1 sierpnia 2002, czwartek, 09:11
Nadziei, Justyna, Piotra – Wszystkiego dobrego.
Nadzieja – jedno z najpiękniejszych słów na świecie, ale imię? Dziwne. Jeśli tak, to mogłoby być imię kobiecie Wolność, Odwaga, Uroda, Ojczyzna, Samotność. Wolność Kowalska, Odwaga Krajewska, Ojczyzna Piszczyk. Samotność Zawadzka, to ostatnie nawet ładnie brzmi, ale generalnie – sprzeciwiam się.
Justyn – w Polsce właściwie nie istnieje męska wersja imienia Justyna, ale na świecie jest bardzo popularna, „Dżastin” słyszy się w kółko w Ameryce. Ja lubię tradycję, więc już zostańmy bez Justynów w dużych ilościach.
Piotr – panie Piotrze, ostatnio jest pan tu bardzo często. Kojarzy mi się dzisiaj pana imię z carem, bardzo mi przykro. Piotr I Wielki? Piotrowa, Piotrowie, ach, św. Piotr to już lepiej. Do zobaczenia więc w niebie, ciekawe czy wpuści nas pana imiennik, po znajomości w związku z tym samym imieniem może będzie miał u niego „chody”.
Mam dziś nastrój żartobliwy. Chce mi się śmiać, bo było tak.
Po powrocie z Włoch, sprawą priorytetową było przygotowanie dzieci do wyjazdu na obóz, no, bo to za chwilę. Więc prać, prasować, książeczki zdrowia aktualizować, kompletować apteczkę, okulary pływackie pękły, wyrósł z butów do biegania. Matko! Nie zdążymy do fryzjera, trzeba ich ostrzyc, a przecież tam oni nie będą myli głów, to więcej niż pewne!
Wczoraj wieczorem, gotowe! Wszystko zapakowane, listy rzeczy spakowanych zrobione (Po ubiegłorocznym obozie wrócili z zupełnie pustymi plecakami, wszystko co zapakowałam zgubili! Wszystko!). Dzieci ostrzyżone, wyszorowane szczotką na zapas, bo przecież nie tkną mydła dwa tygodnie (Po obozie w tamtym roku mydła wróciły nie odwinięte z papierków). Rozmowa o obcych, narkotykach, przechodzeniu przez jezdnię, porządku w pokoju, niebezpieczeństwach, popychaniu i „przytapianiu” się w basenie, obowiązkowym czytaniu książek i myciu dwuminutowym zębów – przeprowadzona. Czy zaszczepieni – sprawdzone. Budziki nastawione. Uff. Siadłyśmy z mamą w fotelach przed filiżankami jaśminowej herbaty, przed snem. Dzieci śpią.
– Mamo, a skąd oni odjeżdżają?
– Spod wiaduktu.
– A na pewno o siódmej?
– Tak
– Skąd wiesz? Gdzie są te dokumenty?
– Pamiętam. Ja pamiętam. Ja mam lepszą pamięć od was. Dokumenty z informacjami leżą na biurku.
– Mamo, tu tych papierów nie ma.
– No to ja już nie wiem, co wy sobie robicie na tym biurku. Ale ja pamiętam. Co roku wyjeżdżają o siódmej spod wiaduktu.
– A gdzie oni właściwie jadą?
– Do Słowenii.
– Jezus! Chyba na Słowację!?
– No. No to może na Słowację.
– Matko Boska! A z kim oni jadą, kto to organizował w tym roku? Masz telefon organizatora? Nie masz żadnych kwitków? Nie dali ci rachunku jak płaciłaś za ten obóz?
– Nie. Powiedzieli, że przyślą.
– A masz telefon do tych instruktorów od tenisa, z którymi jadą?
– Nie.
– Mamo, jest w pół do dwunastej w nocy! Co my teraz zrobimy?
– Nic. Oni wyjeżdżają o siódmej spod wiaduktu, a jak ich odprowadzimy to się rano wszystkiego dowiesz i sobie weźmiesz te telefony, obejrzysz ten autokar dokładnie, każesz chuchnąć kierowcom, bo jedzie dwóch kierowców, wiesz, o to pytałam….
– Mamo, ja muszę do kogoś zadzwonić!
– No to ja już nie wiem.
– Może ich nauczyciel gimnastyki wie gdzie, z kim oni jadą i gdzie właściwe.
– Aaaa tam, co on tam będzie wiedział!
– Masz do niego telefon?
– A skąd! Nauczyciela od gimnastyki? A po co mi? Mam telefon do szkoły.
– Szkoła zamknięta, w wakacje, szczególnie o północy.
– Mama Jasia zna telefon do dawnej dyrektorki szkoły a ona na pewno ma jego telefon.
(Dzwonię)
– Przepraszam, że panią budzę, moi synowie jutro… itd., itd.
– Nie szkodzi, jeszcze nie spałam, zaraz do pani oddzwonię.
– Halo, tu mama Jasia, dyrektorka szkoły jest moją koleżanką i teraz jest na Mazurach, ale zaraz (jej córka ma znaleźć w czarnym notesie z prawej strony w szufladzie), za chwilę jeszcze raz do pani zadzwonię i podam ten numer telefonu. Ale ten nauczyciel od gimnastyki, on chyba jest w Gdańsku, u rodziny, na wakacjach, no, ale może go znajdziemy, niech się pani nie martwi.
– Mamo, cholera jasna, dlaczego nie zapisałaś tych informacji w kalendarzu? W notesie?
– Krysiu! Po co ty dzwonisz do tego nauczyciela od gimnastyki, przecież oni w ogóle z nim nie jadą. To pan Roman raczej coś wie.
– Mamo, jest pierwsza w nocy! Kto to jest pan Roman?
– Ich nauczyciel tenisa.
– A on jedzie?
– Nie. Ale jego dzieci jadą.
– A masz jego telefon?
– Nie. Ale tu w tamtym roku była na biurku jego wizytówka.
– Nie ma.
– No ja już nie wiem, co wy robicie sobie na tym biurku.
– Edward! (Dzwonię do męża do Berlina) Gdzie są wizytówki z biurka?
– Ułożone w szufladzie w pudełeczku po czekoladkach. Dzieci śpią? Gotowe do wyjazdu?
– Tak.
– Wszystko w porządku?
– Tak. Śpij.
– Mamo, ty szukaj w tej kupce wizytówek a ja w tej.
– Jest! No widzisz jest! Pan Roman. Ja mówiłam, że to gdzieś jest!?
(Dzwonię do nieznanego mi pana Romana, jest godz. 01:20)
– Przepraszam pana najserdeczniej, ale podobno pana dzieci wyjeżdżają jutro na obóz razem z moimi, czy pan może wie, o której i skąd? Czy spod wiaduktu?
– Nie, moje dzieci nie jadą na ten obóz, ani ja, tym razem. Ale zaraz zadzwonię do kolegi, który jedzie i oddzwonię do pani.
– No widzisz Krysiu, jednak znalazłyśmy.
– Mamo, jest wpół do drugiej w nocy!
– A czyja to jest wina?
– Mamo, to ty załatwiałaś ten obóz!
(Dzwonek telefonu)
– Halo, proszę pani, dzwoniłem, oni nie wyjeżdżają jutro, tylko w sobotę o 08:00, spod wiaduktu.
– Dziękuję panu najserdeczniej. Przepraszam, że obudziłam.
– Nie szkodzi.
– Mamo!!!! Oni wyjeżdżają w sobotę! A nie jutro! ¬le zapamiętałaś!
– No wiesz, w moim wieku! Ale ja i tak mam lepszą pamięć od was!
– Dzwonię do tego pana Romana jeszcze raz. Trudno, niech mi poda telefon tego pana, z którym jadą. I tak są wszyscy obudzeni.
(Dzwonię)
– Przepraszam, że jeszcze raz panu przeszkadzam. Czy pan, panie Romanie, mógłby mi dać telefon tego pana, z którym jadą moi synowie? I powiedzieć, jak on się nazywa?
– Proszę bardzo. (Zapisuję)
(Dzwonię)
– Halo, przepraszam, że pana budzę, Krystyna Janda, czy to pan jedzie z moimi dziećmi na obóz tenisowy?
– Tak. W sobotę o 08:00 spod wiaduktu, myślałem, że Roman już do pani zadzwonił?
– Tak zadzwonił. Ale przepraszam jeszcze na moment, czy pan mógłby mi powiedzieć, gdzie jedziecie?
– ….
– Bo wie pan, moja mama, która to załatwiała, nie zapisała, myśmy zgubili papiery, informacje, nie było nas…
– Czy mam teraz pani podyktować adres i telefony? Proszę poczekać…
– Nie, szczegóły zapiszę sobie w sobotę, chodzi mi, do jakiego państwa jedziecie. Kraju…?
– …..Na Słowację.
– A kiedy wracacie, skoro wyjeżdżacie w sobotę a nie jutro?
– Po dwóch tygodniach.
– Przepraszam. Do zobaczenia w sobotę o 08:00, pod wiaduktem. Przepraszam, że pana obudziłam.
– Nie szkodzi. Do zobaczenia.
No i tyle. Rano o niczym nie wiedząca gosposia o 06:00 poleciała po świeże bułeczki do piekarni, na podróż dla dzieci. Chłopcy, kiedy rano dowiedzieli się, że to w sobotę jest wyjazd a nie natychmiast, zupełnie tym nie zdziwieni poszli spać na nowo. My z mamą nie patrzymy na siebie od wczoraj. Rano przy śniadaniu wymogłam na wszystkich przysięgę milczenia o tej sprawie i nie zdradzeniu się przed mężem i ojcem tych dzieci.
A teraz błagam, nie zdawajcie mi więcej pytań typu: – Czy pani uważa, że przy pani zawodzie i ilości zajęć jest pani dobrą matką!
Dobrego dnia.

Na ławeczce w Pitigliano. Ja, Jędrek i Adaś