20
Kwiecień
2002
09:04

dziennik 2002-04-20 09:30:00

20 kwietnia 2002, sobota, 09:30

Agnieszki, Amelii, Czesława, Teodora – wszystkiego dobrego.

Agnieszka to Agnieszka. To Osiecka Agnieszka i na tej Agnieszce mój świat dotyczący Agnieszek się kończy.

Amelia – napiszę dla Was, co pod datą i imieniem Amelia zapisała Agnieszka Osiecka.

WYSYPAŁY SIĘ KACZEŃCE

Zawieszony na powietrzu
nić błękitną pająk przędzie,
nie wiedziałam wczoraj jeszcze,
że mi tak błękitnie będzie.

Niebo płonie od wieczora,
gorze gwiazda na kolędę,
nie wiedziałam jeszcze wczoraj,
że ja także płonąć będę.

Na zielonej łąki fale
wysypały się kaczeńce,
nie wiedziałam wczoraj wcale 
że mi złagodnieją ręce.

Czesław jechał na motorze pijany i wjechał na most, którego nie było. Widział dwa. Utopił się. Opłakują go do dzisiaj nieutulone z żalu córki i żona.

Teodor to imię dawane zawsze jako drugie. Dodaje dostojeństwa pierwszemu i osobie, np. Andrzej Teodor Jakistam, Marek Teodor Innytam. Ładnie prawda?

Wczoraj słuchałam piosenek Agnieszki i wypisywałam bezmyślnie czy myślnie zdania i sformułowania: Jeśli nie będę mieć dosyć, to wytrwam. Wybacz, że sama śpię. Miła mania. Scenografia ciał. Po co stare rwać i iść pod prąd? Migdałowy zapach Twój. Kupię ci żywego lwa. Gdy w twoim chłodzie się wygrzewam. Urlop od pogardy. Tramwajem jeździć w podróże! Świt, godziny, których nie chce nikt.

Także wczoraj moje dzieci były w teatrze. Na „Płaszczu” Gogola. Przyjechało przedstawienie z Białegostoku. Chłopcy bardzo interesująco opowiadali o tym przy śniadaniu, historia o panu, jak to nazwali, którego nikt nie lubił, aż kupił sobie raz płaszcz. Ale nie o tym piszę, a o tym, że nie ma większej szkody jak zaprowadzić dzieci do teatru na źle wystawioną, nudną rzecz. Ich niechęć i konsekwencje tego nieudanego wieczoru są długie i brzemienne. Można na całe życie tym jednym nieopatrznym ruchem „odgonić” człowieka od sztuki w ogóle. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z wczorajszym wieczorem moich synów, ale piszę o tym, ponieważ oni szli na wczorajszy spektakl niechętnie, jak na tortury, buntowali się, wymyślali różne sposoby niemożności pójścia. Dlaczego? Bo miesiąc temu byli na bardzo nieudanym, nudnym, długim przedstawieniu i uraz pozostał. Pozostało wrażenie męki, nudy i straconego czasu. Konsekwencje tego odczuliśmy wczoraj. Nauczyciele! Rodzice! Uważajcie, co pokazujecie dzieciom! Przynajmniej na początku ich drogi do teatru i filmu. Do sztuki, malarstwa i muzyki. Nie prowadźcie ich na rzeczy nie dla nich, bo odwrócą się od tego wszystkiego po pierwszym nieudanym razie. Potem, kiedy będą starsi, już sami będą sobie wybierać to, co im się podoba, lub co ich interesuje. Na początku to Wy, za ich miłość lub niechęć do sztuki odpowiadacie.

Strasznie coś Was męczę! Trudno.

Dobrego dnia, i na koniec obiecany prezent.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.