07
Styczeń
2002
07:01

dziennik 2002-01-07 07:48:00

7 stycznia 2002, poniedziałek, 07:48

Juliana, Lucjana, Rajmunda – wszystkiego dobrego.

Dziś rycinka, ilustracja z jakiegoś angielskiego wydania Makbeta, podpisana (czego nie widzicie) Lady Macbetho – Akt II scena 2, czyli tuż po morderstwie. Dostałam ją jako tzw. znaczący prezent, na przyszłość, zanim jeszcze zagrałam Lady Makbet (zresztą bardzo nieudanie, fatalnie; dodam tylko, że nie do końca z mojej winy – nieważne.) Otóż ofiarodawca dając mi ją powiedział: – Pamiętaj, że zabiła dla męża, zabiła za męża, zabiła z miłości do męża, bo wydawało jej się, że w ten sposób zbuduje jego wielkość, a władza da mu siłę i będzie mogła dzięki temu mieć z nim dziecko. Problemy w tym małżeństwie polegały na tym, że on miał kłopot ze swoją męskością. Ona uważała, że musi być królem, żeby odzyskał wiarę w siebie.

Zdumiała mnie ta interpretacja. – A duchy? – zapytałam – a jego omamy, przepowiednie, fatum? – To wszystko było potem, po morderstwie i kolejnych zbrodniach, to tylko jego sumienie. – Nie. Wiedźmy z przepowiednią i list były wcześniej. – To był sen. Każdemu się śni to, o czym marzy, a jest to nieosiągalne. Ona sprawiła, że to osiągnął, a on nawet przed śmiercią miał wątpliwości co do swojej męskości.

Wczoraj w nocy w telewizji jeszcze raz Stowarzyszenie umarłych poetów. Z przyjemnością. Przypomniał mi ten film Najlepsze lata Miss Jean Brodie Muriel Spark, tekst, do którego się przymierzaliśmy w teatrze, rolę, której w rezultacie nie zagrałam. To bardzo podobna tematyka, podobny problem. Charyzmatyczna nauczycielka, protestantka w katolickiej szkole, zafascynowana muzyką, literaturą, sztuką i…… faszyzmem, zmieniająca losy uczniów. Żałuję, że tego nie zagrałam. Może jeszcze zdążę przed starością.

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.