1 września 2002, niedziela, 07:28
Beatrycze, Bronisławy, Idziego – wszystkiego dobrego.
Beatrycze – to imię, oznaczające miłość u Dantego, oznacza wybuch wojny w Polsce. Wojna wybuchła w dzień imienin Beatrycze.
Bronisława – już dziś żadna dziewczynka nie ma na imię Bronka, niemodne. Jest jedna święta o tym imieniu. W dzielnicy Krakowa Zwierzyniec, nad Wisłą, niemal u stóp kopca Kościuszki, jest cichy, mały klasztor Panien Norbertanek, w nim właśnie spędziła większość życia bł. Bronisława z domu Odrowążówna. Moja książeczka zaś mówi, że Bronisława jest energiczną, dobrą organizatorką. Liczy wyłącznie na własne siły, zawsze, w każdej sprawie. Niebezpieczne jest jej gadulstwo i nieumiejętność utrzymania tajemnicy, oraz skłonność do hazardu. No, Bronisława – hazardzistka, to jest coś. Jej ulubionym kolorem jest popielaty i za to ją lubię.
Idzi – jest taki bardzo znany święty. Ale wśród ludzi tego imienia mało.
Dziś 1 września, dzień wybuchu drugiej wojny światowej. W dzieciństwie tak bałam się wojny i możliwości powtórzenia się historii, że wszystkie koszmary senne dzieciństwa właściwie dotyczyły tylko tego. Opowieści dziadka o partyzantce w lasach kieleckich i starachowickich, babci wspomnienia o wejściu Ukraińców, filmy wojenne w telewizji, lektury szkolne i wyobraźnia, która to wszystko potęgowała, sprawiły, że 1 września – dzień, w którym co roku szłam do szkoły naprawdę z radością – był związany tylko z wojną, i całe lata śniłam nocą – z 31 sierpnia na 1-ego września – koszmary, chciałam wiecznie umierać i o tym wszystkim nie wiedzieć, i nie pamiętać. Rodzice wpuszczali mnie do siebie do łóżka na jedno jedyne hasło: „Śni mi się wojna i boję się zasnąć z powrotem”. Do dziś pamiętam to uczucie, to przerażenie i lęk. Jeżdżąc teraz codziennie do domu w Milanówku, przejeżdżam koło muru obozu w Pruszkowie, przez który przeszli wygnańcy z Warszawy, mój mąż także, miał wtedy rok. Zawsze patrzę na ten mur i pamiątkowy napis na nim, i na moment zamieram, a z drugiej strony lubię tę drogę i to przypomnienie. Trzeba pamiętać.

Jestem przeciwna niszczeniu wszelkich pomników, monumentów, napisów, wszystkie one są świadectwem historii, przypomnieniem i dobrego, i złego, i nie powinno się usuwać tych, które już powstały. Wczoraj byłam świadkiem rozmowy a raczej pretensji dotyczących nieuszanowania cmentarzy polskich na dawnych Kresach Rzeczpospolitej i – w trakcie tej rozmowy – mój mąż przypomniał hańbiące nas zniszczenie wszystkich cmentarzy niemieckich na tzw. Ziemiach Odzyskanych.
Przepiszę dla Was dziś tego najsłynniejszego, pięknego Baczyńskiego, śpiewanego przez Demarczyk do genialnej muzyki Zygmunta Koniecznego.
Niebo złote ci otworzę,
w którym ciszy biała nić
jak ogromny dźwięków orzech,
który pęknie, aby żyć
zielonymi listeczkami,
śpiewem jezior, zmierzchu graniem,
aż ukaże jądro mleczne
ptasi świt.
Ziemie twardą ci przemienię
w mleczów miękkich płynny lot,
wyprowadzę z rzeczy cienie,
które prężą się jak kot,
futrem iskrząc zwiną wszystko
w barwy burz,
w serduszka listków,
w deszczów siwy splot.
I powietrza drżące strugi
jak anielskiej strzechy dym
zmienię ci w aleje długie,
w brzóz przejrzystych śpiewny płyn,
aż zagrają jak wiolonczel
żal – różowe światła pnącze,
pszczelich skrzydeł hymn.
Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne – obraz dni,
które czaszki białe toczy
Przez płonące łąki krwi.
Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył.
15.VI.43 Krzysztof Kamil Baczyński
Dobrego dnia. Dobrej niedzieli. Pomódlcie się, żeby nigdy nie wróciło.