13
Maj
2002
06:07

dziennik 2002-05-13 06:07:00

13 maja 2002, poniedziałek, 06:07

Ofelii, Roberta, Serwacego – Wszystkiego dobrego.

Ofelio – dzięki Szekspirowi – symbolu krzywdy, niewinności i ofiary manipulacji. Delikatna istoto, zamknięta w potrzasku niezrozumiałych dla ciebie zmian uczuć najbliższych. Dziecko, wychowywane bez matki, spragnione miłości, oszukane przez ludzi. To musiało się skończyć szaleństwem i śmiercią. Szekspir nienawidził kobiet, ale Julia i Ofelia to jeszcze dzieci.

Robert – to imię budzi zaufanie, a z drugiej strony to imię oszustów. Ale to wrażenie, to wynik moich doświadczeń życiowych. Mój zięć ma na imię Robert, i całkowicie nie potwierdza moich wcześniejszych doświadczeń z tym imieniem. Na szczęście. To także imię wymarzonych, oczekiwanych synów. Beniaminków.

Serwacy – to imię dziwaczne. Nie znam nikogo o takim imieniu nawet w literaturze pięknej.

W szkole teatralnej mieliśmy taki przedmiot „Styl”, wykładała go słynna profesor Szczuka. Były to fascynujące zajęcia mające nas nauczyć, po pierwsze, podstawowych zasad dobrego wychowania, ładnego sposobu poruszania się, siadania, umiejętności zachowywania się w towarzystwie, zasad konwersacji, itd., itd., a także zapomnianych dziś i nie używanych a przydatnych w teatrze umiejętności noszenia fraka, sukni z trenem, używania wachlarza, przedstawiania się, zachowywania przy stole itp. Jedni z nas posiadali postawę, harmonię ruchów, elegancję naturalną, wrodzoną (niezależną zresztą często od środowiska, w którym się wychowali i urodzili), naturalne poczucie piękna i jego potrzebę, lub wszystkim tym dysponowali, ponieważ uczono ich tego i uświadomiano w domu. Inni uczyli się wszystkiego od podstaw, i często nawet sposób siadania na krześle i trzymania poprawnej sylwetki był dla nich umiejętnością prawie nie do zdobycia. Wtedy pani profesor mówiła z westchnieniem: „No, może nigdy nie będziesz musiał grać człowieka kulturalnego, dobrze urodzonego, czy nie daj Boże arystokraty” – co najczęściej się sprawdzało, zresztą z latami tego rodzaju umiejętności i wiedza coraz rzadziej się w socjalistycznej Polsce i w teatrach przydawały. Repertuar, który był grany, obyczaje, nawet przy wywiadach telewizyjnych nie obligowały do trzymania „formy”.

Wczoraj przypadkiem trafiłam na kolejną edycję „Big Brothera”, grupa przygłupów, jak wynikało z tematu, tonu i refleksji wynikających z ich rozmowy, siedziała na kanapach. Siedzieli – to zresztą dużo powiedziane. Leżeli, półleżeli, z rozwalonymi nogami, dłubali w zębach, drapali się po głowie i gołych piersiach. Uświadomiłam sobie w pewnym momencie, że po prostu oglądam grupę zwierząt. Tylko zwierzę obserwowane nie zmienia sposobu bycia i reakcji, jakich używa w całkowitej samotności, nie kształtuje naturalnych odruchów. Tylko zwierzę nie sili się na jakąkolwiek „formę” w zetknięciu z innym zwierzęciem, nie mówiąc o kamerze.

Myślę, że jednostki twórcze, wchodząc do tego pudełka, poddając się takiemu zabiegowi obserwacji, niezależnie od tego, co o tym myślimy, potrafiłyby stworzyć swoistą kreację podczas tego pobytu. Podobno wśród nich są tacy, wykreowali się i ich kreacja jest odległa od ich prawdziwej natury. Potrafili osiągnąć formę istnienia przed kamerą. Nie wiem. Być może. Podobno są i tacy, którzy stamtąd uciekli, nie wytrzymali obserwacji. No, ci niewątpliwie są najbardziej ludźmi, ponieważ ten program to dobrowolne pozbawienie się godności, honoru, człowieczeństwa, które ma prawo do intymności i tajemnicy, a nawet jest ono podstawą istnienia osoby myślącej. Pozbawienie się wartości podstawowych dla człowieka, wolności także.

A może nie? Może ich pobyt tam to rola, forma, konstrukcja, i niczym nie różni się to od mojego, jakże szlachetnego zawodu, który jest oparty właśnie na kompozycji? Może to, co widzę na ekranie, to nieprawda, to kreacja? Mam nadzieję, bo jeśli nie, to nie chcę, żeby taki był ten świat i tacy ludzie żyli koło mnie, a jeśli tak, to jakiś to marny oni grają utwór, jaki podły!

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.