2 września 2002, poniedziałek, 06:21
Bohdana, Juliana, Seweryna, Stefana – wszystkiego dobrego.
Bohdan – czyli dany od Boga. Po włosku Deodato, po niemiecku Deodat. Bohdan, Bogdan – umie cieszyć się życiem, ale też ma powody, ponieważ żyje mu się łatwo, często dochodzi do wysokich stanowisk, łatwo podejmuje trudne decyzje, ma dobre podejście do ludzi. Jest miłośnikiem dobrego jedzenia, wygody. Czasem bywa uparty i nie dotrzymuje słowa, zdarzają się lekkoduchy o tym imieniu, ale nic złego w zasadzie go w konsekwencji nie spotyka. Hobby – harcerstwo, turystyka. Kolor – błękitny. Roślina – kasztanowiec. Kamień – turkus. Owoc – czarna jagoda.
Juliana nie ma w mojej książeczce, ale ja bardzo lubię to imię, nie rozumiem tylko różnicy między Julianem a Juliuszem. Juliusz jest w mojej książeczce i twierdzą, że to on jest odmianą męską imienia Julia, a ja zawsze myślałam, że to Julian jest tą odmianą.
Seweryn – to przekształcenie imienia Sewer, co znaczy surowy, poważny, twardy. Rogata dusza a jednocześnie romantyczna. Gorące serce schowane pod twardą skorupą. Hobby – filozofia, sport – speleologia, zawód – lekarz, socjolog, pedagog, kolor – czarny, kamień – rubin, roślina – czarny bez, owoc – porzeczka. Imiennik – np. Seweryn Krajewski.
Stefan – to imię pochodzenia greckiego, oznacza wieniec, koronę, znak zwycięstwa. Stefan jest miłośnikiem łatwych zdobyczy, ale nierzadko pokonuje morze przeszkód i każdy wysiłek, aby zdobyć cel. Cel jest dla niego najważniejszy. Kieruje się przy tym niezłomnymi zasadami moralnymi, nie boi się ryzyka, cel go uskrzydla. Hobby – literatura sensacyjna, sport – koszykówka, żużel, zawód – inżynier, pedagog, kolor – bordo, kamień – granat, roślina – kaktus, owoc – wiśnia.
Dziś zaczynam do cholery nową dietę. Byłam wczoraj na kolacji i zjadłam pyszne przystawki, zupę, indyka po meksykańsku, deser, a potem, kiedy narzekałam z przejedzenia i ze złości na samą siebie, że dałam się tak „podejść” z tym pysznym jedzeniem, pani domu dała mi do ręki dietę cud, pokazała jak schudła, owijając się luźną dotąd suknią (Co za perwersja! Schudnąć siedem kilo i nosić luźne suknie – niewyobrażalna, co!), i włożyła mi do ręki jakby specjalnie dla mnie przygotowaną karteczkę z dietą. No dobrze, zaczynamy.
Dziś! Kto się załapuje ze mną? Oto dieta.

Wczoraj jeździłam trochę po Warszawie, miałam ze sobą aparat fotograficzny i oto, Anioł z cmentarza na Młynarskiej, balkony warszawskie, wysyłałam Wam z wakacji okna włoskie, teraz macie balkony polskie, i… dwa wielbłądy, które pasły się w Pruszkowie, przez który przejeżdżałam, były tam ku mojemu zdumieniu.




Dobrego dnia. Ja idę na rozpoczęcie roku szkolnego do dwóch szkół. Z dwoma synami. Lecę prasować białe koszule. Boże, jak to życie zap……la! Wybaczcie, ale musiałam.