04
Kwiecień
2002
06:04

dziennik 2002-04-04 06:50:00

4 kwietnia 2002, czwartek, 06:50

Benedykta, Izydora, Wacława – wszystkiego dobrego.

Oj, Panowie, wszystkiego dobrego, choć jesteście strasznie niedobrani.

Benedykt kojarzy nam się z benedyktyńską pracą i trudno, nie można na to nic poradzić, nawet, jeśli byłby Benkiem. Izydor jest łatwowierny, staromodny, zasadniczy i uwielbia tiulowe firanki. W związku z tą słabością żona robi z nim co chce, i jak ten się odważy odezwać, mówi: Ty bądź cicho!

Wacław jest dla mnie uwielbianym aktorem – Wacławem Kowalskim, indywidualnością i talentem na miarę światową, wszędzie gdzie indziej miałby serię filmów specjalnie dla niego zrobionych, show we wszystkich telewizjach, otaczałoby go uwielbienie, kasa i luksus. Byłby szefem imperium na nim zbudowanym, a tu przeżył podobno tragiczne życie i zakończył je samobójstwem. Tak mi się wydaje i obym się myliła!

A ja Wam tylko napiszę tyle, że wczorajszy dzień spędziłam w domu, sama z dziećmi, z powodu rodzinnego pogrzebu, na który pojechały ciocia z mamą. Gotowałam obiad, odbierałam telefony i zmieniałam głos udając, że to nie ja, i kłamiąc, że nie wiem gdzie jestem, zupełnie nie wiem, i co więcej – nie wiem, kiedy wrócę i czy w ogóle wrócę. Czytałam a raczej smakowałam jak cukierek, jak rozkosz, książkę Giuseppe Tomasi di Lampedusy „Szekspir” i zamarzyłam przeczytać Sonety Szekspira a zwłaszcza 40-ty, i „Pieśni” Leopardiego. Jadłam winogrona z francuskimi i włoskimi serami, co zostały ze świąt, cukierki z likierem, popijałam nalewką w kilku rodzajach i rozmawiałam z dziećmi. Koty łaziły mi po głowie, pies spał oparty z całej siły o moje nogi i drżał nie mogąc uwierzyć, że jest tak fajnie. Wymyśliłam kilka rzeczy prostych a cieszących duszę. Nie zadzwoniłam do jednej pani, co musiałam i też dobrze.

A dodatkowo cały dzień obserwowałam z telewizją bandytów, którzy okradli bank w Niemczech, i razem z dwiema zakładniczkami, samochodem uciekali przez Polskę na Ukrainę, konwojowani przez całą polską policję, i cały czas martwiłam się o te dwie kobiety zakładniczki, myślałam co one muszą przeżywać i cieszyłam się, że nie jestem zakładniczką dla nikogo.

Dziś pracuję cały dzień, od ósmej do północy, w trakcie którego to ciągu gram Virginię, jutro też nie lepiej. A pojutrze o świcie wylatuję do Brazylii zagrać w Sao Paulo Noc Helvera i wrócić za tydzień. Będę w powietrzu w samolocie czytała sonety Szekspira i piła szampana ze strachu. Wolałabym pojechać zagrać coś do na przykład Kielc albo Częstochowy. Pierwszy raz w życiu przyszło mi do głowy, żeby napisać testament. Ale nie napiszę i może to błąd.

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.