09
Luty
2002
10:02

dziennik 2002-02-09 10:31:00

9 lutego 2002, sobota, 10:31

Apolonii, Poli, Cyryla, Eryka – wszystkiego dobrego.

Znów mam problem z czasem. Za każdym razem po wakacjach, przerwie, wypadnięciu z tego rytmu, w którym żyję i pracuję cały rok, mam problemy, właśnie z czasem. Z ujarzmieniem czasu. Ze zorganizowaniem się i przestrzeganiem ścisłym zaplanowanych zajęć w czasie. Na przykład spotkanie z kimś może trwać pół godziny, nie więcej, jeśli zajmie mi ono więcej czasu następne obowiązki opóźniają się, kolejne są już problemem, te jeszcze dalsze stają się już niewykonalne. Wtedy zaczynam się gubić we wszystkim, denerwować. To samo dotyczy koncentracji podczas przeznaczonego na coś czasu. Na półgodzinnym spotkaniu muszę być skupiona, myśleć logicznie i możliwie jak najwięcej na temat, w sprawie którego przyszłam, inaczej tracę praktycznie te pół godziny. Itd., itd., itd. Tylko czas na scenie jest nienaruszalny, logiczny, wykorzystany, tylko tam następuje spokój i nerwy znikają. Po tej przerwie na narty, znów nie umiem sobie poradzić i ciągle wzdycham i tęsknię do prostego życia narciarza.

Napiszę Wam, co zapisał Jung o czasie.

Czas jest naszym codziennym przewodnikiem. Nie zawsze jednak potrafimy słuchać głosu czasu. Raz nie nadążamy za jego biegiem, innym razem wyprzedzamy go gubiąc po drodze siebie samego lub wpadamy w pustkę, gdzie niczego nie ma, tylko nasze samotne, rozedrgane, wystraszone „ja”.

Gdy rozumiemy czas, staje się on naszym sprzymierzeńcem w budowaniu życia i szczęścia.

W czasie rozpoznajemy przede wszystkim teraźniejszość, przeszłość i przyszłość. Oto, jaki jest stosunek zdrowego – normalnego człowieka do tych trzech fragmentów wieczności: 

Przeszłość – jest dostępna w teraźniejszości.

Przyszłość – jest dostępna w czasie teraźniejszym.

Teraźniejszość – żywo obecna, ważna, centralna, rozszerzająca się poza pierwsze granice z przeszłością i przyszłością.

Dziecko tych podziałów uczy się dopiero od rodziców. Dziecko rozwijające się normalnie ma zaufanie do nadchodzącego czasu, nie utrwala też zbytnio w pamięci wydarzeń. One utrwalają się raczej powoli.

No, ale tu już dochodzimy do nerwic i chorób psychicznych, w których właśnie występuje brak funkcji liniowej czasu i przestrzeni, nie ma czasu fizycznego, a nam nie o to chodziło. Mnie w każdym razie. Ja chciałam tylko powiedzieć, że po wakacjach trudno mi być znów sprawnym kierownikiem produkcji i organizatorem mojego życia.

Pewnie każdy z Was ma takie problemy.

Dobrej, spokojniej, mistrzowsko zaplanowanej i zrealizowanej soboty.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.