w powodzeniu na wyższych stanowiskach. Jeśli chodzi o moje prywatne kontakty z Łukaszami – bardzo przyjemni mężczyźni, a braki w wykształceniu w ogóle nam nie przeszkadzały, no, ale to było w młodości a w tym wieku jeszcze wykształcenie nie gra roli. Hobby – astronomia, muzyka. Kolor – rudy. Kamień – malachit. Roślina – kasztanowiec. Owoc – czarna jagoda.

Mikołaj – to imię greckie, wyobraźcie sobie, oznacza zwyciężającego dla swego ludu. Mikołaj dąży do wielkości i sławy. Chce być poszukiwaczem, zdobywcą. Ma naturę społecznika i opiekuna, i w swoich działaniach nie kieruje się swoimi korzyściami. Panuje nad emocjami, jest kulturalny i subtelny, ale zdarza mu się popadać w depresje i melancholie. Lubi dawać prezenty! Kolor – biały. Kamień – granat. Roślina – cedr. Owoc – figa.

Naszego psa wciąż nie ma. Powoli tracimy nadzieję. Greta urodziła się u nas, w naszym domu. Pewnego dnia poszłam do schroniska w Milanówku i przyprowadziłam Ritę, okazała się być w ciąży, urodziła jedenaście brązowo-beżowych szczeniąt. Jednym z nich była Greta.

Od początku była zahukana i nieśmiała. Wchodziła, wciskała się między swoje posłanie a ścianę i tam odwrócona od świata pupą leżała godzinami. Zostało jej od tego tam siedzenia sprasowane, przekrzywione ucho. Miała wielkie kompleksy i była niepewna siebie, pewnie dlatego, żeby sobie poprawić nastrój i humor, dużo jadła. Jej namiętnością i miłością największą było jedzenie. Dla kromki świeżego chlebka posmarowanego pasztetem, oddałaby wszystko.

Bardzo lubiła chleb i czekała zawsze na mnie, po spektaklu, nocą, bo wiedziała, że mimo zakazów lekarza, nakarmię ją, z sympatii do niej i miłości, kanapkami. A lekarz błagał o jej odchudzanie. Kupowałam karmy dla psów otyłych, z jarzynami, wypełniaczami itd., ale zawsze nocą kończyło się na chlebku z pasztetem wyproszonym błagalnym spojrzeniem wybałuszonych oczu. Była skromną, brzydką, przedwcześnie postarzałą suką, schorowaną i niedołężną właściwie od młodości, przez otyłość.

Jej matka Rita, dużo od niej starsza, zawsze była w lepszej formie, wydawała się młodsza i zwinniejsza, bo nigdy właściwie dużo nie jadła, i jak to matka oddawała córce, czyli Grecie, wszystkie przysmaki. Od kilku dni, od kiedy Grety nie ma, wszystkie miski wracają do domu prawie pełne. Rita prawie w ogóle nie je, nie ma apetytu, jak zwykle, za to ma piękną jedwabistą, błyszczącą sierść, jest nadzwyczajnie sprawna i urodziwa.

Tak przy okazji, dzięki obserwacji tych dwóch psów mogę powiedzieć z całą pewnością, że jedynym sposobem na zachowanie wiosny urody i zdrowia do późnej starości, bo Rita ma około 12, 13 lat, jest oszczędne jedzenie. Greta gryzła, był to tak zwany groźny pies, ale gryzła z nerwów i stresu, jak to osoba otyła nie lubiła niepokoju, biegania, rowerów, obcych, krzyku, niespodziewanych ruchów, podskoków. Lubiła spokój, bezruch i nudę. Nie cierpiała niespodzianek i gości. Jak to otyli, którym trudno się ruszać. Ciągle na nią czekamy. Może jeszcze wróci.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.