02
Maj
2002
07:05

dziennik 2002-05-02 07:10:00

2 maja 2002, czwartek, 07:10

Anatola, Atanazego, Zygmunta – Wszystkiego dobrego.

Anatol – ach, słodkie zapomniane imię.

Atanazego spotyka się czasem, ale to imię przywołujące dawną świetność rodziny i tyle.

Zygmunt – imię wciąż popularne. Bardzo lubię używany skrót tego imienia – Zyga. Znam kilku Zygmuntów. Mój kolega teatralny, Zygmunt Sierakowski, który mi opowiedział kiedyś, że jego największym momentem zawodowej kariery była chwila, kiedy, grając jeszcze amantów w Katowicach, wchodził do teatru a jedna z nastolatek czekających pod wejściem dla aktorów wyjęczała: „Jezus Maria! Baśka! Sierakowski idzie!” I zemdlała. To słodka opowieść, nostalgiczna i autoironiczna, co wzrusza najbardziej. Zygmunt Bielawski z wrocławskiego Teatru Polskiego. Uroczy, kulturalny, szarmancki pan, grałam z nim przed chwilą w Wizycie starszej pani. W ogóle ten tydzień w towarzystwie wrocławskich aktorów, to jakby czas w tak zwanym lepszym towarzystwie. Zdałam sobie sprawę z tego, pewnego dnia tam na planie. Mili, kulturalni ludzie, rozmawiający polskim, literackim językiem, bez skrótów, przekleństw, slangu środowiskowego, i żadnego innego. Najstraszniejsze jest to, że w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że coś jest nie tak, a raczej bardzo tak. To smutne. Ale Zygmunt – wracając – to dla mnie przede wszystkim pan dyrektor Zygmunt Hubner. Ach, jak go brak, w świecie teatru polskiego! Jak byłby dziś potrzebny jego autorytet, spokój i rozsądek. Jego głos w publicznych dyskusjach. Niestety nie żyje.

Wczoraj czytałam encyklopedię humoru z 1890 roku. Bardzo zabawna, ciekawa i pouczająca lektura. Oto, co znalazłam pod hasłem DAMA – Karta, której posiadanie dodaje graczowi dużo śmiałości. Obowiązują przy niej wszystkie reguły gry, nakazującej przede wszystkiem, aby karty nie były odkryte. A pod hasłem DAĆ – jest to słowo, które użyte raz w czasie przeszłym, rzadko już używanem bywa w czasie przyszłym. W ogóle jest to słowo ułomne, które dopełnia się innem słowem wziąść. Chwalebne jest samo przez się, lecz nie wypada się nigdy niem chwalić. MAŁŻEŃSTWO – Małżeństwo jest lazaretem, w którym mąż stęka, a żona rumianek gotuje. Jest następstwem miłości, jak dym jest wynikiem płomienia. Symbolem małżeństwa jest kwiat pomarańczy. Kwiat jest biały, ale smak owocu kwaskowy.

Małżeństwo dla poetów to poemat Byrona, dopełniony przypisami… Rozbickiego.

Dla artystów, to duet na rozstrojonych instrumentach, ciągła próba opery źle napisanej i jeszcze gorzej obsadzonej.

Dla urzędników to – regularny obiad, sprzątanie za grosz i pranie.

Małżeństwo dla starych kawalerów to – rumianek we właściwej porze podany, lekarstwo na reumatyzm, ciepłe ubranie i ochrona dla kataru.

Dla kupców – to przeniesienie sklepu na główny punkt miasta, to – olbrzymie szyby w oknach wystawowych, to permanentne ogłoszenie w dziennikach…

Małżeństwo dla ironicznego zwykle lekarza to – niedomykalność zastawki dwukończystej.

Matematyk twierdzi, że to – udowodnienie zasady, że dwie liczby pomnożone przez siebie wydają trzecią.

Polityk zaś uważa, że małżeństwo to kwestia wschodnia.

Dobrego dnia. Ja dziś pracuję cały dzień, łącznie z Virginią … wieczorem. Ale jaka to przyjemność pracować i sobie żyć w tak wyludnionym mieście. Tak spokojnym i słonecznym, i cichym. A swoją drogą, gdzie wszyscy pojechali? Podobno nikt nie ma pieniędzy? To jak ich na to stać? Zastanawiające. Pozdrawiam.

Wczoraj już widziałam Kwadrygę na Teatrze Wielkim. Robi wrażenie.

Dzisiaj Dzień Polonii, święto wszystkich rodaków żyjących za granicą. Pozdrawiam Państwa najserdeczniej. Wszystkiego dobrego.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.