30
Styczeń
2002
16:01

dziennik 2002-01-30 16:46:00

30 stycznia 2002, środa, 16:46

Hiacynty, Martyny, Macieja – wszystkiego dobrego.

Dziś Martyny – Martyna to energiczna, zdecydowana, kobieta czynu. Bez trudu potrafi owinąć sobie wokół palca każdego, kogo zechce. Prawdziwa koneserka uroków życia – kocha luksus, podróże, rozrywki. Bywa łakoma. Wszystko idzie jej jak po maśle i stale odnosi sukcesy.

Martynom, Maciejom, Hiacyntom wszystkiego dobrego.

Oto zdjęcie – pozdrowienie z Milanówka. Zdjęcie zrobione przez mojego zięcia. Dostałam je pocztą emaliową i zrobiło mi się ciepło w sercu.

Dziś opisuję dwie głupie historie zasłyszane wczoraj podczas wieczornych rozmów. Wszelkie podobieństwo faktów i nazwisk jest przypadkowe.

Historia 1).

Pewnego dnia jednego z moich znajomych zapytał inżynier, z którym się kolegował, czy warto jest kupić „Malucha” składaka. Jak domyślacie się, działo się to w czasach PRL-u i chodzi o Fiata-126 p, którym to modelem wozu jeździliśmy bez mała wszyscy. Mój znajomy odpowiedział inżynierowi, że nie zna się na tym i nie umie mu nic doradzić w tej sprawie. Jakkolwiek sprawy się potoczyły z doradztwem, rzeczony inżynier wkrótce potem jeździł Małym Fiatem – składakiem. Po około miesiącu eksploatacji mój znajomy zapytał go, jak znajduje ten samochód, jak się on sprawdza. Inżynier odpowiedział, że właściwie świetnie, jest tylko jeden szkopuł, ten samochód pali około 19 litrów benzyny na 100 kilometrów. Mojemu znajomemu wydało się to absurdem, w związku z tym polecił inżynierowi znajomy warsztat samochodowy, aby ustawiono, czy zastanowiono się tam nad tą sprawą. Po jakimś czasie spotkał inżyniera i zapytał, jak się sprawy samochodowe mają, ten absolutnie szczęśliwy i wdzięczny zawiadomił go, że jest dużo lepiej i teraz „składak” zużywa już tylko około 17 litrów na 100 kilometrów. Po znacznym upływie czasu mój przyjaciel widząc, że inżynier dalej jeździ tym, jak się okazało, tak drogim w eksploatacji samochodem, zapytał go, dlaczego się go nie pozbędzie. Inżynier wtedy wyjaśnił mu, że cała sprawa była pomyłką, okazało się, że licznik w „składaku”, jak to w „składaku”, był licznikiem liczącym odległości w milach a nie w kilometrach.

Historia 2).

Drugi mój znajomy wybrał się w odległy koniec kraju na ślub dawno nie widzianego kuzyna. Powiedziano mu, że musi absolutnie dopełnić wszystkich obowiązków związanych ze spowiedzią przed ślubem kuzyna itd. Lepiej to zrobić w swojej parafii, bo rodzina jest bardzo religijna, miejscowy ksiądz udzielający ślubu szalenie kategoryczny; nauki przedmałżeńskie, przedślubne, były bardzo długie i szczegółowe, i przed przystąpieniem do komunii świętej lepiej mieć już uzyskane rozgrzeszenie, odbyć pokutę. Mój znajomy przyjechał na ślub całkowicie przygotowany, na wszelki wypadek powtórzył jeszcze raz reguły spowiedzi, formułki, gdyby wypadło spowiadać się jeszcze raz tuż przed samą uroczystością, powtórzył kolejność modlitw, ich treść podczas mszy świętej, żeby nie zrobić dalekiej rodzinie wstydu. Był obkuty na blachę ze wszystkiego, zupełnie jak kuzyn, zupełnie jak pan młody, zupełnie jakby to on miał brać ślub. Cała uroczystość przebiegała wspaniale, aż do momentu, w którym ksiądz powiedział: „Załóżcie sobie obrączki”, i wtedy kuzyn mojego znajomego założył sobie sam obrączkę.

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.