5 września 2002, czwartek, 11:26
Doroty, Justyna, Teodora, Wawrzyńca – wszystkiego dobrego.
Nie mogę Wam dziś napisać, co Dorota lubi, i co Wawrzyniec moim zdaniem na to, ani Teodor, jaki ma charakter, a tym bardziej Justyn (czyli Dżastin po angielsku), bo jest strasznie późno, ja mam za chwilę samolot do Moskwy, zginął mi pies i go szukam od świtu, byłam w schroniskach dwóch, u straży miejskiej, u rakarza, co mi przysiągł, że wie, które to są moje psy i on wie, że się wałęsają po okolicy, bo uciekają z domu, bo są z przytułku i nie można ich odzwyczaić od złych nawyków, i w związku z tym on to rozumie, ich nie łapie, i teraz jak ją tylko spotka, tę Gretę, dużą starą sukę, grubą, z opadającym uchem, wysterylizowaną i siwą na pysku, to on mi ją zaraz do domu przywiezie, bo on wie, która to jest.
A ja muszę lecieć coś na siebie założyć do tej Moskwy, i znaleźć jakieś buty, żeby nie były za bardzo niewygodne, i coś zrobić z włosami i się umalować, albo teraz, albo w samolocie, lepiej teraz. I ja już nie mam siły do siebie, bo ja za każdym razem tak wyjeżdżam, bez namysłu, w czymś, co mam pod ręką, i potem zawsze jestem nieubrana dobrze i albo za ciepło, albo za chłodno, i nie mam długopisu i chusteczki do nosa i nie wiem w ogóle, o co to chodzi!
Ale dziś mam wszystko gdzieś, bo mi zginął pies, co miał taki miły charakter, i mogę być ubrana w Moskwie byle jak w związku z tym. W ogóle mam dziś dosyć, dziecko zapomniało znów kostiumu na gimnastykę, Hanna Bakuła napisała sztukę o swojej przyjaźni z Osiecką, musiałam się zakolegować z rakarzem, nie ma nigdzie mleka waniliowego, bez którego nie może żyć drugi syn, Magda Umer skamieniała ze zgrozy w związku z tą sztuką Bakuły, z rozpaczy sprząta w szafie, mój mąż powiedział, że mam problemy z komunikacją z ludźmi i z przekazaniem, o co mi chodzi, i że jestem w stosunku do niego niesprawiedliwa, a ja tylko byłam zdenerwowana i przerażona.
Gosposia wzięła już trzy pastylki na uspokojenie i nie ma kto kupić książki do angielskiego Open Door 3, i ja już się muszę naprawdę iść pakować, a w oczach mi stoją te wszystkie nieszczęsne psy w tych przytułkach i pewnie nie zapomnę o tym przez jakiś czas. Biorę opowiadania Iwaszkiewicza jako bagaż, szczotkę do zębów i jadę na lotnisko. Żegnam do soboty, ale ja najpierw będę musiała na próbę i zaśpiewać koncert tu w Milanówku o 14:00 w sobotę, a potem dopiero do Was.
Wysyłam Wam zdjęcia psów, które zdołałam rano wykonać w schronisku.

Dobrego czwartego dnia tygodnia i piątego. Przywiozę Wam jakieś śliczne zdjęcie z Moskwy, której się boję, i mam nadzieję, że po powrocie Greta będzie w domu. Pa.
Aha, odpowiadając na zdumiewająco liczne pytania jak mi idzie z tą dietą – zaczynałam cztery dni temu, jako kobieta o wadze 63 kg, dziś rano ważyłam 61,7 ale jeszcze nie wiedziałam, że od wczoraj psa nie ma. Że też dla Was ta dieta jest taka ważna!? Sądząc z ilości listów i odzewu. Magda Umer schudła 10 kilo na całkiem innej, tuż przed chwilą, i nic nie mówi. Ona na takiej co to „Strażnicy wagi”. Co oni mają punkty nie kalorie. Och! Już muszę lecieć…
Jeszcze tylko dodam obiecane wczoraj zdjęcia.

