23
Sierpień
2002
06:08

dziennik 2002-08-23 06:14:00

23 sierpnia 2002, piątek, 06:14

Róży, Filipa, Wiktora, Zacheusza – wszystkiego dobrego.

Róża – imię, które zobowiązuje albo do urody, albo do piękna duszy lub przymiotów nadzwyczajnych. Św. Róża z Limy miała naprawdę na imię Elżbieta, ale podobno była tak piękna, że przylgnął do niej przydomek Róża. To pierwsza wśród świętych w Ameryce Południowej.

Obiecałam przepis na kiszone ogórki, ale zapomniałam o tym, a mama śpi, więc podam jutro. Zaglądam także do notesika, i jej, i mojego – „Notatnika młodej mężatki i gospodyni domowej”, w którym skrzętnie zapisywałam przepisy i porady moich babć, mamy, teściowej i okolicznych doświadczonych kobiet, i wybieram – w związku z sezonem na jabłka – przepis pod zdumiewającym tytułem:

SZARLOTKA SYPANA

  • 1 szklanka kaszy manny,
  • 1 szklanka cukru, 1 szklanka mąki,
  • Jeden mały proszek do pieczenia (co znaczy „mały”, tego nie wie nikt, tak zapisałam dwadzieścia kilka lat temu i tyle),
  • 1 kilogram jabłek, a nawet półtora kilograma!
  • 3 łyżki cukru do jabłek (Tylko trzy łyżki?! Zdumiewające, to jakiś odchudzający placek!),
  • Cukier waniliowy,
  • Pół kostki margaryny.

Wszystkie sypkie składniki (kasza, cukier, mąka i proszek do pieczenia) – wymieszać. Jabłka zetrzeć na grubej tarce, dodać cukier i cukier waniliowy. Tortownicę wysmarować tłuszczem, wysypać tartą bułką, potem wsypać jedną trzecią mieszaniny, usypać z niej równą warstwę, na to położyć połowę startych jabłek, znowu usypać warstwę z jednej trzeciej „mieszaniny” i na to położyć resztę jabłek. Ostatnią warstwę stanowi znów sypka mieszanina. Na wierzchu rozkładamy płatki margaryny. Wstawić teraz do gorącego piekarnika (200 stopni) i piec 45 do 50 minut. Ładnie zrumienione ciasto wyjąć z piekarnika i posypać cukrem pudrem wymieszanym z cukrem waniliowym.

Przepisałam te recepturę z najwyższym zdumieniem. Moim zdaniem taka szarlotka się w ogóle nie może udać! Jak to nic nie rozbijać? Nie kręcić? Nie łączyć tego sypkiego z tym masłem czy margaryną? Bzdura. Pewnie ten przepis podsunął mi ktoś złośliwy, żeby mi nie wyszło w małżeństwie, no i udało się, tyle że nie z powodu szarlotki. W drugim małżeństwie już w ogóle nie usiłowałam gotować i piec, i dzięki temu pewnie, sądząc z niebezpieczeństw tego przepisu na szarlotkę, trwa ono szczęśliwie do dzisiaj.

No, moje panie, próbujcie, choć ja bym Wam odradzała z całego serca.

Dobrego dnia.

U mnie w domu teraz robi się jarzyny na zimę, to znaczy kupuje się marchew, pietruszkę, seler, por itd., co tam należy do włoszczyzny, obiera się to wszystko, trze mikserem na grube wióry i, zasypując solą, upycha wymieszane do słoików. Potem całą zimę włoszczyznę się bierze ot tak, łyżką z tych słoików. No, nie do wszystkiego taka się nadaje, ale jednak tyle pracy mniej. Ach i zapomniałabym powiedzieć, że konfitura z rajskich jabłuszek zrobiona ostatnio – pyszna. Zajadamy się nią na śniadanie.

Śmieszy mnie ten mój notesik sprzed dwudziestu paru lat, sądząc po tym jak jest poplamiony na zewnątrz i w środku – jakimiś jajkami, mlekami, śmietanami, pomidorami – zmagania z gotowaniem były burzliwe. Życzę szczęścia i powodzenia z tą idiotyczną szarlotką. Pozdrawiam. U mnie dzisiaj znów cały dzień w montażowni i na koniec w nagrodę Virginia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.