30
Marzec
2002
08:03

dziennik 2002-03-30 08:37:00

30 marca 2002, sobota, 08:37

Amelii, Dobromira, Kwiryna, Leonarda – Wszystkiego Dobrego.

Amelia to piękne imię, bardzo dziś rzadkie, najbliższa mojemu sercu Amelia to ta z „Mazepy” Słowackiego.

Leonard to imię, które najczęściej spotykałam w Wiedniu, nawet mali chłopcy mają tam często na imię Leonard. Ale naprawdę dobrze brzmi to imię we Włoszech, jak wiadomo.

Dobromir i Kwiryn z kolei są zapomnianymi dawno panami. 

Umarł Billy Wilder. Nie muszę pisać, ile mu zawdzięczamy, ile chwil radości nam podarował. Telewizja w te święta przypomni jego „Mężczyźni wolą blondynki”, i znów będziemy się ze wzruszeniem śmiać. „Pół żartem, pół serio” jest żelazną pozycją naszego domowego video, i co jakiś czas, ktoś z naszej rodziny topi w tym filmie codzienne zmartwienia.

Znam o nim kilka anegdot, oczywiście najładniejsza jest ta dotycząca Marylin Monroe. Na skargi ekipy, że gwiazda się spóźnia, jest nieznośna, wszystko zapomina, praca z nią trwa długo, odparł: – Mam ciotkę w Wiedniu, nie spóźnia się, wszystko pamięta, jest miła i bezkonfliktowa, jeśli chcecie możemy zadzwonić po nią.

Jeden z moich niemieckich kolegów, Mario Adorf, opowiadał mi, że zaangażowany przez Billy Wildera do jakiegoś filmu, nie spał nocami, obmyślał, co i jak zagra, wreszcie, kiedy nadszedł ten moment, ujęcie, zagrał i usłyszał tylko dziękuję, przechodzimy do następnej sceny. Zrozpaczony, prosił o powtórzenie, o dubel, tłumaczył Billy Wilderowi, że umie to zagrać lepiej, a wtedy ten mu odpowiedział: – Tak? To dlaczego pan od razu nie zagrał?

Spotkałam kiedyś Billy Wildera. Na wielkim przyjęciu, po zakończeniu Festiwalu Filmowego w Berlinie, podczas którego byłam członkiem jury; zapytałam kelnera, czy nie mają polskiej wódki, bo chętnie bym się napiła. Nagle z rzędu siedzących przy tym ogólnym stole osób wychylił się Billy Wilder, przyjrzał mi się i zapytał po polsku: – Polka? – Tak – odpowiedziałam, podeszłam i się przedstawiłam. Rozmawiał ze mną chwilę, bardzo serdecznie, powiedział mi, że urodził się w rodzinie zasymilowanych żydów austriackich, w Bochni, ale dzieciństwo spędził w restauracji dziadka w Krakowie, takiej pod Wawelem, u stóp Wawelu, u wylotu ulicy Grodzkiej pod Wawelem. Kiedy mi dokładnie opisał miejsce, odpowiedziałam, że teraz, moim zdaniem jest to restauracja o nazwie „Turystyczna” i jest to rodzaj jadłodajni dla wycieczek, głównie szkolnych. Bardzo się ucieszył. Napił się ze mną kieliszek wódki, mimo że jego żona patrzyła na to z niepokojem, i poprosił, żebym powiedziała komuś w Krakowie, że jeśli dadzą mu jakiś medal, albo odznaczenie honorowego obywatela miasta, to z rozkoszą przyjedzie i odwiedzi stare miejsca (tu nachylił się do mnie porozumiewawczo – tylko w takim wypadku żona pozwoli mi na taką podróż).

Starałam się później zainteresować tą ideą i zaproszeniem oficjalnym dla Mistrza, wiele osób, ale jakoś nikt nie podjął tematu. Był dla mnie bardzo serdeczny, wyraźnie przypomniałam mu coś, co go wzruszyło.

Wtedy, chyba pierwszy raz w życiu poprosiłam o autograf, no nie, poprosiłam też tego wieczora o autograf Gregory Pecka, a właściwie załatwił mi ten autograf Billy Wilder.

Z Gregory Peckiem miałam na tym festiwalu zupełnie inną przygodę. Staliśmy wszyscy razem na scenie, podczas odczytywania werdyktu jury, co do nagród. Wszedł nagrodzony reżyser z Chin i zaczął przemawiać. Przemawiał dziesięć minut, piętnaście, po chińsku, nie dopuszczając tłumacza do głosu, dwadzieścia minut, i nagle poczułam, że ktoś mnie chwyta pod rękę i z całej siły się na mnie opiera, to był wielki Gregory Peck, po prostu nie mógł już dłużej stać o własnych siłach i postanowił mnie wykorzystać jako podpórkę. Mimo że upadałam razem z nim, tak był wielki i ciężki, chciałam, aby ta chwila trwała długo. Byłam zaszczycona, szczególnie, że Gregory Peck pokrywał całą sytuację uprzejmym, przepraszającym uśmiechem. 

Tak więc macie dwa autografy na jednej karteczce.

Dobrego dnia. DOBRYCH ŚWIĄT. Ja jadę z rodziną na razie na cmentarz, a potem poświecić kosz z jedzeniem.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.