17 kwietnia 2002, środa, 06:00
Klary, Aniceta, Roberta, Rudolfa – wszystkiego dobrego.
Klara jest czerwona i szalona. To śliczne, dziś bardzo rzadko spotykane w Polsce imię, a bardzo popularne na świecie.
Nie zapomnijcie, że dziś Roberta. Piszę to sama sobie, bo Robertów mam znajomych wielu i byłoby im przykro, gdybym o nich zapomniała.
Rudolf jest oczywiście imieniem kochanków. Podłych kochanków i okrutnych. Takich, co to doprowadzają kobiety do szaleństwa i rozpaczy. No trudno.
Dziś aforyzmy dla Barana:
Po powrocie wciąż nie mogę dojść do siebie. Słucham z niedowierzaniem tego, co mówi do mnie radio, telewizor, odzwyczaiłam się.
Podobno żaden z planowanych filmów nie wystartował do produkcji, reżyserzy nie mają na rachunki za światło i gaz. W środowisku lęk.
Idziemy podobno, jeśli chodzi o ekonomię, drogą Trzeciego Świata, drogą Ameryki Południowej właśnie, a nie Północnej, czeka nas to, co widziałam w Brazylii.
No nic, w związku z tym moje dzieci uczą się grać na gitarze. To jakiś absurd. Co będzie dalej?
Wczoraj zapytałam, co będzie dalej, jedną z moich przyjaciółek. Odpowiedziała spokojnie: – Najpierw długi majowy weekend a potem wakacje. To mnie przeraziło do końca.
Na mojej komodzie, z tygodnia na tydzień, rośnie góra książek przygotowanych do czytania podczas wakacji, tylko to mnie koi.
Boli mnie przeraźliwie gardło. Zaziębiłam się po tej Brazylii a dziś mam zaśpiewać koncert w Harendzie. Ostatnim razem, kiedy tam występowałam, odwołano koncert Jacka Kaczmarskiego, który miał się odbyć następnego dnia. Nikt jeszcze wtedy nie wiedział, że Jacek ma raka przełyku, on sam także nie. 26-go kwietnia odbywa się w Warszawie wielki koncert charytatywny, wszyscy zbierają pieniądze na potwornie drogą operację, która być może uratuje jego struny głosowe. Ja będę pod Wrocławiem, w trakcie nagrywania Wizyty starszej Pani dla Teatru Telewizji, i nie mogę wystąpić, ale mogę zrobić coś innego i zrobię to.
Dobrego dnia.