3 sierpnia 2002, sobota, 08:58
Lidii, Augustyna, Nikodema, Stefana – Wszystkiego dobrego.
Lidia – Lidka. Moja książeczka mówi, że Lidia to wulkan emocji, który bardzo często wybucha. Że kobiety o tym imieniu miewają częste napady złości, czarnej rozpaczy, albo szczytowej euforii, i to każdego dnia. Nie potrafią usiedzieć w miejscu, pragną żyć intensywnie i to za każdą cenę. Być może ja znam jedną Lidkę, spokojną, skromną, cichą. Znam ją od lat i nikt nigdy nie odgadł, co się naprawdę w niej dzieje w środku, czy jest zdenerwowana czy nie, obrażona czy nie, dotknięta czy tylko w tym momencie troszkę smutniejsza niż zwykle, a już czy jest szczęśliwa czy nieszczęśliwa, tego na pewno nie wie nikt. Lidka, którą znam, jest opanowana i nie uzewnętrznia uczuć, nie opowiada, co się z nią dzieje, ani też o swoim życiu prywatnym. Może moja Lidka ma źle na imię? Ale z drugiej strony znam też Lidkę Popiel, żonę Bogusia Lindy, i nie znam spokojniejszej, bardziej rozsądnej kobiety niż ona.
Augustyn – ładne imię męskie kojarzące się tutaj w Polsce ze świętym Augustynem, tylko i wyłącznie.
Nikodem – o Nikodemie było już wielokrotnie. Nikodem jest mężczyzną, to pewne. Piszę tak, ponieważ wczoraj ktoś opowiedział mi taki żart: Dwie kobiety rozmawiają: – Wiesz mój mąż jest nadzwyczajny, zupełnie wyjątkowy, opiekuje się mną, interesuje moimi sprawami, nawet najdrobniejszymi, robi ze mną zakupy, mogę mu opowiedzieć wszystko i radzi mi we wszystkim. Druga jej na to odpowiada: – Mój nie. No, ale mój jest mężczyzną.
Stefan – do Stefana mam stosunek specjalny, ponieważ mam Stefanów w mojej rodzinie. Mam do nich szacunek, są prawdziwymi ludźmi, takimi, za jakimi się tęskni, z kodeksem honorowym, zasadami, niezmiennym światopoglądem. To dziś nie tak często spotykane. A może, co daj Boże, się mylę, lub się starzeję.
Mam dziś doła, jak to się ładnie ostatnio nazywa. Mam wątpliwości na każdy temat i wielką potrzebę samotności. To pewnie naturalne przed rozpoczęciem sezonu i nagraniem tak ryzykownym jak to, które zamierzam. Żegnam, chcę być sama.
Dołączam Wam jeden z moich monologów ze sztuki, którą mam nagrywać. Uczę się teraz tego na pamięć.
Czerwona
Cześć Kasiu, idę już jutro.
Wiem, że mówię cicho, ale nie mogę głośniej. Wszystko stoi mi w gardle. Nie mogę jeść, ani pić.
Tak, jutro jadę zarejestrować się do szpitala. Później badania i za dwa, trzy dni i pójdę na operację. Rozetną mnie i wtedy zapadnie wyrok.
Zgadnij, co wczoraj zrobiłam?
Poszłam do fotografa i zrobiłam sobie sesję zdjęciową z nagimi piersiami. Specjalnie wybrałam starszego faceta i kazałam mu się obfotografować. Zaczął żartować, że chcę zostać gwiazdą „Playboya”. Nic mu nie powiedziałam.
Wiesz, co jest najgorsze? Powiem ci jak to widzę. Jesteś młoda i piękna i nie myślisz poważnie, że kiedyś będzie inaczej. Życie płynie i ty starzejesz się. Starasz się tego nie zauważać, aż nagle widzisz, że jesteś brzydka i okropna. Tłumaczysz sobie, że to jest normalne i tak ma być, rozumiesz mnie.
Nigdy nie sądziłam, że takie coś może mnie spotkać. Moje piersi to był mój powód do dumy. Wolałabym umrzeć, niż je stracić. Dzisiaj modlę się: żeby wycięli mi piersi i żebym mogła żyć dalej. To bardzo parszywe uczucie.
Pewnie, że się boję, bardzo się boję. Wiesz, ja nawet poszłam do kościoła.
Tak, tak, nie byłam chyba z piętnaście lat. Stanęła tam, patrzyłam na ołtarz, ale nic nie mówiłam. Wiesz, to tak głupio, prosić kogoś o łaskę, jeżeli wcześniej w ogóle się o tym nie myślało.
Zadzwoń do mnie, bardzo cię proszę.
Oczywiście, że telefon biorę ze sobą. Cześć.
Dobrej soboty.
