08
Maj
2002
08:05

dziennik 2002-05-08 08:10:00

8 maja 2002, środa, 08:10

Dezyderii, Stanisława, Wiktora – wszystkiego dobrego.

Dezyderia to imię, którego współczuję.

Stanisław to jedno z moich ukochanych imion. Stasio – jeśli miałabym jeszcze jednego syna, miałby na imię Staś. Na pewno. Staś, Stasinek, Stasio, Tusio. Miałam w rodzinie Stasiów, i wszyscy byli słodcy, dobrzy, mili, uczynni, nadzwyczajni. I do tego  Stanisław Radwan? A Stasio Brudny? A Stasiek Tym???

Wiktor – no to Wiktor. Dużo Wiktorów w kalendarzu i Wiktor to zawsze zwycięstwo. 

Przesyłam Polskę z okien pociągu jak zwykle. Nie mogłam się powstrzymać, no, bo jest pięknie! Naprawdę Bosko!!! Sami widzicie. Jest obezwłłładniająco!!!!

Krótki pobyt na Wybrzeżu, wspaniały, szczególnie, że odwiedził nas tam reżyser Władysław P. I choć nie był bardzo z nas, bardzo, zadowolony, nie był też niezadowolony.

Przeczytałam wszystkie gazety od dołu do góry i w poprzek, i te codzienne, i te kolorowe, i mam taki mętlik w głowie, taki galimatias, i takie głupoty, że głowa mała, jak to mówią. Chce mi się śmiać i płakać na przemian. Matury się zaczęły, kwitną kasztany, a złodzieje dalej kradną, szczególnie w pociągach.

Profesor Jerzy Limon napisał znów książkę o teatrze, nazywa się „Między niebem a sceną”, taaaaką gruuuubą, i już się widzę na leżaku we Włoszech nad nią, a fale morza szumią, a wiatr mnie owiewa.

Nie gram cały ten tydzień, aż do poniedziałku w Kielcach Shirley, i to jest szok. Organizm nie wie, co ma robić. Zaśpiewałabym coś! A może się przespała.

Kiedyś jechałam z jedną z moich koleżanek aktorek pociągiem. O godzinie w pół do drugiej, nagle wciąż zaczął dzwonić jej telefon komórkowy. Po szóstym czy siódmym telefonie zapytałam: – A co on tak nagle się rozdzwonił? Na co artystka z naszych marzeń, z roztargnionym uśmiechem odpowiedziała mi, odbierając kolejny telefon: – A bo oni myślą, że ja właśnie wstaję! – O wpół do drugiej – krzyknęłam… Ale już poszła sobie na korytarz, rozmawiać i śmiać się zmysłowo. Artystka! Taka to ma życie!

Dobrego dnia!!!! 

Wpadło mi coś do głowy. Zawodowy pomysł. Ale nie powiem, bo teraz takie czasy, że nawet pomysły podobno trzeba zgłaszać do biur adwokackich i opieczętowywać tajemnicą i zastrzeżeniami pierwszeństwa. Nie mówiąc o tytułach. Wszystko podobno kradną, a najbardziej pomysły. To dziwne. Bo ja zawsze uważałam, że talent wystarczy. Pomysł to nie wszystko, trzeba go jeszcze umieć zrealizować. A teraz okazuje się, że nie. Co za czasy! A dawniej wszyscy sobie w środowisku pomagali. W każdym razie miałam takie wrażenie.

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.