20 sierpnia 2002, wtorek, 06:04
Sabiny, Bernarda, Samuela, Sobiesława – wszystkiego dobrego.
Sabina – to jedno moich ulubionych.
Bernard –
Serce mnie boli….
Serce mnie boli, bo mija czas.
A w majątku, w tym posagu biednym moim
nie przybywa ani skarbów, ani gwiazd:
Tylko rymy i piosenki,
i nic więcej, i nic więcej:
To jest dobre w kabarecie,
a ja chciałabym na jesień
coś ciepłego, praktycznego tobie dać…
A tu – co?
A tu – wciąż:Ta poezja, ta piosenka za dwa grosze,
te wierszyki, w których zawsze wiosna drży,
te szarotki, co przy sobie stale noszę
i lusterka, co zmieniają w uśmiech – łzy…Gdzie są te wody niebieskozielone,
gdzie są te lata dobre,
co mi zostało – sam powiedz –
wszystko zmieniłam na drobne:Na słowiki wynajęte do piosenki,
na deszczyki, co w piosence walcem brzmią,
na księżyce, melodyjki, kantylenki –
ona kocha, i on bardzo kocha ją…Serce mnie boli…
Serce mnie boli, żal pustych rąk…
Bo nic nie mam. Wszyscy wiedzą. Sami swoi.
Bez niczego znów przychodzę pod twój dom…
Tylko rymy i piosenki,
I nic więcej, i nic więcej…
To, co miałam, pogubiłam,
zapomniałam, co mówiłam,
bardzo proszę, weź przynajmniej to, co mam:Tę piosenkę, tę poezję za dwa grosze,
te wierszyki, w których zawsze wiosna drży,
te szarotki, co przy sobie stale noszę
i lusterka, co zmieniają w uśmiech – łzy.
Weźcie dziś od Agnieszki to „nic” w dzień św. Bernarda. W dzień, w którym wszyscy mówią o dawaniu i pomocy potrzebującym. Weźcie od niej to, co ma.
Wczoraj w nocy zginął w wypadku samochodowym Marek Kotański. Ten, co dawał, co mógł i co umiał, bez przerwy. Przyzwyczailiśmy się, że taki „wariat” jest wśród nas, że on to zrobi, że on to załatwi, że on za nas… w naszym imieniu… bo my chętnie, ale niech on raczej… itd. Boże, co my bez niego zrobimy?
Dobrego dnia.