11 kwietnia
To dzień zachwytu nad koncertem i talentem Leszka Możdżera. Popłakałam się jak dziecko. Dziś już wiem, że z całej Brazylii największe wrażenie zrobił na mnie Leszek Możdżer i jego gra na fortepianie, a improwizacje na temat Chopina uruchomiły we mnie w środku, świeży, ożywczy, życiodajny strumień, który będzie płynął we mnie latami. Ten koncert to moja prawdziwie „osobista historia”, jaka się zdarzyła w Sao Paulo. Po raz któryś znów, choć od bardzo dawna mi się to nie zdarzyło, poczułam jak można być wdzięcznym artyście za to, co daje innym.
Wieczorem rozmawiałam długo z Januszem Głowackim, co pisze, co myśli i co planuje dalej; bardzo, bardzo interesujące spojrzenie człowieka z zewnątrz. Z tak zwanego zewnątrz nas. Zewnątrz Polski, na to, co się dzieje wśród nas, i na nas. Kupiłam masę płyt z sambami i słuchałam ich bezsennie, śmiejąc się sama głośno z historyjki, którą usłyszałam w ciągu dnia, kiedy mówiliśmy wszyscy o języku i językowych pomyłkach. O zabawnych historiach związanych z akcentem, nieznajomością języka czy tłumaczeniami. Rozmowę sprowokował cudowny akcent pana Leona Tarasewicza, który był z nami i opowiadał śpiewnie po polsku o kłopotach z kupnem jakiejś specjalistycznej książki o kogutach, które hoduje. Historyjka, którą sobie przypomniałam i z której się śmiałam sama nocą, opowiadała o garderobianej i kostiumolog, które chciały zrobić zakupy gdzieś na świecie, kostiumy do jakiegoś polskiego filmu. Pani kostiumolog nie umiała wytłumaczyć, że chce suknię w kolorze granatowym. Granat, jak jest granat? – pytała gorączkowo garderobianą. Ta spokojnie oświadczyła: Ja im wytłumaczę. Podeszła do sprzedawcy, kazała mu na siebie patrzeć, po czym podbiegła i podskoczyła na środku sklepu, odbezpieczyła, zamachnęła się i rzuciła wyimaginowanym granatem, ustami wydając przeraźliwy ryk naśladujący huk granatu rozrywającego się w sklepie. Sprzedawca zupełnie nie zrozumiał, co więcej, był przerażony, ale wtedy na szczęście pani kostiumolog przypomniała sobie, że po angielsku granat nazywa się navy blue, lub Oxford blue.
