10
Marzec
2002
07:03

dziennik 2002-03-10 07:34:00

10 marca 2002, niedziela, 07:34

Cypriana, Marcelego, Symplicjusza – wszystkiego dobrego.

Cyprian kojarzy nam się tylko z Norwidem i w związku z tym przywołuje wspomnienie samotności, niezrozumienia i bólu, to imię dla mnie na zawsze połączone jest z tą poezją i goryczą, może powinien powstać przymiotnik cyprianowski smutek?

Marceli czy Marcel to tylko Proust i nikt inny z kolei, to także samotność i choroba, ale z wydętymi do niej pogardliwie wargami i niezależnością w sercu, z wiatrem w głowie i nonszalancją w sercu, z geniuszem w koronkach i bólem w butonierce jedwabnej pidżamy.

Symplicjusz – to prostota w zawiłości.

Moi drodzy, leżałam dziś i myślałam nocą o czymś długo, wpadłam na kilka absolutnie genialnych pomysłów, wymyśliłam parowóz, ale rano o niczym nie pamiętałam. Kiedy byłam dzieckiem, często nie spałam w nocy i wymyślałam obrazy, komponowałam utwory muzyczne, projektowałam suknie, rano zawsze żałowałam, że tego nocą nie zapisałam.

O! Utracone nocne genialne pomysły! Trudno, już was nigdy nie odzyskam i może dzięki Bogu, że tak jest.

Wiecie, co dziś zrobiłam? Wstałam rano do komputera i kiedy zobaczyłam, która godzina, najpierw odpowiedziałam na listy i dopiero potem zaczęłam pisać dziennik, bo nie chciałam, żeby godzina wprowadzona do dziennika automatycznie przez komputer była za wczesna! Zawstydziłam się swojej niedzielnej pracowitości! Zastanawiam się, dlaczego tak zrobiłam? Czego się zawstydziłam? Wiem, żeby inni, jak spojrzą na godzinę, nie mieli wyrzutów sumienia, że spali dłużej, a może trochę dlatego, żeby mnie nikt nie wziął za wariatkę. Nie wiem.

Tu mi się przypomniało wyznanie pana Jerzego Grotowskiego w jednym z ostatnich jego pism, wyznał, że jeśli poczuł, że coś wymyślił na scenie, co było podszyte myślą o publiczności, to natychmiast to zmieniał. Koszmar. Zaprzeczenie teatru, skazanie się na śmierć za życia – moim zdaniem, artystyczna śmierć, jak artysta może robić coś nie myśląc o publiczności? To absurd. A może już myślenie, że to coś będzie ktoś oglądał i w tym celu jest to robione, jest już komercją? Już to? Koszmar. Więc gdzie jest czysta, nieskażona, wielka sztuka?

Oj, nie chce mi się już dalej…. Tak można by teraz rozważać godzinami. W każdym razie dziś pomyślałam o Was i sfałszowałam naturalny odruch i przyzwyczajenie, żeby wypaść moim zdaniem lepiej. Tak więc piszę do Was o 07:51, w tej chwili, a nie o 6.00 rano.

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.