21
Sierpień
2002
06:31

dziennik 2002-08-21 06:31:00

21 sierpnia 2002, środa, 06:31

Joanny, Fidelisa, Franciszka – Wszystkiego dobrego.

Joanna – cudowne imię. Kobieta – serce. Wierna w przyjaźni, oddana w miłości.

Fidelis – jest po prostu wierny.

A Franciszek? To zdumiewające, tak ma na imię co czwarty chłopiec dookoła mnie. Dlaczego? Skąd aż taka popularność tego imienia dzisiaj? Zagadka. Patron zobowiązuje. O tym niech pamiętają Franciszkowie i Franki.

Wczoraj zagrałam Shirley. Zaczęłam dwunasty sezon z nią. Grałam ze wzruszeniem, z przyjemnością, wdzięcznością. To już nie rola, to przyjaciółka, to szczęśliwe godziny spędzone na scenie w poczuciu bezpieczeństwa i akceptacji. Oby jak najdłużej. Z Shirley moje życie aktorskie jest po prostu przyjemne. Tłumy – we wtorek, i reakcja publiczności mnie rozkleiły na końcu. Kłaniając się, dziękowałam losowi, że postawił na mojej drodze ten tekst i tę postać, która dała wszystkim tyle radości a moje życie uczyniła szczęśliwszym. Ta skromniutka dekoracja, lekko zapyziała, właściwie żałosna, rewizyty, które przejechały ze mną całą Polskę, cały świat, od Australii po Amerykę, poczciwy szlafrok męża, dzbanek, zielona szklanka, łóżko plażowe, żółty ręcznik, parasol, mała ścianka symbolizująca Grecję. Zlew z cieknącą z kranu wodą, szafka i firaneczka. Koszmar. Teatr skromny, ubogi i byle jaki. A jednak. Ciekawe jak długo jeszcze to będę grała?

Dziś wieczór znów Shirley i radość na scenie w towarzystwie widzów. Życie jest piękne.

Dobrego dnia.

Ja siedzę całymi dniami w montażowni. Montuję mój Teatr Telewizji. Na razie z niepokojem. Zobaczymy, co to będzie znaczyło po sklejeniu. Czy będzie miało taką siłę jak sobie wyobraziłam w swojej naiwności.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.