06
Grudzień
2001
10:12

dziennik 2001-12-06 10:12:00

Św. Mikołaj, biskup (-343/352). Urodził się w Patras w Grecji. Był biskupem Miry na początku IV wieku. W działalności pasterskiej odznaczał się wrażliwością na ludzką biedę i nieszczęście. Swoją pomoc ofiarowywał dyskretnie i anonimowo. Był tematem wielu legend, jego postać jest jedną z najbardziej barwnych w hagiografii. W XIII wieku pojawił się zwyczaj rozdawania w szkołach pod patronatem św. Mikołaja stypendiów i zapomóg, przekształcił się on później w zwyczaj ofiarowywania prezentów, zwłaszcza dzieciom. Św. Mikołaj jest patronem Grecji, Rusi, Antwerpii, Berlina, Miry, Moskwy, Nowogrodu; bednarzy, cukierników, dzieci, flisaków, jeńców, panien, piekarzy, młynarzy, piwowarów, pielgrzymów, rybaków, studentów, żeglarzy, więźniów.

Leksykon Świętych autorstwa Ks. Wiesława Al. Niewęgłowskiego

Wczoraj odbyła się promocja nowej książki Anny Bojarskiej List otwarty do królowej Wiktorii. Bardzo lubię to, co Anna pisze. Lubię jej wyobraźnię, typ skojarzeń, niekonwencjonalność. Jestem z nią związana Modrzejewską, do której pisała razem z Janem Łomnickim scenariusz, a także wieloletnim już dziś przywiązaniem do jej książki pt. Ja, którą najpierw chciał adaptować i zrobić z niej film pan Zygmunt Hubner. Pracowałam wtedy razem z Nim nad tym pomysłem. Chciał, żebym zagrała wszystkie role w tym filmie, co było dość ryzykownym aczkolwiek mile łechcącym mnie i podniecającym dla mnie zadaniem. Od dawna jednak nie sądzę, że tak to powinno być zrealizowane. Myślę dziś, że grupa charakterystycznych, wyrazistych, szalenie różnych aktorów, aktorów jakby od Felliniego byłaby lepszą, ciekawszą obsadą. Później, po śmierci pana Zygmunta, najpierw starałam się doprowadzić sama do realizacji filmowej, nie bardzo mi się to udało, teraz napisałam zupełnie od początku adaptację dla telewizji, licząc na to, że elektronika, techniczne możliwości telewizyjnych kamer i trików, łatwo dostępne w tym medium, urealnią realizację projektu. Niemniej będzie to trudne. Jest to opowieść z ducha inteligencka, niezrozumiała dla wielu, już na poziomie założenia formalnego. W jednym nierealistycznym mieszkaniu mieszka grupa kilkunastu osób, w różnym wieku, różnej płci, o skrajnie różnych poglądach, temperamentach, charakterach, a wszystkie one składają się na portret jednej kobiety.

Zobaczymy, co z tego wyniknie. Na razie życzę Annie powodzenia z nową książką. Dla Was, wspaniałych prezentów na Mikołaja, a właściwie nie wspaniałych, bo drogie prezenty mnie złoszczą i żenują, raczej życzę Wam wielu drobiazgów, świadczących o tym, że ludzie Was lubią i o Was pamiętają. A ja zamieszczam początek mojej adaptacji Ja, może Was to przez moment zajmie. 

Dobrego dnia. 

ANNA  BOJARSKA

JA

Adaptacja Telewizyjna

zrobiona na podstawie książki Anny Bojarskiej

pod tym samym tytułem

KRYSTYNA JANDA

Panu Zygmuntowi Hubnerowi dedykuję 

Dach wysokiego domu. Kobieta wychodzi włazem. Prostuje się na płaskim dachu. Ma szary nieprzemakalny płaszcz. Wiatr. Podnosi kołnierz jej płaszcza. Kobieta zadziera głowę, patrzy w niebo. Jest zrozpaczona. Podchodzi do krawędzi dachu i patrzy w dół. Wiatr rozdyma płaszcz. Kobieta szuka czegoś w kieszeni, znajduje garść piasku, muszelkę, wysypuje piasek z dłoni. Znajduje pasek, szczelnie owija się i zawiązuje płaszcz, staje zupełnie na krawędzi dachu. W oknach pobliskiego wieżowca pojawiają się ludzie. Kobieta myjąca okna odłożyła ścierkę. Starucha oparta o kuchenny parapet wysuwa głowę do przodu. Mężczyzna w beżowym swetrze zamknął czytaną książkę, kobieta karmiąca dziecko zastygła. Wszyscy czekają. Kobieta przygląda się im, oni jej. Wdziera się dźwięk piosenki Edyty Bartosiewicz „Sen”. Ktoś krzyczy: – Skacz! Słychać śmiech. Kobieta rezygnuje. Cofa się do włazu. Znika.

Pojawiają się napisy tytułowe.

Kobieta idzie przez miasto, prowadzona długim obiektywem. Wielkomiejski, zajęty swoimi sprawami, śpieszący się tłum. Kobieta wchodzi na jakąś klatkę schodową, pnie się po schodach. Dochodzi do drzwi z krzywo przypiętym kartonikiem w miejscu, w którym inni wieszają mosiężne tabliczki pełne tytułów. Głupi, wyzywający napis: JA. Otwiera drzwi, wchodzi. Kamera zostaje na napisie JA, to jednocześnie tytuł tej opowieści.

Pojawia się napis:

Mieszkanie w tej opowieści jest osobą. Wszyscy jego lokatorzy to fragmenty tej osoby; ich losy są fragmentami tego samego losu.

Znajdujemy się w krętym, nierealnym korytarzu, z dużą ilością drzwi. Kobieta Maria, dostaje serię z karabinu maszynowego, trzymanego przez pijaną, rozwścieczoną Gudrun. Spogląda tylko obojętnie, zdejmuje płaszcz, chustkę. Z najbliższych drzwi wybiega dziecko Miś, przytula się do Marii. Maria bierze go na ręce, wtula się w niego i w jego zabawkę, pluszowego starego misia.

Wybucha płaczem. Wchodzi z małym na ręku do jego pokoju, wkłada go do starego łóżeczka z siatką, pełnego zabawek. Za nią wchodzi pijana Gudrun.

Gudrun: – Bawisz się? Po tym, co nam zrobiłaś? Szczeniak tego nie rozumie, ale my?

Miś: – Pobawisz się ze mną w zwierzęta? – pyta Marię.

Gudrun: – Dlaczego nie skoczyłaś?! – Podnosi butelkę do ust i pije. 

Miś: – Wolisz być człowiekiem?

Maria całuje małego i wychodzi. Pijana Gudrun idzie za nią.Gudrun: – Pomóż mi jakoś! Daj mi jakieś proszki. Coś, żebym się uspokoiła. Ja muszę się uspokoić!

Maria: – Chciałam to zrobić, chciałam skończyć tę mękę i dla ciebie.

Maria podchodzi do kolejnych drzwi. Zagląda przez dziurkę od klucza. Pobielony pokój, żelazne łóżko, krzyż. Ksiądz modli się. Ukrył twarz w dłoniach.

Maria odchodzi. Po niej pochyla się do dziurki od klucza Gudrun. Prostuje się i kopie w drzwi. Jednocześnie Adela, oblepionymi ciastem rękoma wciąga Marię do kuchni.

Adela: – Jeżeli się ma zmartwienie, trzeba coś zjeść. Zjeść coś dobrego. Nie ma lepszego lekarstwa. Smażę faworki. Specjalnie dla ciebie.

Faber: – Boże! Jakie idiotki! 

Faber siedzi w kuchni, z nogami założonymi na stół, z rozłożoną gazetą, na stole stolnica, mąka i stos przeczytanych gazet. Kuchnia jest pomieszczeniem zbudowanym z blou-boxu, na każdej ze ścian cały czas idzie jakby program telewizyjny. Różne audycje, wiadomości, zdjęcia i materiały dokumentalne, krajobrazy, obrazki z wojny, z katastrof z całego świata. Fragmenty rewii.  Biało-czarne. Na środku ogromny stół z ośmioma krzesłami. Dookoła szafki, kuchnia gazowa itd. Meble i przedmioty w kuchni są stare, zniszczone. Jest to biedne inteligenckie mieszkanie, odziedziczone po rodzicach albo rodzinie, w którym od dawna nic się nie zmieniło. Wszędzie przewracają się książki, szpargały, stare gazety, płyty.

Adela: – Masz, tak sobie zjedz palcami, tu masz, cieplutkie. A może wolisz rybki? Tak lubisz rybki? Potem poczytasz sobie jakiś kryminał. Telewizor, na noc weźmiesz proszek. Rano będziesz nowo narodzona. Zobaczysz. Tylko musisz cały czas jeść. To cię uspokoi. Zaraz, zaraz, gdzie ja miałam czekoladę. 

Faber: – Ksiądz wyżarł. Nie, nie przeżyję tego. Ona daje samobójcy szprotki w oliwie!

Gudrun w tym czasie siadła na szafkach, popija alkohol z butelki. Faber patrzy na nią z politowaniem, odwraca się plecami.

Faber: – Śmierdzisz, odejdź ode mnie. 

Gudrun znów pociąga z butelki i zaczyna płakać. Adela ją obejmuje. W progu staje Kristina. Przeciąga się. Jest popołudnie, właśnie się obudziła.

Kristina: – Zamknij się Faber! Zostaw ją! Co jest do żarcia!?

Do Marii, która pisze coś na brzegu gazety: – No, niezły cyrk odwaliłaś, mnie i tak wszystko jedno, ale oni?  Potrzebny im teraz na gwałt psychiatra.
Faber: – Boże miłosierny! Przecież ona przez was chciała się zabić! Nie rozumiecie bydlaki?!

Ja was wszystkie stąd wyrzucę, własnymi rękami, wykopię was z tego mieszkania i zmienię zamki, ona ma rację, tak dalej żyć nie można!

Do Marii: – A Ciebie trzeba izolować! Ty jesteś niebezpieczna! Jeszcze moment i by nas nie było! Bogu dzięki, że ten jest z nami od czasu do czasu!

Wskazuje na Księdza stojącego w progu. Ten błogosławi ich wszystkich, na końcu macha ręką.

Ksiądz: – Wiara to nie szkarlatyna, nie zarazi się nią nikogo, wbrew woli. A przecież to jedyny ratunek.

Kristina i Gudrun  /jednocześnie/:  – Ja wychodzę.

Ksiądz: – Czy wyjęłaś nasze wszystkie oszczędności z banku?

Nikt nie rozumie, o co chodzi. Wszyscy się zatrzymują, nawet Adela.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.