24 stycznia 2002, czwartek, 09:39
Mileny, Feliksa, Franciszka, Rafała – wszystkiego dobrego.
Dziś mgły, śnieg i nieruchome wyciągi.
Czytam książkę i patrzę na cytowane w niej zdanie Jean Paula, osiemnastowiecznego autora „Mowy wypowiedzianej przez umarłego Chrystusa ze szczytu kosmicznego gmachu o tym, że nie ma Boga”. Zdanie brzmi: Dziś najważniejszy wieczór mego życia, gdyż doświadczyłem myśli o śmierci, czując, że nie stanowi dla mnie żadnej różnicy, czy umrę jutro, czy za trzydzieści lat; że wszystkie moje plany, wszystko upadłoby wobec śmierci i że muszę kochać biednych ludzi, tak szybko ginących wraz ze strzępami ich egzystencji, – czyli zwątpił w istnienie Boga i tego, co czeka nas po śmierci. W to, że śmierć jest darowaniem nowego świata, jak napisał później. Patrzę na to zdanie i czuję, że mnie ono zupełnie nie dotyczy. Że mam w sobie absolutny spokój i zgodę na to, że co będzie to będzie, i to, czy dostanę Nowy Świat po śmierci, okaże się w swoim czasie, a ja z góry zgadzam się na wszystko. Przeraża mnie tylko zdanie… Jest mi wszystko jedno, czy umrę jutro czy za trzydzieści lat… Ponieważ mnie zupełnie nie jest wszystko jedno, nawet tak sformułowana myśl nie może urodzić się w mojej głowie, i nie dlatego, że mam jakieś plany, czy jakieś interesy, które mają znaczenie, a tylko i wyłącznie dlatego, że mam jeszcze obowiązki do wypełnienia na tym świecie, mam zobowiązania w stosunku do moich dzieci, najbliższych, i tylko o to chodzi, i tak naprawdę jedynie o to. Wszystko inne nie ma najmniejszego znaczenia. „JA”, mój los, moje plany, samorealizacje, moja wiara, niewiara, gorycz, nadzieja, nie mają najmniejszego znaczenia… To wszystko mogę porzucić i odejść w pół słowa. W pół kroku, w pół myśli, pogodzona. Znaczenie ma tylko zostawienie moich dzieci bez pomocy w pół drogi…
Fascynująca książka… Myśl o Bogu jako pocieszeniu, jako konsolacji, o Bogu, który jest Bogiem tylko wtedy, gdy jest Dobrym Bogiem, o Bogu, który nas opuścił, a pozostała tylko miłość, o ateiście jako najbardziej samotnym i najstateczniej zrozpaczonym we wszechświecie. Tragiczne chrześcijaństwo. Nasz krótki i nieskończenie długi pobyt na tym świecie. Fascynujące.
Przy kolacji rozmowa o niepokojącym podziale Kościoła katolickiego w Polsce na „Sektę” księdza Rydzyka i Resztę.
Dobrego dnia.
W telewizji niemieckiej SAT 1 – takim naszym POLSACIE – Audiotele: Jaki jest narodowy taniec Brazylii? a) Samba, b) Polka. Opłata za połączenie telefoniczne 0,62 Euro, czy ileś, na to nie zwróciłam uwagi, a to jest przecież podstawą wszystkiego.
A propos Euro. Bardzo fajnie. Wszyscy zadowoleni. Bez bólu.
Jeszcze raz dobrego dnia.
Na narty dziś nie ma szans, w każdym razie na stokach mnie dostępnych. Doskonali narciarze oraz instruktorzy pojechali na tak zwany „Męski”, jeździć z koszmarnie stromego i wąskiego, we mgle.