7 sierpnia 2002, środa, 08:15
Anny, Doroty, Kajetana, Konrada – Wszystkiego najlepszego.
Anna – samodzielna, o silnej woli, dumna. Nie uznaje kompromisów, Nie przejmuje się porażkami i nie szuka ich przyczyn w sobie. Osobowość przebojowa. Nie wie, co to nieśmiałość i ustępliwość. Tak opisuje Annę moja książeczka. Nie znam takiej Anny. Znam jedną osobę, do której ta charakterystyka naprawdę pasuje, nazywa się Dorota Stalińska.
Dorota – a Dorota w mojej książeczce to osoba uczuciowa, wielkoduszna, przywiązana do tych, których kocha. Poddaje się huśtawce nastrojów, od euforii do rozpaczy, a nawet złości. Łatwo wybucha gniewem i urządza sceny. Dumna, ale jako przyjaciółka czy towarzyszka życia stała, wierna i lojalna. Też pasuje. No, ale tak jest ze złożonymi, bogatymi osobowościami, wszystkie charakterystyki do nich właściwie pasują.
Kajetan, Kasjan, Konrad – trzej panowie K. Trzej panowie zupełnie różni.
Kajetan – ambitny i zdolny, dla sukcesu gotów nawet do intryg.
Kasjan – skryty, osobny, tajemniczy, ale wewnątrz stabilny i prawy, wbrew Szekspirowi i postaci przez niego utrwalonej w „Juliuszu Cezarze”, postaci historycznej, Kasjuszowi Kajuszowi, wrogowi Cezara, zazdrosnemu o jego popularność i władzę. Kasjuszowi przywódcy spisku, rozsądnemu generałowi i samobójcy na końcu.
Konrad – to jedno z najważniejszych dla nas Polaków imię. Imię – symbol. Imię z literatury, romantyczny bohater, Konrad z „Wyzwolenia” Wyspiańskiego, Gustaw – Konrad z „Dziadów” Mickiewicza – „symbol męczeństwa i wezwań do walki w imię zemsty”. Konrad – symbol jednostki poświęcającej swoją wolność w imię haseł narodowych. Wielkie tradycje. Wielkie imię.
Wracam do Doroty. Oto, co Agnieszka Osiecka napisała na dzień 7 sierpnia – imieniny Doroty.
Miły mój.
Wieczór jest parny i duszny.
Ptaki kręcą się niespokojnie. Czytam o różach.
Czy słyszałeś o róży imieniem
Souvenir de la Malmaison?
Posłuchaj:
Cesarzowa Józefina, kiedy Napoleon porzucił ją
Dla Marii Ludwiki, zajęła się ogrodem.
Smutna pociecha!
Wkrótce Malmaison stało się rajem róż.
Wśród nich najpiękniejsza była owa
Blada, chłodna, różowa róża, nazwana
Souvenir de la Malmaison.
– Wspomnienia z Malmaison.
Miły mój! Nie chciałabym nią być.
Nie chciałabym być wspomnieniem z Malmaison.
Bo cóż mi po różanym raju, kiedy mój pan odpoczywa
w ramionach innej kobiety?
… A czy słyszałeś o czarnobłękitnej róży imieniem
Black Boy (Czarny Chłopiec)?
Jego (jej?) ojcem była róża Nuits de Young, zwana przez
Amerykanów Old Black. Jego matka była różą Words
Fair….
Nie! Nie chciałabym być Czarnym Chłopcem.
Cóż bym poczęła ze swoją czernią i ze swoim
błękitem tam, za siedmioma wodami, z dala od twoich
oczu? W czym bym się zagubiła?
… Zaś wielki hiszpański hodowca róż – pan Pedro Lot
z San Feliu de Llibregat (Niedaleko Barcelony) –
wyhodował drobną pomarańczową różę imieniem
Catalonia. Podarował ją w upominku Szwajcarii.
…. O nie! Nie chciałabym być małą Catalonią….
Odjeżdżać w paczce, albo w wielkiej donicy, odjeżdżać
z wiosennej Barcelony w świat, żegnać na zawsze ptaki
targ, żelazne balkony rzeźbione z wiatru, znajomy kościół
z chmurnym sufitem – i witać nieznajomych,
uprzejmych Szwajcarów.
Miły, kochany mój!
Nie chciałabym być Czarnym Chłopcem, ani ofiarowaną
w podarunku Catalonią, ani – tym bardziej-
Wspomnieniem z Malmaison,
pielęgnowanym dłońmi porzuconej cesarzowej.
Nie chciałabym nawet być wspaniałą, liliową First Lady
Rodem z Massachussets…
Chciałabym być zwykłą, dziką różyczką, kwitnącą
na dalekiej leśnej polanie.
Ale wiem, miły mój, że ty nie przyjedziesz na tę
polanę, aby mnie odszukać.
Nie przyjdziesz po mnie,
już późno.
– Dorota
Życzę Wam dobrego dnia. Ja rzucam się do pracy z panią Ewą Wycichowską.
Na koniec dziś żarcik: Mama idzie z córeczką na spacer. Dziewczynka widzi kota.
– Mamo, czy to kot, czy kotka? – pyta mamę.
– Oczywiście, że kot – odpowiada matka – nie widzisz, że ma wąsy?!
Dobrego, miłego, owocnego dnia.