11
Czerwiec
2002
06:06

dziennik 2002-06-11 06:45:00

11 czerwca 2002, wtorek, 06:45

Barbnaby, Benedykta, Feliksa, Radomiła – Wszystkiego dobrego.

Wyobraźcie sobie, że mam po jednym mężczyźnie – przedstawicielu tych imion. Nieprawdopodobne a się zdarzyło.

Barnaba jest inżynierem i gra na gitarze, to jest jego hobby, ponieważ na co dzień pracuje w zakładach produkujących między innymi iskry zapłonowe czy coś takiego. Wszyscy mają go za dziwaka, ponieważ łowi ryby grając na gitarze, często od bladego świtu.

Benedykt jest ogrodnikiem. Bardzo mi się podoba, że mówię do niego: – Panie Benedykcie, czy ma pan jeszcze daglezje, bo moja przyjaciółka chce się skutecznie odgrodzić od sąsiadów?

Feliks – ma czerwony nos, sepleni i jest strasznie nieśmiały. Długo nie mógł się ożenić z tych trzech powodów, ale kiedy mu się to udało w wieku już dość dojrzałym, oszalał ze szczęścia i jest najwspanialszym mężem, ojcem i dziadkiem. Nos ma dziś fioletowy.

Radomił – to Radek, ten, którego znam. Wiem, że Radomił, bo powiedziałam raz do niego panie Radosławie a on to: – Ho. Ho! Żeby to był Radosław! To Radomił, miałem kopniętą matkę! Zrobiło mi się przykro, ale na całe życie zapamiętałam po pierwsze, że jest takie imię, po drugie, że ktoś, kto je nosi, może być z tego powodu nie najszczęśliwszy. Pan Radomił zmienia mi opony, co roku – z letnich na zimowe i odwrotnie. Robi to w czapce marynarza, bo ma fantazję, mówi, że to imię tak go „załatwiło”, że musi trochę świrować, żeby się dopasować do imienia.

Nie mogłam dziś do Was pisać od szóstej, ponieważ czekałam na zabicie ptaka w moim pokoju a potem bałam się wejść. Trwało to wszystko 45 minut. Zabicie, zabawa martwym ptakiem, znudzenie się tym, odejście kota, i sprzątanie trupa ptaka przez obudzoną mamę, bo męża nie ma w domu.

ŚMIERĆ PTAKA

Śmierć ptaka to jest
mała śmierć
śmierć ptaka to jest
śmierci część
śmierć ptaka to jest
dla człowieka
mała śmierć
śmierci ćwierć
dziesięć deka.

Śmierć ptaka to jest
koci skok
śmierć ptaka to jest
strzał i mrok
śmierć ptaka to jest
żal niewielki
kres bez łez
oczy dwie
snu kropelki.

Dla ptaka to lot
w jądro chmur
dla ptaka to lot
martwych piór
dla ptaka to lot
w którym nie ma
ani drzew
ani rzek
ani nieba.

Śmierć ptaka to jest
kropla krwi
podobna do twej
otchłań taka
ten sam próg
bramy trwóg
więć nie lekceważ
śmierci ptaka.

Jeremi Przybora

Śmierć ptaka słyszałam dziś zza zamkniętych drzwi, tuż po obejrzeniu w telewizji filmu „Żart” Mikea Nicholsa, z wielką rolą Emmy Thompson. Film oglądałam od czwartej rano, rok temu nie zdążyłam go zobaczyć w kinach i wciąż tego żałowałam. Emitowała go dziś nocą, a właściwie nad ranem, telewizja HBO, na moje szczęście. Ten film nakręcono według sztuki teatralnej granej wciąż w wielu teatrach świata. To historia kobiety, profesora uniwersytetu, filologa, kobiety o wyrafinowanym, nadzwyczajnym umyśle i wrażliwości, intelektualistce, która pewnego dnia dowiaduje się, że ma raka, i zaczyna być traktowana przez lekarzy, naukę, świat medycyny, jak przedmiot. Postanawiają na jej przypadku zrobić badania naukowe i od tego momentu nie liczą się z niczym, a z jej duszą i wrażliwością na pewno nie. Nadzwyczajny pomysł. Od jakiegoś czasu namawiano mnie, abym to zagrała, ale wybrałam Steinberg. Nie mogę grać wciąż chorych i umierających, a w każdym razie nie po kolei. Reżyserzy myślą strasznie sztampowo. Po zagraniu Modrzejewskiej, Marleny i Callas, wciąż na przykład mam propozycje grania ról – postaci historycznych, dostałam przynajmniej trzy propozycje tego rodzaju w tym sezonie. Co za schematyczne nawyki myślenia!

Nieważne. Chcę pisać o czymś innym. Rola Thompson zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Piorunujące! Dlaczego? Zagrała ją pięknie, wspaniale, choć przewidywalnie, byłam po lekturze sztuki, nic mnie nie zaskoczyło, ale nie o to chodzi. Jestem porażona jej odwagą. Trzeba być wielką aktorką, człowiekiem i mieć wspaniałą wiarę w ten zawód, jego znaczenie i posłannictwo, żeby odważyć się tak oszpecić, pozwolić robić ze sobą na ekranie to, co tam robią, a co do opowiedzenia tej historii jest z drugiej strony konieczne. Ona sama zresztą, co przeczytałam w napisach, do spółki z reżyserem, napisała scenariusz. A ostatnia scena reanimacji – podczas której nagie ciało, piersi, tej nienajmłodszej już przecież aktorki, nieprzytomne nagie ciało, traktowane jest z taką brutalnością, i brutalnie oglądane kamerą – zainteresowała mnie głównie w aspekcie zawodowym. Wspaniałe. Wielkie podziękowania.

No i co dziewczynki? Te, które w wieku 50 lat zgadzacie się na sesje zdjęciowe do Playboya? I po co? Żeby co powiedzieć ludziom? Że „Stary człowiek i morze”? Przecież wszystkie komputery na mieście, od korygowania tych zdjęć i tak ledwo dyszą. Spójrzcie na Nią, to był prawdziwy „Pictorial”! I w jakiej sprawie!

Jestem złośliwa, niepotrzebnie.

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.