14
Marzec
2002
05:57

dziennik 2002-03-14 05:57:00

14 marca 2002, czwartek, 05:57

Matyldy, Jakuba, Leona – wszystkiego dobrego.

Matylda zawsze wydawała mi się imieniem osoby wymyślonej, z kompleksami i nieprzespanymi nocami z powodu kroju sukienki. Matylda to ta, co ma wydęte lekko usta, i włosy w dziwnych kolorach. Ale może się mylę.

Jakub to Kuba i zawsze jest dobrze.

No Leon jest łysy i na to nie ma żadnej rady.

W nocy przeczytałam książkę Tamary Zwierzyńskiej-Matzke i Swena Matzke „Czasami wołam w niebo”, to ta, o której ostatnio trochę w mediach, wyszła przed chwilą, jest kompilacją dziennika trzydziestoletniej kobiety, dziennikarki chorej na raka, i zapisków jej męża, a także listów obojga do przyjaciół. Bardzo potrzebna książka, zrobiła na mnie wrażenie poprzez zapis szczegółów, często pozornie nieistotnych w sytuacji obojga. Kobieta pisze o swoim pamiętniku jako o książce nadziei, wierzyła, że wyzdrowieje. Ludzie młodzi, zakochani, kochający świat, nie dopuszczają myśli o śmierci, umarła prawie dokładnie rok po dowiedzeniu się, że ma raka jajników.

Zrobiły na mnie wrażenie szczególnie dwa fragmenty. Pierwszy, to zapis dziennika po wiadomości, że są przerzuty i że ten rodzaj raka jest wyjątkowo złośliwy, kobieta błaga Boga o znak czy będzie żyła, bo nie ma już siły walczyć, i rano tego dnia idąc ulicą Berlina kichnęła, z daleka, stojący, odwrócony do wszystkich plecami, przed wystawą jakiegoś sklepu, mężczyzna nagle odwrócił się, ruszył w jej stronę, podszedł do niej i życzył zdrowia, wzięła to za znak i zaczęła walczyć z chorobą na nowo. Drugi, to szczegół opisu jej śmierci zrobiony przez męża, pocałunek w ciepłe usta tuż po i pocałunek w jej usta już zimne, chwilę później po rozmowie z lekarzem.

Piszę o tym i przypomina mi się inna książka, niebywała, wstrząsająca, jedna z moich książek życia, „Ostatnia podróż” Eli i Andrzeja Banachów, książka o podróży po świecie ludzi, małżeństwa, dojrzałych ludzi, kobiety i mężczyzny, którzy postanawiają ostatnie chwile wspólnego życia, ponieważ kobieta umiera na raka, spędzić razem w podróży życia. Nieprawdopodobna książka. Jedna z najpiękniejszych książek o miłości, jakie czytałam.

Miłość. Dojrzała miłość. Miłość ponad wszystko. Miłość mimo wszystko. Spokojna miłość. Miłość jak opoka, jak kamień, nienaruszalna. Trudna a bez cienia wątpliwości.

O tym też staramy się grać Virginię….. Zrobiłam błąd w pierwszej scenie, w początku, dziś rano to muszę przebudować.

Wieczorem druga generalna. Dziś Marta będzie trochę inna. Zobaczymy.

Mąż powiedział wczoraj do mnie po próbie: – Ty grasz wszystko z taką łatwością, to jest tak prawdziwe i oczywiste, że już się tego nie ceni, nie docenia się tego, co grasz. O matko! To jasne, że od kilku lat czuję się na scenie lepiej niż w życiu, to scena jest dla mnie naturalnym środowiskiem a świat miejscem trudnym do przeżycia, ale bez przesady! Załamałam się.

A dla Was, dobrego dnia.

Dziękuję za wszystkie życzenia imieninowe.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.