08
Sierpień
2002
07:08

dziennik 2002-08-08 07:33:00

8 sierpnia 2002, czwartek, 07:33

Cypriana, Emiliana, Sewera, Sylwiusza, Dominika – wszystkiego dobrego.

Cyprian – najsłynniejszy mężczyzna o tym imieniu, Cyprian Kamil Norwid, ma jakby to imię na własność, nie istnieje absolutnie w naszej śwadomosci inny Cyprian, i wspaniale. Ja, kiedy myślę Norwid, myślę zdanie „¬le, źle, źle, zawsze i wszędzie” i czuję w sercu ścisk. Czy Wy też?

Emilian – dla mnie Emilian to Emilian Kamiński. Nazywany w środowisku Miluś. Przyjaciel, mój kolega z roku w Akademii Teatralnej, człowiek, na którego zawsze mogę liczyć. Dostał „ode mnie” w prezencie żonę i radość życia w związku z tym. Dzięki obsadzeniu przeze mnie Justynki Sieńczyłło i Milusia, jako pary zakochanych, w „Na szkle malowane”, które kiedyś robiłam w Teatrze Powszechnym, skazałam ich na siebie, za co zresztą są mi wdzięczni niezmiernie. Wszystkiego dobrego.

Sewer – ładne imię, niepopularne, jakby nieprzyjemne, mnie kojarzy się z francuskim severe, co oznacza surowy, w sensie charakteru oczywiście.

Sylwiusz – ach, to dopiero piękne imię, ale w Polsce się nie przyjmie; Sylwek to nasza wersja i ile mniej poezji.

Dominik – Hagiografia zna 14 świętych, 10 błogosławionych i 3 święte o tym imieniu. Jest to imię łacińskie i oznacza tyle, co „Pański”, należący do Pana Boga. Od tego imienia pochodzi też łacińska nazwa niedzieli, dominica, dzień Pana, dzień święty. Ten Dominik dzisiejszy to „najważniejszy Dominik”, ten, który spopularyzował imię. Założył on rodzinę zakonną zwaną Dominikanami, Zakon Kaznodziejski. Dziś liczy on wielką liczbę zakonów, placówek na całym świecie oraz naprawdę liczną rzeszę zakonników i zakonnic. W Polsce jest to święty znany. Wiele miejscowości przyjęło nazwę od jego imienia, znane jest również przysłowie: „Gdy ciepło na Dominika, ostra zima nas dotyka”.

W teatrze po wakacjach czekała na mnie przesyłka a w niej dwie książki. Jedna z nich to wojenny pamiętnik Etty Hillesum, o którym pisałam podczas moich wakacji, bo czytałam go podczas tych wakacji właśnie, druga to jej listy. To niesamowita lektura. Ucieszyłam się z listów, bo nie wiedziałam o ich istnieniu i, mimo że powinnam teraz czytać i zajmować się zupełnie czymś innym, po kryjomu przed samą sobą rzucam się na nie w każdej nawet najmniejszej przerwie. Cóż to za fascynująca lektura. Jak niezwykłą była osobą. Wciąż ta Etta siedzi w głowie i zdumiewa, i jest bliska, i jest obca. Została, jak już pisałam wcześniej, zamordowana razem z całą rodziną – ojcem, matką i dwoma braćmi – w Oświęcimiu. Cały czas przeczuwała i czekała jakby na tę śmierć, jej analiza samej siebie, czasu, w którym przyszło jej żyć, stosunek do losu, jest fascynujący i nieprawdopodobny.
… Należy stać się własną ojczyzną…

… Te dwa miesiące życia spędzone między drutami kolczastymi okazały się najintensywniejszymi i najbogatszymi miesiącami mojego życia i stanowiły potwierdzenie ostatecznych i najwyższych jego wartości…

… Mój Boże, jestem Ci niezmiernie wdzięczna za wszystko. Z Twoich rąk przyjmę wszystko, bez wyjątku. Wiem, że zawsze jest dobrze. Przekonałam się, iż dźwigając ciężar można go obrócić w dobro…

… Wielu popełnia samobójstwo, ze strachu. Jeżeli ja posunęłam się tak daleko, aby uznać życie za mądre i piękne – także w tych czasach, właśnie w tych czasach – to równie dobrze mogłabym dojść do wniosku, że wypadki musiały się potoczyć tak, jak się potoczyły, a nie inaczej…

… Kręci mi się w głowie. Konfrontujesz mnie z Twoimi ostatecznymi tajemnicami. Boże, i jestem wdzięczna, że to robisz, nie brak mi sił, aby stanąć z nimi twarzą w twarz, choć wiem, iż nie istnieją na nie odpowiedzi. Trzeba umieć dźwigać Twoje sekrety…

… Jeśli przetrwam i powiem ludziom, że życie jest piękne i ma głęboki sens, to przecież muszą mi uwierzyć…

Dobrego dnia. Dziś muszę zająć się Matissem i malarstwem impresjonistycznym na moment, idę na taką „wycieczkę”. Zazdrośćcie mi.

Od kilku dni mieszka u mnie pani Ewa Wycichowska (pracujemy razem nad nagraniem, które ma się zacząć już w niedzielę), i moja wnuczka Lena – kiedy dowiedziała się, że mamy w domu wspaniałą tancerkę, demona tańca nowoczesnego, i bijące serce Teatru Tańca w ogóle – oszalała!!! W kostiumie kąpielowym i w żółtym daszku LOTTO, tańczy przed Ewą całymi dniami, jak Isadora Duncan, i każe się sobie przyglądać i oceniać. A Ewa chętnie podejmuje propozycje Leny i co chwilę mamy obie w dziwnych figurach, splotach i drganiach, na podłodze, od tak podczas obiadu, prosto od talerza, między zupą a drugim. Bardzo miło. Ewa pokazuje małej jakieś pozycje baletowe, układy ciała, patrzę na to i na rozpalone zachwytem oczy Leny, z przerażeniem, żeby z tego nie było jakiego nieszczęścia w rodzinie, jak na przykład tancerka albo coś….!!!!

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.