28
Marzec
2002
09:12

dziennik 2002-03-28 09:12:00

28 marca 2002, czwartek, 09:12

Anieli, Joanny, Krzesisława – wszystkiego dobrego.

Aniela jest od Anioła! Nie od Diabła! Tak krzyczał na mnie prof. Jan Świderski, kiedy reżyserował „Śluby panieńskie”, w którym to przedstawieniu debiutowałam w roli Anieli. I zapamiętajcie to sobie, wszystkie istoty o imieniu Aniela. Musicie zdawać sobie sprawę, jakie są wobec Was oczekiwania. A swoją drogą, dawno nie słyszałam, aby ktoś dał dziecku na imię Aniela. Aniela, Anielka, Nilka, Nielka, nie cierpię zdrobnień, ale zdrobnienia imion uwielbiam.

Joanna – to kobieta z lat sześćdziesiątych z natapirowanym kokiem, ciemnymi powiekami i metalowymi obcasikami. Owinięta wiecznie w efektowny szal, ale gotowa nocą wykapać się w morzu nago. Mimo przeszłości, jaką niesie z sobą wspomnienie i historia Joanny dArc, gotowa na lekką zmysłową noc z niewinną zdradą, choćby we śnie.

Krzesisławie – ciężki Twój los. Mimo że imię zawiera i sławę, ale nie sądzę, aby Ci się to zdarzyło.

Wczorajszy wywiad z ministrem Kultury i Sztuki zamieszczony w „Rzeczpospolitej”, w Dniu Teatru, wywołał taką burzę w środowisku teatralnym, że telefony rozgrzały się do czerwoności a i nie starczało tchu na wszystkie wykrzykniki. Reforma działania i statusy teatrów w Polsce muszą ulec zmianie, to wszyscy już wiemy od jakiegoś czasu, ale takie „chlapnięcie”, co najmniej nieprzemyślane, bez poważnego zastanowienia, co w takiej pierwszej wypowiedzi na ten temat naprawdę powinno być opublikowane, było naprawdę nieodpowiedzialne i nieostrożne. Dziś zaczyna się walny zjazd ZASP-u, wybory nowych władz. No, szkoda, że nie mogę być na sali Teatru Narodowego. Temperatura dojdzie pewnie do zenitu. A pana ministra oczywiście nie ma od wczoraj w pracy, jest już na świątecznym urlopie, sekretarka nie może zapisać na rozmowę nikogo, bo wziął ze sobą kalendarz. Bardzo zajęty, aż tak, że na żadną z premier w moim Teatrze Powszechnym, ani też w żadnym innym, a gram w tej chwili w czterech warszawskich teatrach łącznie z Operą, nie mógł przybyć. No, no.

W nocy i nad ranem oglądałam w telewizji, przerażona, wypadki w Izraelu. I pomyślałam w pewnym momencie, że zdanie, które wypowiadam w Shirley, zdanie, które wywołuje taki śmiech na widowni, to w którym autor porównuje małżeństwo do ….. W małżeństwie jest jak na Bliskim Wschodzie –  nie ma rozwiązania!…. Będę chyba musiała skreślić, bo nie będę mogła go wypowiedzieć.

Dobrego dnia mimo wszystko.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.