24
Kwiecień
2002
08:32

dziennik 2002-04-24 08:32:00

24 kwietnia 2002, środa, 08:32

Aleksego, Erwina, Feliksa, Grzegorza – wszystkiego dobrego.

Aleksy jest w Polsce rzadkością, Aleksander go wielokrotnie przewyższa popularnością i znaczeniem jako imię.

Erwin jest miłym mi imieniem, bo stoi pod nim dla mnie Erwin Axer, którego po prostu ubóstwiam, i za chwile spędzone w Jego towarzystwie, za chwile słuchania jego wywodów, opowieści, wspomnień oddałabym wiele. Przeczytałam jego książki jednym tchem i pozostał mi po nich smak najwyższej doskonałości. Humor, żart, wysublimowana krytyka i ironia, a przede wszystkim miłość do teatru i sztuki oraz ludzi z tych kręgów, razem z ich śmiesznościami i małostkami. Wielka, wielka kultura, wiedza, mądrość i klasa. A przede wszystkim brak nienawiści czy choćby niechęci do osób, zdarzeń i spraw. Prawdziwie filozoficzne, łagodne spojrzenie spod lekko przymrużonych oczu. Jakie to dziś rzadkie!

Feliks jest z nami co kilka dni i już nie bardzo robi na nas wrażenie jako imię, natomiast Grzegorz zjawił się królewsko. To piękne, piękne imię, choć matki boją się go, bo uważają, że to imię urwisów. Przecież to także imię papieży. Piękne, dostojne, gorzkie i mocne imię, a Grzesiek wyrośnie i jakoś się uspokoi.

Przesyłam dwa moje nieostre zdjęcia, bo mnie śmieszy, że charakteryzatorka zrobiła je, żeby sobie udokumentować makijaż, jaki mi zrobiła, i według nich potem ewentualnie robić korekty. Uwielbiam takie śmieszne drobiazgi codzienności. Reszta zdjęć to Jurek Stuhr jako Ill z tej sztuki, w imieniny, i obrazki z planu.

Coś czasem błędnie wczoraj zagrałam, z pośpiechu, nie tak jak sobie założyłam, będę musiała korygować w innych scenach, ciekawe czy mi się uda? Może nie. Dziś mam wolny dzień, jadę do Czech. Ach, czytam po latach „Trismusa” Grochowiaka, znów robi na mnie wrażenie. Czytałam tę książkę jak byłam młodą panienką, wtedy wrażenie było piorunujące. Warto ją na nowo przeczytać, ale nie warto nic dziś z tego robić, tak jak i nie należy w tym momencie przypominać ani „Niemców” Kruczkowskiego, ani robić „Krzyżaków” jako filmu; wchodzimy do Europy i należy zrobić w tym roku wszystko, żeby ułatwić nam psychicznie to wejście. Skóra mi cierpnie na plecach, na myśl o tym, co by było gdyby referendum wypadło negatywnie. Wtedy już na długie lata żadnej nadziei w żadnej sprawie. I co robić z dziećmi? Czy można je skazywać na los życia w takim kraju? A lęk jest prawdziwy i tuż pod powiekami, za uszami i w sercu. I to lęk realny! Prawdziwie uzasadniony! Wzburzają mnie nawet te, w duchu demokratyzmu poczynione, wypowiedzi ludzi światłych i inteligentnych, którzy przyznają, że wejście do Europy rodzi „pewne” niebezpieczeństwa. „Pewne”? No to co? Wszystko przynosi niebezpieczeństwa, nawet zwykłe, codzienne wyjście na ulicę. To znaczy, że trzeba siedzieć w domu? Kochani! Nie przekazujcie swoich inteligenckich wątpliwości, relatywizmów i dialektycznych rozważań narodowi, nie dajcie im szansy na wahanie, bo utoniemy razem z nimi! Jak ja się tego boję!

Pozdrawiam.

Dobrego dnia, no i prezent – Juliusz Osterwa.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.