22
Kwiecień
2002
08:04

dziennik 2002-04-22 08:16:00

22 kwietnia 2002, poniedziałek, 08:16

Kai, Leonii, Leona, Łukasza – wszystkiego dobrego.

Kaja – zawsze myślałam, że to jest zdrobnienie od wielu innych imion, ale okazuje się że nie. Bardzo ładne imię Kaja, okazuje się być imieniem samodzielnym i niezależnym. Gratulacje.

Leonia i Leon to taki tytuł sztuki. Ale i jako imiona codzienne ostatnio częściej się je słyszy. Szczególnie Leon. Problem z tym, że Leon jest już od razu dorosły, no a Leonia hoduje begonie, a z tym się pogodzić nie wszyscy mogą. Ale Leo to by się ładnie mówiło.

Łukasz – to imię kochane przez mamy. Łukaszów jest bardzo, bardzo u nas wielu, i wszyscy oni to ukochani synkowie swoich mam, wypieszczeni, wychuchani, nadzieje rodzin. To imię od lat modne w kręgach polskiej inteligencji i dziś mamy wielu Łukaszów lekarzy, prawników, architektów. Poza tym to piękne, naprawdę piękne imię. 

Jestem Tutaj.

O drugiej w nocy wylądowałam w Chełmsku Śląskim, 6 kilometrów od przejścia granicznego w Lubawce. Zdjęcia zrobiłam przed momentem, z mojego tarasu. Za chwilę mam pierwszy dzień zdjęciowy w miasteczku, ale muszę Wam najpierw opisać jedną historię i przysięgam, że nie kłamię. Pierwszy telefon w tej sprawie miałam wieczorem po spektaklu w Bytomiu. Przy okazji dziękujemy z Marysią bytomskiej publiczności, bo po prostu nadzwyczajna. Dawno nie słyszałyśmy tak gorących, prawdziwie hucznych braw. Ale wracając do sprawy. Już byłam w drodze do Chełmska, kiedy zadzwonił mój mąż i opowiedział mi, co następuje: Wrócił wieczorem do ciemnego już, cichego domu, wszyscy układali się do snu w swoich pokojach. Wszedł do kuchni i zauważył, że lodówka jest otwarta a przed lodówką siedzi kot, zezowaty Napek, w całkowitej depresji. Mąż zatrzasnął lodówkę i włączył wodę na herbatę, wtedy zrozumiał, że z kotem dzieją się jakieś dziwne rzeczy, a w każdym razie histerycznie stara się tę lodówkę na nowo otworzyć. Podszedł więc i otworzył lodówkę z ciekawości, co tak intryguje w niej naszego kota, i jakież było jego zdumienie, kiedy ujrzał na dolnej półce, ale też wcale nie tak nisko, ogromną szarą ropuchę. Ropuchę naszą, znajomą, mieszkającą od lat w warzywniku babci, szarą ropuchę. Wyjął ją delikatnie i odniósł do ogrodu, przekonany, że to głupi żart naszych synów, żart wycelowany w ciocię, która rano jako pierwsza otwiera lodówkę. Pobiegł do dzieci i chciał im zrobić pogadankę na ten temat, ale oni przysięgali kładąc rękę na sercu i nie krzyżując żadnych palców, nawet u nóg, że oni nie mają z żabą w lodówce nic a nic wspólnego. Wtedy znów zadzwonili do mnie i uznaliśmy, że żabę do domu przyniósł kot, przypadkowo lodówka była otwarta i żaba uciekając przed kotem wskoczyła do lodówki. Koniec. Wszyscy pogasili światła, pozamykali drzwi i poszli spać. I teraz uważajcie. Rano budzi mnie telefon z domu. Kiedy wstali, żaba siedziała znów w kuchni, wciśnięta w szczelinę pod lodówką. Wróciła do domu z warzywnika! Jak? Drzwi wejściowe były zamknięte. Dlaczego? Po co chce do lodówki za wszelką cenę? Dlaczego wchodzi do domu mimo kotów? Weszła może specjalnymi drzwiami dla psów, ze śluzą, ale one są dość wysoko. Skąd o nich wiedziała? Ciocia twierdzi, że ona jest w ciąży i chce urodzić dzieci u nas w lodówce, bo w ogrodzie jest za sucho i nie ma jeszcze liści paproci, pod którymi ona mieszka. Biedna żaba. Znów rano powędrowała do ogrodu. Ale ja zadzwoniłam przed chwilą do dzieci, żeby spróbowały ją pocałować, może to zaklęta królewna, bo na pewno zwyczajna żaba to nie jest.

Dobrego dnia. Od dziś jestem Klarą Zachanassian. Ze chwilę mam powiedzieć w jednym z monologów takie zdanie: Człowieczeństwo moi panowie jest podporządkowane giełdzie. Jeśli ktoś rozporządza takim kapitałem jak mój, stać go na stworzenie własnego porządku świata… Straszne. Ale jakoś dziś niezwykle aktualne. Mam nadzieję, że to dobrze zagram. Byle rozumnie i nie śpiesząc się. Jak grać bogatych? Wolno! Naprawdę bogaci już się nie śpieszą. 

No i prezent dla Was na koniec. Pa, pa.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.