2 stycznia 2002, środa, 08:03
Abla, Bazylego, Izydora, Makarego – wszystkiego dobrego.

Tę afrykańską maskę moja córka Marysia przywiozła z Avinionu, mówiąc: Mamo, to na szczęście w Teatrze. I tak sobie wisi. Nie wiem, czy przynosi mi szczęście i co jest tak naprawdę jej sprawką, ale wierzę, że robi mi dobrze, bo czegoś się trzeba trzymać.
A teraz żart z wczoraj z Noworocznego spotkania przyjaciół:
Przychodzi pijany mąż do domu a żona pyta:
– Gdzie byłeś?
– Grałem w szachy.
– A dlaczego śmierdzisz wódką?
– A czym mam śmierdzieć? Szachami?
I wracamy do naszych baranów. Shirley Valentine, ciąg dalszy. Musimy się pospieszyć, bo Jubileuszowe 400-setne przedstawienie już jutro.
Odcinek siódmy
Milandra, siedzi na schodach przed domem z całym swoim majdanem i z daleka się drze: – Mamo! Jak ja cię kocham, to ty po prostu pojęcia mamusiu nie masz!
– A co się stało!
– Nic, mamusiu. Ale ta Szaron to jest taka gupia, mamusiu! Sprowadzam się z powrotem do was!
No dobrze. Otworzyłam drzwi. Ta wnosi swoje rzeczy. Mówi: – Mamo, a zrobisz mi kakałka z pianką? Jak dawniej, mamusiu?
No to ja do kuchni! Kakałko z pianką. Idę tam do niej na górę. Ta się już wwaliła do łóżka. Czyta stare czasopisma. Normalnie. Mówi: – To kakałko to coś gorzkie. Dosłodzisz mi z łyżeczkę? A ja na dół, dosłodziłam łyżeczkę, lecę tam na górę! Nie minęły trzy minuty a zrobiła ze mnie od razu Auto-Matkę! A ja jak debil! Z punktu A do punktu B. Z punktu B do punktu C. Przejaśniło mi się w głowie, jak ona powiedziała, żebym jej przyniosła kolorowy telewizor, do niej do pokoju. Siadłam tam u niej na łóżku i mówię: – Dziecko! Jak ja cię kocham to ty to dopiero pojęcia nie masz!
– Mamo, o co ci chodzi?!
– A o nic mi nie chodzi, tylko jak cię nie było to ja tak za tobą tęskniłam. Zresztą ja się nie skarżę, uważam, że dzieci mają prawo do swojego własnego życia, ale ty przez cały ten czas ani razu mnie nie odwiedziłaś. Miałaś swoje sprawy, swoje tematy, swoje towarzystwo, swoje problemy…
– Mamo! O co ci chodzi? W sobote sobie wszystko odbijemy mamusiu! Pójdziemy se do miasta, do kinka, nazwierzamy się sobie, kupimy se jakiś ciuch!
– No właśnie dziecko. Ja cały czas marzyłam, żebyśmy sie sobie nazwierzały, poszły do miasta, ale ty przez cały ten czas ani razu…
– Mamo! W sobote se wszystko odbijemy!
– Właśnie, dobry sobie termin wymyśliłaś na to wprowadzenie się, bo trzeba się będzie trochę zająć ojcem.
Minę zrobiła taką, jakby jej puścił korek w termoforze w tym łóżku.
– A co to mu się stało?
– A nic mu się nie stało, tylko mnie tu nie będzie, on jest nie przyzwyczajony, trzeba mu będzie trochę pomóc.
– A gdzie ty będziesz?
– Ja jadę z Dżejn, na dwa tygodnie do Grecji.
– A po co? A na co?
– No, na dwa tygodnie.
– A co na to ojciec?
Jak się dowiedziała, że on nic o tym nie wie! Jak się zerwała z tego łóżka! Jak zaczęła pluć po tym pokoju! Dwie baby? Do Grecji? Tfu!
Ja myślałam, że ja śnię. Moja córka zrozumiała to wyłącznie tak, jakby zrozumiał to jej ojciec. Ja jade do Grecji na wycieczkę pt. „Przelecieć staruszkę”. Nic innego nie przychodzi jej do głowy. Ja myślałam, że ja tam zwariowałam! Chciałam powiedzieć jej, co o tym myślę, ale ona doleciała do telefonu i melduje Szaron, że do niej wraca!
No, pomyślałam sobie, że to jest przesada! Chciałam jej powiedzieć, co ja o tym myślę, ale słyszę, że drzwi frontowe trzasneły!
Wychylam się z okna, a ona ładuje już swoje rzeczy do taksówki!
Ja na tej ulicy mieszkam naprawde parę lat i mnie tam znają, ale na całą ulice zaczęłam wrzeszczeć: – Tak córeńko! Ja jadę do Grecji po SEKS! SEKS na obiad! SEKS na kolację! SEKS na śniadanie i SEKS na podwieczorek!
Ona udała, że nie słyszy, taksiarz się tylko wychylił i mówi:
– Ty! To fantastyczna dieta!
– Dieta Cud! Nie słyszałeś o tym KOCHANY!
Ta trzasnęła drzwiami i odjechali.
A ja zostałam tam u niej w pokoju i se myslę: Boże Kochany! Czy to jest moje życie? Czy ja naprawde to przeżywam? Tyle się szykowałam! Cały miesiąc sprzątałam, zmywałam, układałam, gotowałam, zamrażałam w zamrażarce, wmawiałam sobie różne rzeczy – że mam w biodrach mniej niż mam! Że rozstępów na brzuchu nikt nie zauważy! W sklepie sportowym dałam se wcisnąć bikini, Debilka! I nagle zwierzyłam się córeczce! A powiedziała: – Ej, stara! Nie skacz z tego dachu, bo skręcisz kark! Zostań tu, zapisz się do koła emerytów i hoduj bratki!
Dzieci mają wyjątkową umiejętność odbierania człowiekowi odwagi i wiary w siebie. Po prostu wyjątkową.
A z drugiej strony, ja wiem dlaczego tak się stało. Dlaczego ona tak zareagowała. To dziecko nigdy nie widziało mnie w takim stanie. Takiej… jasnej. Takiej… podnieconej… takiej… Ale Boże! Ja pierwszy raz w życiu nie wiedziałam, jak się zacznie i jak się skończy następny dzień!
Ja myślałam, że mogę tam pojechać. Zobaczyć, jak to wygląda, ta Grecja. Jakie tam jest to niebo, to morze! Jaki to ma wszystko kolor, zapach… Dlaczego ja akurat nie mogę?
Ale siedziałam tam w tym pokoju i nagle pomyślałam, że ona ma absolutnie rację!
Jestem jeszcze jedną starą głupią babą, która szuka jakichś wrażeń, emocji, przygód… Co mi źle? W tej kuchni!?
Zeszłam na dół do telefonu, chciałam zadzwonić do mamy, że nie musi się starać, nie musi przychodzić; do Dżejn, że nie jadę, że nie mogę… Dzwonek do drzwi. Dżilian stoi w progu. Pyta, czy jest Dżo. Nie ma. Ale jak byś mu chciała o tym kochanku opowiedzieć to siadaj, kurcze, i czekaj, na dzisiaj to będzie komplet!
A ta zaczyna płakać i mówi: – Szirley, ja mam dla ciebie prezent i chciałabym, żeby nikogo przy tym nie było, jak ja ci to będę dawała. Jak ja ci zazdroszczę!
Ja nie wiedziałam, czy ja mam powiedzieć prawdę, czy siąść i płakać razem z nią? Było mi tak głupio, tak przykro! Wymyśliłam historie o kochanku, ale że ktoś w to tak uwierzy to to mi ogóle nie przyszło do głowy.
Daje mi taki mały pakunek. Ładnie to jest zapakowane. Mówi: – Szirley, ja to kupiłam dawno, dawno temu, i czy ty masz pojęcie, że przez te wszystkie lata ja w ogóle nie miałam odwagi tego przemierzyć? Jaka ty jesteś fantastyczna. Tak trzeba żyć! Trzeba się odważyć i tak żyć! Ty jesteś nadzwyczajna. Jak ja ci zazdroszcze? I odwraca się, i wychodzi! Ściana, jak mi się zrobiło głupio!
Odpakowuje to. Koszula nocna. Ale jaka? Ściana! Taka była ta koszula, że ja też nie miałam odwagi jej przymierzyć. Jedwab. No, to po pierwsze. Prawdziwy jedwab. To, że to jest prawdziwie, to widać na pierwszy rzut oka, że to to jest prawdziwe…
A potem poszłam do lustra i zaczęłam w nim szukać kobiety, którą zobaczyła we mnie Dżilian. No, szukałam i szukałam… A potem pomyślałam, że to w ogóle nie ma znaczenia, że ja tej kobiety nie widzę. Najważniejsze jest to, że ktoś w to uwierzył. Że taka historia z kochankiem w oczach kogokolwiek, jak prawdopodobna. Poszłam, przymierzyłam se tę koszulę…
Ściana! Jak ja się zobaczyłam w tej koszuli, to se myślę… Jedź!
Jadę i pierwszy raz w życiu będę robiła wszystko to, na co nigdy nie miałam odwagi. Będe się kąpała. Opalała. Jadła oliwki! Ja nienawidzę oliwek! Ale się ZATNĘ i będę je jadła! I będę sobie mówiła: Szirlej jest nieźle!
Mam paszport! Mam bilet! Mam pieniądze!
Dżejn przyjedzie w pół do czwartej! Taksóweczką!
…….
Jest w pół do drugiej! Ja nie dotrzymam!
Koniec aktu I
Dobrego dnia. Na jutrzejsze przedstawienie zamówiło się kilku przyjaciół. I tyle. Żadnych uroczystości nie będzie. Teatr nie ma pieniędzy. Ale mam nadzieję, że publiczność po prostu będzie się dobrze bawić.
Pa, pa, dobrego dnia.