8 września 2002, niedziela, 11:03
Klementyny, Marii, Radochny, Radosławy – wszystkiego dobrego.
Klementyny, Radochny i Radosławy w ogóle nie ma w mojej książce, życzę paniom mimo to wszystkiego najlepszego.
Maria natomiast według tej książki lubi kolor błękitny, jej kamieniem jest akwamaryn, rośliną – niezapominajka, owocem – mango, hobby – parapsychologia, plastyka, śpiew, sportem ulubionym – wycieczki górskie, joga, jazda na rowerze, zawodem – przedszkolanka, nauczycielka, pielęgniarka a szczęśliwym dniem – poniedziałek.
Dziś całe rano pisałam list do „Życia Warszawy”, o który mnie poproszono. Cytuję go Wam, bo nie mam dziś już siły na nic więcej, tym bardziej że postanowiłam dziś jeszcze:
Oto list. A dla Was – dobrej Niedzieli.
Szanowny Panie,
proszą mnie Państwo – to znaczy „Życie Warszawy” – o wypowiedź na temat Oczyszczalni Ścieków w Grodzisku Mazowieckim, która zatruwa Milanówek.
Kiedy kupowałam dom w Milanówku 12 lat temu, byłam przekonana, że oto inwestuję w swoje zdrowie i zdrowie moich dzieci i zaczynam żyć nie tylko w oazie spokoju ale także czystości. Miasto-Ogród kojarzy się z krystalicznie czystym powietrzem i wodą, ze zdrowiem. Tak myśleli i w tym przekonaniu żyli wszyscy mieszkańcy Milanówka. Nie wiedziałam i nikt nie wiedział, że w roku 1985, Grodzisk Mazowiecki zbudował na granicy Milanówka oczyszczalnię ścieków dla Grodziska, Milanówka i Brwinowa a także Podkowy Leśnej, czyli dla 80 tysięcy ludzi, i oczyszczalnia ta już w momencie budowy miała przestarzałą technologię, że nigdy później, przez te 16 lat eksploatacji, nie wyszła poza I stopień oczyszczania a powinno ich być V, i że przez te lata nawet nie wysilono się na usypanie wału ziemi i obsadzenie terenu dookoła oczyszczalni drzewami, żeby, choć trochę, zatrzymać rozsiewane przez wiatr bakterie. Wszystkie badania robione w Milanówku, a badano skażenie powietrza 36 razy, ostatni raz – niecały miesiąc temu, wykazują wysokie przekroczenie norm skażenia powietrza i – jak to określa Główny Inspektorat Sanitarny – w miejscu tym istnieje „zagrożenie dla naturalnego środowiska człowieka”, a ilość bakterii, grzybów i świństw, gronkowców, paciorkowców, bombowców w powietrzu, zagraża bezpośrednio życiu i zdrowiu ludzi.
Mieszkam ze swoimi dziećmi w centrum Milanówka i dotyczy mnie to bezpośrednio. Bakterii nie widać! Mieszkańcy Milanówka nie mają świadomości zagrożenia, a kolejni burmistrzowie – wyobraźni i woli kategorycznego załatwienia tej sprawy. Inwestycje – robione i w Grodzisku Mazowieckim, i Milanówku – to rzeczy, które „widać”, trotuary, deptaki, które przysparzają konkretnym decydentom splendoru i wyborców, świadczą o ich „gospodarności”. Zagrożenia w powietrzu nie widać! A inwestycja jest duża, z punktu widzenia kadencji wysokiego urzędnika państwowego – „nieopłacalna”.
Ostatnie zalecenie Głównego Inspektoratu Sanitarnego brzmi: natychmiast albo zamknąć oczyszczalnię, albo zacząć gruntowną modernizację, a najlepiej zastanowić się nad nową lokalizacją, bardziej oddaloną od siedzib ludzkich, ponieważ oczyszczalnię praktycznie należy budować od początku.
Nie wiem co mam robić, skoro nie reagują wydawałoby się wykształceni, myślący społecznie i rozsądnie ludzie, wybrani do ochrony i rządzenia w swojej „Małej Ojczyźnie”, jaką jest dla każdego z nas miejsce, w którym żyjemy, rodzimy i wychowujemy nasze dzieci, spędzają ostatnie lata życia nasi rodzice? Przykuć się do bramy oczyszczalni i nie wpuścić żadnego więcej samochodu – szambiarki? Napisać sprayem na nawierzchni ulicy głównej – korytarza wiatrów, czyli korytarza skażenia: UWAGA! TĘDY NADCHODZI ŚMIERĆ!? Czy może: BURMISTRZ GRODZISKA – MORDERCA!? Powiesić transparenty: LUDZIE, OCKNIJCIE SIĘ, BO WAS ZABIJAJĄ!?
Za chwilę wybory, oczywiście, że powinien wygrać ten kandydat, który poradzi sobie z oczyszczalnią, ale jak to zrobić? Jak uświadomić ludziom zagrożenie? Skąd wziąć pieniądze na tak wielką inwestycję, skoro przez te 16 lat pieniądze zostały wydane na coś innego?
Piszę list w poczuciu bezradności. Dookoła władze Milanówka mówią z bezradnym miłym uśmiechem o powolnej modernizacji i jakichś doraźnych środkach, w momencie kiedy każdy dzień, każda chwila jest na wagę złota w tej sprawie.
Każdy dzień jest niebezpieczny. Nie wiadomo co robić? Nie mam w sobie społecznego temperamentu działacza, jestem aktorką, umiem grać, czy mam zagrać monodram o śmierci z powodu oczyszczalni ścieków? Mogę się jeszcze stąd wyprowadzić. Tak jak wiele osób ostatnio. Ale to nie chodzi tylko o mnie, o moją rodzinę. Każdego dnia zalewa nas bezbronnych „gówno” 80 tysięcy ludzi, a nie trzeba chyba przypominać jak niebezpieczne są bakterie kałowe, ile niosą ze sobą chorób, to nie zagrożenie dla Milanówka a dla kilku miast okolicznych, dla Grodziska – mordercy także.
Pozdrawiam serdecznie.
Krystyna Janda – Mieszkanka Milanówka.
Milanówek – Miasto Skażone, 7 września 2002.