19
Sierpień
2002
06:08

dziennik 2002-08-19 06:25:00

19 sierpnia 2002, poniedziałek, 06:25

Bolesława, Jana, Juliana, Ludwika – wszystkiego dobrego.

Oprócz Jana, zapomniane, nie słyszane wśród młodzieży imiona. Jaka szkoda.

„Dziś Kalwaria” – jak powiedział papież.

Szaleństwo, jakby żegnali się z Nim wszyscy. Patrzę na Niego w czasie tej wizyty z przyjemnością, złagodniał, stracił tego wymachującego palcem starca sprzed lat. Jego wizyta pod hasłem „Miłosierdzie i pomoc innym” oraz beatyfikowani Błogosławieni nadzwyczajnie wybrani. A on sam budzi czułość i chęć opieki. Jest wzruszący i godny największego podziwu jako człowiek, bo Papieża nie mam śmiałości oceniać.

W Krakowie było około 3 milionów pielgrzymów, to wielki sukces. Wieczorem jeszcze raz wyszedł do okna i powiedział: „Dobranoc, jutro Kalwaria”. Tak więc dziś Kalwaria. Kalwaria Zebrzydowska.

Kalwaria – w słowniku wyrazów obcych to – cykl obrazów lub rzeźb przedstawiających różne sceny męki Chrystusa; także: kaplice lub kościoły rozmieszczone zwykle na pagórkowatym terenie, przedstawiające stacje drogi krzyżowej; Kalwaria to w przenośni – męka, cierpienie, okoliczności i miejsca z nimi związane. (Słowo pochodzi od Calvaria, łac. nazwa wzgórza pod Jerozolimą, na którym ukrzyżowano Jezusa.)

Tak więc dziś Kalwaria.

Za każdym razem, kiedy papież przyjeżdża do Polski, zmienia się w jakimś punkcie moje życie. Przy pierwszej wizycie, zapłakana oglądałam transmisję telewizyjną z Jego przylotu i, kiedy ucałował ziemię, powiedziałam nagle i niespodziewanie dla samej siebie, do mojego byłego męża, wyjąc z rozpaczy: Ja cię już nie kocham! To bolesne wyznanie zmieniło wszystko. Ciekawe, co będzie teraz. Prawda jest taka, że za każdym razem przyjmuję jakieś postanowienie, i dotrzymuję go. Nie napiszę Wam, jaką intencję podjęłam tym razem, ale wczoraj podczas mszy na Błoniach to zrobiłam.

Zamieszczam kilka zdjęć zrobionych z telewizora, głównie dla tych z Was, którzy są daleko, daleko.

Dobrego dnia. Oby Wasza Kalwaria Codzienna, dziś nie była tak ciężka.


Papież w moim domu


Morze ludzi

Co do nowej ustawy pozwalającej strzelać do wałęsających się bezpańskich psów i kotów – moje psy są wzięte z przytułku, mają nawyk wałęsania się, uciekają dziurką od klucza przy byle sposobności, zwiedzają miasto, odwiedzają targ i wracają. Instynkt obrony domu budzi się w nich tylko w obrębie naszego ogrodu, wtedy potrafią pokazać, że nie lubią obcych, ale wypuszczone, lubią ludzi, nie są agresywne. Zawsze po każdej wycieczce kupuję nowe obroże, bo ludzie im je kradną. Dziś przyszły kulejąc, wyraźnie skopane. Zdarzyło się to pierwszy raz. Pozwalałam im dotąd na te wycieczki, ich drobne przyjemności, teraz może je ktoś zabić zupełnie bezkarnie. Co za koszmar. I tak całe lato tu w Milanówku, dookoła mnie, strzelają z wiatrówek do ptaków, pewnie dla sportu. Co za koszmar.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.