16
Lipiec
2020
19:07

Plakat do spektaklu WSPÓLNOTA MIESZKANIOWA. Dziennik 27.06.2020

zobacz więcej zdjęć (122)

WSPÓLNOTA MIESZKANIOWA – PRAPREMIERA 16 lipca 2020

Jiří Havelka
WSPÓLNOTA MIESZKANIOWA

Reżyseria: Krystyna Janda
Przekład: Michał Sieczkowski
Obsada:
Natalia Berardinelli, Izabela Dąbrowska, Izabella Olejnik, Agnieszka Więdłocha, Katarzyna Żak, Stanisław Brejdygant, Witold Dębicki, Mirosław Kropielnicki, Piotr Ligienza, Sebastian Perdek, Michał Zieliński, Cezary Żak

Data premiery: 16 lipca 2020
Wspólnota mieszkaniowa to komedia o społeczności mieszkającej w jednym domu. Na zebraniu wspólnoty ujawniają się różne poglądy i śmieszności ludzkich charakterów. Utwór jest satyrą na współczesne społeczeństwo. W obsadzie plejada wspaniałych aktorów.

PRASA/MEDIA:

Premiera komedii „Wspólnota mieszkaniowa”

W Och-Teatrze jutro (16.07) premiera czeskiej komedii Jiříego Havelki w reżyserii Krystyny Jandy. „Wspólnota mieszkaniowa”, w której występuje plejada znanych aktorów, to satyra na współczesne społeczeństwo.

Na zebraniu wspólnoty mieszkaniowej spotykają się ludzie mieszkający w jednym domu. To społeczność wewnętrznie zróżnicowana, pełna antagonizmów, od wielu lat zmagająca się z różnymi problemami. Podczas zebrania mieszkańcy ujawniają swoje poglądy, uprzedzenia, cechy charakterów i słabości. Dom bez windy, z cieknącym dachem wymaga remontu i w związku z tym funduszy, których brakuje. Pieniądze zawsze zaostrzają konflikty, a te z kolei ujawniają tłumione lub skrywane potrzeby, marzenia, ale też uprzedzenia i niechęci.

Społeczność tę tworzą różne osobowości. Jest wśród nich młoda matka i żona, przewodnicząca wspólnoty (energiczna i wyrazista Agnieszka Więdłocha), jej mąż, zapatrzony w żonę, troskliwy i uległy (Piotr Ligienza), jest były działacz komunistyczny, wspominający dawne czasy socjalizmu (Grzegorz Warchoł), Pani Roubíčková – „organ kontrolny” pilnujący porządku i statutu (niezawodna, przekomiczna Izabela Dąbrowska), nieszczęśliwa Pani Horváthová, która wszystko wie, wszystkich podpatruje, sprawdza i na wszystko narzeka (dramatycznie przekonująca Katarzyna Żak), bogata, wykorzystująca innych, niezbyt rozgarnięta snobka (Izabella Olejnik) wraz ze swoim doradcą i zarządcą, człowiekiem, który może wszystko (Cezary Żak), wreszcie homoseksualista (zabawny, dominujący, świetny Sebastian Perdek) i syn zmarłego mieszkańca, przybyły na zebranie w niecnych celach rosyjski pseudobiznesmen (Mirosław Kropielnicki). W tej społeczności są jeszcze inni, obecni i nieobecni. Tylko pozornie niektórzy z nich wysuwają się na plan pierwszy. Każda postać na scenie czymś się wyróżnia, czymś się ośmiesza, czymś jest sfrustrowana, każda jest tak samo ważna, nawet jeśli nic nie mówi. Na pewno do głosu dochodzi tu konflikt między osobistymi oczekiwaniami i życzeniami a społeczną powinnością, konflikt, który groteskowo na scenie zostają wyrażone słowami: „Nie to jest argument, nie to jest moje prawo.”

Myślę, że każdy, kto ogląda „Wspólnotę mieszkaniową”, może zobaczyć w którejś postaci siebie, rozpoznać swoje cechy, nawet prześwietlić swoje wady i się zawstydzić. I zrobić coś, aby każdy następny potomek „mógł ujrzeć świat w lepszym towarzystwie”. Ta czeska komedia w wykonaniu znakomitych polskich aktorów bawi, chwilami śmieszy do łez, ale jest to też (a może przede wszystkim) gorzka, surowa i smutna prawda o współczesnym społeczeństwie, nie tylko czeskim, nie tylko polskim. Nietolerancja i dyskryminacja, zawiść i snobizm, chciwość i interesowność to niestety zjawiska powszechne i wymagające czujności. Nieraz przekonałam się, że czujni (nawet wyczuleni) pod tym względem są artyści tacy, jak Krystyna Janda, która jak zwykle odważnie podjęła wyzwanie i z pomocą czeskiego tekstu oraz wspaniałych, wybitnych aktorów postanowiła wystawić na próbę naszą wrażliwość i przypomnieć, że nie żyjemy sami dla siebie. I zrobiła to znakomicie. Spektakl bawi i uczy, wzrusza i porusza.

Marta Chodorska, warszawaexpress.pl, 15 lipca 2020

———————- ————————— —————————————- ———————–

Spektakl dla wszystkich wyborców

Czytając „Wspólnotę mieszkaniową”, trudno uwierzyć, że sztuka powstała jako portret współczesnych Czech, przeżywających od kilku lat polityczne rozdarcie, czemu równo rok temu wyraz dały antyrządowe demonstracje w skali niespotykanej od czasów aksamitnej rewolucji w 1989 r. Jednak wszystkie postaci, ich emocje, poglądy oraz działania przekonują, że akcja rozgrywa się w Polsce.
Jiří Havelka, czterdziestoletni dziś aktor, dramatopisarz i scenarzysta, pokazał bowiem na przykładzie wspólnoty mieszkaniowej nienawiść i brak zaufania, interesowność i agresję, także ekonomiczną. Zaś na takim tle zwolenników liberalnej Europy z jednej strony, w tym geja, a z drugiej tęskniących do państwa opiekuńczego, a nawet rządzonego silną ręką. Są też ludzie kompletnie zagubieni. Mamy więc portret współczesnych Polaków.

Czekają na okazję

Zaczęło się od tego, że Jiří Havelka kilka lat temu napisał sztukę, którą wystawił w alternatywnym praskim teatrze Vosto5. Zwróciła uwagę i otrzymała nagrody. Na fali sukcesu została zekranizowana z udziałem czeskiej telewizji. Premiera odbyła się w listopadzie 2019 r. Stanowiła gorzki komentarz do 30. rocznicy obalenia komunistycznych rządów. Film docenili widzowie, krytycy i filmowa akademia Czeskiego Lwa. Były liczne nominacje i pięć statuetek, w tym za scenariusz.
– Ten film to komedia – powiedział Jiří Havelka. – Myślę, że dla wszystkich grup wiekowych i dla wyborców wszystkich partii politycznych. Być może dzisiaj dla całego spektrum. Idealnie byłoby dobrze się bawić w kinie i mieć nadzieję, że „do diabła należą inni”. Tak nie jest.
Havelka stworzył fabularny zapis współczesności, ale i metaforę. Wszystko zaczęło się od tego, że kupił mieszkanie i poszedł na posiedzenie wspólnoty. Był przerażony. Ale na scenariusz złożyły się także relacje z innych posiedzeń. W sztuce i scenariuszu mieszkańcy reprezentujący cały przekrój społeczeństwa muszą podjąć decyzję o remoncie domu, ale też zadecydować, skąd wziąć pieniądze. Dyskusja ujawnia sprzeczne emocje, charaktery i poglądy. Ale są też tacy, którzy czekają na okazję.
– Tekst dostałam rok temu od tłumacza, pana Michała Sieczkowskiego, przyjaciela naszego teatru, i od razu zdecydowałam się na realizację, wiedziałam, że jest to tekst, na który czekamy – powiedziała „Rzeczpospolitej” Krystyna Janda. – Obsada znaleziona wśród przyjaciół aktorów miała umiejscowić naszą inscenizację miedzy gatunkami nie tylko jako komedię, ale także jako ważny tekst społeczny, moralitet. Tekst w trakcie prób, razem z czasem i z wydarzeniami w Polsce, stawał się coraz bardziej aktualny i coraz ważniejszy. Powstało przedstawienie, które, mam nadzieję, będzie potrzebne widzom.
Czytając sztukę, warto się zastanowić, czy wszystkie postkomunistyczne kraje mają podobne problemy, czy raczej można mówić o uniwersalnych sytuacjach, które zdarzają się też na zachodzie Europy, też światopoglądowo podzielonej.
– Myślę, że jest to tekst, który się rymuje w tej chwili z wieloma społecznościami, w jednych krajach jest to bardziej drastyczne, w innych mniej, natomiast ostatnie wydarzenia w Polsce, które pokazały nasz kraj jako najbardziej nie tolerancyjny i homofoniczny w Europie, nadają temu tekstowi dużo poważniejszego znaczenia – powiedziała Krystyna Janda.
„Wspólnota mieszkaniowa” zdaje się pokazywać zmęczenie procedurami demokracji. Owocuje też tym, że część obywateli chce oddać pełnomocnictwa do rządzenia krajem silnej władzy, są bowiem zmęczeni niejasnymi regułami transformacji, nie wytrzymują presji kapitalizmu. Z kolei inni uważają, że nadmierne skupienie władzy szkodzi demokracji i stawiają na rozproszenie tej władzy, czego byliśmy świadkami podczas ostatniej kampanii prezydenckiej.
– Uważam, że polskie problemy mają mniejszy związek z kapitalizmem niż z nieprzygotowaniem do demokracji – komentuje reżyserka spektaklu. – Ludzie są w Polsce nietolerancyjni, wolą, żeby ktoś myślał za nich, mają trudności z podejmowaniem demokratycznych decyzji i chcą, żeby ktoś za nich decydował. Myślę, że wszystko to ma związek z edukacją i stosunkowo krótkim okresem wolności. Do demokracji i do wolności trzeba dorosnąć.

Widzowie się buntują

Najbardziej zaskakujący jest finał, który wpisuje się wręcz w układ personalny polskiej polityki. Chodzi o dwie postaci. Sprawdziłem: w Czechach finał był taki sam. Jednak Krystyna Janda dokonała pewnych dostosowań do naszych realiów.
– Tak, i zrobiłam to nie sama, ciągnęło do tego wszystkich aktorów – mówi dyrektorka Och-Teatru. – Wielokrotnie podczas prób byliśmy jednomyślni i wszyscy mieliśmy ochotę na zaostrzenie przedstawionych w sztuce problemów. W tekście padają słowa fundamentalne: wspólnota, solidarność, tolerancja, etyka, prawda, homofobia. Bardzo tych słów pilnowaliśmy.
To będzie pierwsza od czasu wybuchu pandemii premiera w teatrze Krystyny Jandy, w sytuacji gdy wielu aktorów i widzów dręczy niepokój o zdrowie własne i bliskich.
– Jesteśmy w samym środku reżimu sanitarnego, mimo że ten reżim jest wymagamy właściwie już tylko od nas – komentuje Krystyna Janda.
– Każdego wieczoru możemy wpuścić na salę tylko 50 procent widzów, mimo że dokładamy do każdego spektaklu, bo koszty wystawienia są dużo większe niż suma dochodu z biletów z połowy sali. Jednocześnie każdego dnia odsyłamy do domu 30, 40, a nawet 50 widzów. Patrzę na to i serce mi krwawi. Wymogi sanitarne są u nas spełnione, stosujemy się do wszystkich, mimo że nawet sama publiczność się buntuje.
Zapytana o sytuację ekonomiczną teatru, Krystyna Janda odpowiada:
– Nie zwolniliśmy nikogo, została ta sama liczba etatów, wzięliśmy dużą pożyczkę, żeby zapłacić pensje. Mamy nadzieję przeczołgać się przez wakacje. Liczymy na to, że lato przetrwamy. Niemniej wstawiliśmy już do systemu bilety na wrzesień i dajemy do dyspozycji całą salę. Jest to podejście optymistyczne, gdyby jednak pandemia wróciła, sytuację oceniam jako krytyczną.
W ekranizacji sztuki Jiříego Havelki wzięła udział plejada czeskich gwiazd. W Och-Teatrze grają m.in. Agnieszka Więdłocha, Izabela Dąbrowska, Witold Dębicki, Cezary Żak, Stanisław Brejdygant.

Jacek Cieślak, „Rzeczpospolita” nr 165, 16 lipca 2020

—————————– ———————————- ——————————— ——————–

Wywiad dla portalu urodazycia.pl

„Mądrość większości jest często problematyczna”. Wywiad z Krystyną Jandą.

„Człowiek jest mały i bywa wielki, jest i tak, i tak. W tym utworze śmiejemy się z siebie, przez łzy, ale jednak” – mówi Krystyna Janda o spektaklu „Wspólnota mieszkaniowa”. Od dziś w Och-Teatrze.

Sztuka czeskiego dramaturga i reżysera Jiříego Havelki „Wspólnota mieszkaniowa” to pierwsza w Och-Teatrze premiera po pandemicznej przerwie. Arcyzabawna komedia, która w Czechach została zekranizowana, stając się wielkim kinowym przebojem, to zarazem gorzka satyra na współczesne społeczeństwo. W obsadzie spektaklu zobaczymy między innymi Agnieszkę Więdłochę, Katarzynę i Cezarego Żaków oraz Stanisława Brejdyganta. Z Krystyną Jandą, reżyserką „Wspólnoty mieszkaniowej”, rozmawiałam tuż przed premierą.

Anna Zaleska: Z czego ostatnio pani się śmiała?

Krystyna Janda: Teraz, kiedy po ponad trzech miesiącach wróciliśmy do pracy w teatrach i pracowaliśmy nad nową premierą, poziom optymizmu się podniósł, śmiejemy się na nowo bardzo dużo i często. Praca daje radość i zapomnienie. A ponieważ robimy komedię pokazującą typowe postawy społeczne, karykaturujemy je, sprawia nam to prawdziwą uciechę. Mamy też nadzieję, że ten gorzki śmiech będzie towarzyszył widzom podczas oglądania.

O czym jest sztuka „Wspólnota mieszkaniowa”? I dlaczego ją wybrała pani na pierwszą premierę po pandemicznej przerwie?

To typowe zebranie członków wspólnoty mieszkańców pewnego domu, pewnej kamienicy. Przekrój społeczny, charakterologiczny i typowe zachowania grupowe śmieszą do łez i przerażają nie na żarty, a jednocześnie uświadamiają aktualność i obecność tych postaw w naszym życiu. Głupota, egoizm, krótkowzroczność, zacofanie, bezmyślny upór i niemożność porozumienia się, niezdolność do najdrobniejszego kompromisu to główne tematy.

Jest jak u Gogola: „Z czego się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie”?

Człowiek jest mały i bywa wielki, jest i tak, i tak. W tym utworze śmiejemy się z siebie, przez łzy, ale jednak.

Jakie jest polskie poczucie humoru?

Mam o nim wysokie mniemanie, szczególnie o zdolności do abstrakcyjnego żartu.

Umiemy w ogóle być jeszcze wspólnotą? Wierzy pani, że można odbudować tak podzielone społeczeństwo?

Przed kulturą i sztuką stoi tu niewątpliwie wielkie zadanie. Wciąż uczymy się być wspólnotą, ale to nauka trudna, szczególnie teraz, kiedy nas tak zantagonizowano, skłócono, od kiedy mówi się z pogardą i nienawiścią o ludziach, grupach społecznych, zawodowych, rasowych. Cały czas myślę o pogłębiających się uprzedzeniach, braku wiedzy, złej woli, złych uczuciach. To było dawniej zabronione, skrywane, wstydliwe, a wydaje się, że teraz triumfuje. To straszne.

„Wspólnota mieszkaniowa” to też sztuka o kryzysie demokracji. Dlaczego demokracja tak wielu ludzi rozczarowuje?

Mądrość większości jest często problematyczna.

Zgadza się pani z tym, że z kryzysów wychodzimy silniejsi?

Może, ale potem czas mija, zapominamy, nie uczymy się na błędach, chętnie poddajemy się manipulacjom. Jestem 67-letnią kobietą będącą z racji zawodu zawsze w centrum spraw i widzę, że moje doświadczenie życiowe, pamięć o historii i jej mechanizmach, a doświadczenie i pamięć młodego pokolenia to dwa różne światy. W związku z tym różnica doświadczenia, rozumienia, rozwiązań i wyborów światopoglądowych jest bardzo duża.

Jak pani widziałaby „nową normalność”? Co powinno się zmienić w naszej rzeczywistości? Co powinniśmy na nowo przemyśleć?

Wszystko. Przede wszystkim powinniśmy myśleć – a z tym u nas słabo. Wychowanie, szkolnictwo, nauka, kultura, nauka empatii i myślenia społecznego, wpajanie odpowiedzialności i powrót do prawdy. To naiwność? Dla mnie nie.

Wszyscy myśląc o przyszłości czujemy teraz mniejszą lub większą niepewność. Co w pani budzi niepokój?

Moim problemem jest co innego: zmarnowane lata, rozczarowanie ludźmi, Polakami, i świadomość straty, zmarnowania wielu lat wspaniałego wysiłku, brak wiary w możliwość szybkiej naprawy, powrotu do drogi pozytywnej, nadziei na przyszłość. Naprawianie i unikanie błędów to praca nie do przerobienia, syzyfowa… to mnie przeraża. Czyszczenie stajni Augiasza na szczęście już nie dla mnie. Współczuje tym, którzy staną przed takim zadaniem.

Przeczytałam w pani mediach społecznościowych, że dzięki kulturze i sztuce łatwiej pani przetrwała czas pandemii.

Przede wszystkim mnie to wzbogaciło, zdałam sobie sprawę z wielkości i potęgi sztuki. Na nowo utwierdziłam się w poczuciu bezwzględnej konieczności obecności kultury w życiu, jej trwania, istnienia, działania. Nie wyobrażam sobie życia bez filmu, opery, literatury, muzyki, plastyki, poezji, piosenki, wystaw i tak dalej. Sztuka podnosi życie na wyższy poziom i zawsze w intencjach jest szlachetna.

Potrzebujemy teraz śmiechu?

Oczywiście. Dzięki śmiechowi łatwiej porozumieć się z publicznością, nawet jeśli chodzi o najtrudniejsze tematy, śmiech poza tym zawsze daje nadzieję.

Wiele scen nie zdecydowało się na otwarcie. Skąd w pani siła, by w tak trudnych czasach walczyć o swój teatr?

Na razie z rozpędu. Ale w końcu kocham go, to moje życie, mój sens.

W czym dostrzega pani teraz urodę życia?

W życiu.

Anna Zaleska, urodazycia.pl, 16.07.2020

https://urodazycia.pl/kultura/madrosc-wiekszosci-jest-czesto-problematyczna-wywiad-z-krystyna-janda-124897-r1/

——————————- —————————- ————————————————-

Wspólnota nie tylko mieszkaniowa. Czego o sobie dowiesz się po wyjściu z Och-Teatru? [RECENZJA]
Czego możemy dowiedzieć się o sobie po obejrzeniu „Wspólnoty mieszkaniowej”? O najnowszej premierze w Och-Teatrze dla ELLE MAN pisze Tomasz Sobierajski.

Czy coś może zatrzymać Krystynę Jandę w procesie działania i tworzenia? Jak się okazuje – niewiele, a jeśli już, to na bardzo krótko. Obowiązujące do niedawna przymusowe ograniczenie wszelkiej działalności teatralnej sprawiło, że jedne z najważniejszych oraz najbardziej lubianych warszawskich teatrów, Polonia i Och, były zamknięte na głucho. Ale w pierwszym momencie, w którym restrykcje zostały poluzowane, Krystyna Janda razem z zespołem współpracowników zabrała się ostro do pracy, żeby przygotować nowe premiery. Jedną z nich jest właśnie pokazana dopiero co „Wspólnota mieszkaniowa”.
Oba teatry Fundacji Krystyny Jandy pracują na tyle, na ile mogą: w okrojonym repertuarze i z ograniczoną liczbą publiczności. Jak wiemy, obecnie dopuszczalne jest organizowanie wesel na 150 osób, na których ludzie przez kilkanaście godzin łamią wszelkie reguły sanitarne, tudzież mszy w kościołach na kilkaset upakowanych obok siebie wiernych, a niedopuszczalne jest to, żeby teatry mogły działać pełną parą. Nawet nie próbuję znaleźć w tym jakiejkolwiek epidemiologicznej logiki. Jedyna konstatacja jaka mi przychodzi do głowy jest dość smutna: kultura i ludzie kultury kompletnie nie obchodzą rządzących.
Krystyna Janda miała niebywały zmysł, że sięgnęła po komedię Havelki akurat teraz, w sytuacji, w której my, Polacy nie potrafimy dogadać się ze sobą, dzielą nas spory o rzeczy ważne i nieważne, nie potrafimy zjednoczyć się dla dobra nas samych, obstajemy przy czymś bez powodu, tylko po to, żeby komuś dokuczyć, wyznajemy okropną, antyspołeczną, oportunistyczną i od niedawna usankcjonowaną na najwyższych szczytach władzy zasadę „nie, bo nie”. Krystyna Janda nie od dziś jest uważną obserwatorką życia społecznego. Niczym najczulsza membrana odbiera sygnały płynące ze strony ludzi i przetwarza je na sztukę. Wystawienie w Och-Teatrze „Wspólnoty mieszkaniowej” jest tego przykładem. To nie tylko komediodramat ze wspaniałym wachlarzem ludzkich charakterów oraz drzemiących w nich małości, karmionych resentymentami, ale przede wszystkim sztuka, na którą będziemy patrzeć trochę przez palce, z powodu wstydu za nas samych i wstydu za innych. Wiele i wielu z nas odnajdzie siebie i swoje cechy w postaciach mistrzowsko granych przez tuzin wspaniałych aktorów. „Wspólnota” to nie tylko bardzo udany seans terapii śmiechem, ale również – dla bardziej refleksyjnych – autoterapii. Możliwość spojrzenia na siebie z dystansu, dostrzeżenia swoich zalet i wad, a w konsekwencji być może zaopiekowania się sobą, samoprzytulenia, tak koniecznego w obecnych, trudnych czasach.
Havelka opisał sytuację spotkania kilkunastu lokatorów, mieszkających w tym samym domu, na zebraniu wspólnoty mieszkaniowej. Kłócą się ze sobą niemiłosiernie, nie są w stanie wypracować konsensusu, nie obchodzi ich nic poza własnym mieszkaniem. Nietrudno odnaleźć w metaforze domu – naszego kraju, a w metaforze lokatorów – nas samych, którzy zapomnieliśmy, że to, za co cały świat nas do tej pory podziwia, to ruch Solidarności z lat 80-ych. Dziś sponiewierany, zatracony, przeinaczony.
Krystyna Janda, reżyserując „Wspólnotę mieszkaniową” nie poszła po najmniejszej linii oporu. Mogę sobie wyobrazić, że wielu reżyserów z tekstu Havelki mogłoby zrobić lekką komedię. Ale w Ochu mamy wystawienie nieoczywiste, wielowarstwowe i niebanalne. Po pierwsze, Krystyna Janda postanowiła, że nie rozpieści widzów lekkimi gagami, tylko skłoni ich do refleksji, przemyślenia własnych czynów i tak ukształtuje postaci, że widzowie niejednokrotnie będą mieli poczucie dojmującej bezsilności, wynikającej z obserwowania obezwładniającej głupoty i uporu niektórych postaci dramatu. Po drugie, poszerzy spectrum postaci o osobę niepełnosprawną fizycznie i umysłowo, która już w pierwszych minutach sztuki wyraźnie „zatrzymuje” widzów w ich polityczno-poprawnych reakcjach: „Mam śmiać się z kaleki? No jakoś nie wypada…”. Po trzecie, wystawienie „Wspólnoty mieszkaniowej” w Ochu po raz kolejny pokazuje, że Janda jest mistrzynią reżyserowania tzw. sytuacji na scenie.
Niezwykle upraszczając – reżyserzy dzielą się na dwie grupy. Jedna to ci, którzy przystępując do pracy z aktorami, nie bardzo wiedzą, co chcą osiągnąć. Końcowy efekt wykuwany jest w trakcie prób i aktorskich improwizacji. Druga grupa reżyserów, zaczynając pracę nad sztuką wie, co chce uzyskać. Ma całość w głowie. Jest zdecydowana i bardzo dobrze ogarnia całość. Odnoszę wrażenie, że Janda-reżyserka należy do tej drugiej grupy. Być może z tego powodu aktorzy tak bardzo lubią z nią pracować. Ten rodzaj tworzenia sztuki na scenie daje bardzo dobry efekt końcowy. Nie inaczej jest w przypadku „Wspólnoty mieszkaniowej”. Pomimo tego, że na scenie jest kilkunastu aktorów, którzy nie schodzą z niej niemalże przez cały czas trwania spektaklu, a sama scena Ochu jest dość „trudna”, to aktorzy grają w bardzo dobrym rytmie, doskonale odnajdują się w zaaranżowanych sytuacjach, uderzają w punkt.
Odnoszę wrażenie, że reżyseria takich wielopostaciowych, trudnych reżysersko dramatów wychodzi Krystynie Jandzie najlepiej! I od zawsze wychodziło, począwszy od jej debiutu reżyserskiego, czyli kultowego przedstawienia „Na szkle malowane” w Teatrze Powszechnym w Warszawie wystawionego przed ćwierćwieczem, skończywszy na „Wspólnocie” w Och-Teatrze.
Jednak jest jeden warunek do tego, żeby podążyć za wizją Krystyny Jandy. Trzeba być dobrym, czułym i bystrym aktorem! Dla ciamajd nie ma tam miejsca. We „Wspólnocie mieszkaniowej” zachwycają wszyscy. Wycyzelowane są mniejsze pod kątem dramaturgicznym role grane przez Stanisława Brejdyganta czy Natalię Berardinelli. Dopieszczone aktorsko są role Cezarego Żaka, Izabelli Olejnik czy fenomenalnego Michała Zielińskiego – którego „ciałoplastyczność” jest zdumiewająca. Bardzo dobrze poprowadzone są role Piotra Ligienzy oraz Sebastiana Perdka, którzy z minuty na minutę pokazują, że nie znaleźli się na tej scenie przypadkowo, rozwijając aktorskie skrzydła w finale przedstawienia. Po raz kolejny swój znakomity komediowy talent pokazuje Mirosław Kropielnicki, grający wilka w owczej skórze. Niezwykle pięknie wymyślona jest postać Roubíčkovej, grana przez Izabelę Dąbrowską – niezwykle uważną aktorkę – mało kto potrafiłbym tak delikatnie i niejednoznacznie zagrać oficjalistkę i koniunkturalistkę w jednym. Fascynująca jest Agnieszka Więdłocha, która w pewnym momencie odbija się od swojej kruchości i delikatności, pokazując niezwykłą aktorską siłę i prowadząc oś dramaturgiczną spektaklu. Ta aktorka ma dużą dramaturgiczną moc oraz pewien rodzaj bardzo rzadkiego wewnętrznego światła, którym emanuje na scenie.
Na szczególną uwagę zasługuje duet grający byłe małżeństwo: Katarzyna Żak jako Horváthová i Grzegorz Warchoł jako Kubát. Założę się, że nie było ani jednego widza, który w czasie spektaklu nie chciałby z niemocy, udusić któreś z nich – oczywiście mówię o postaciach, a nie samych aktorach, którzy grali jak z nut. Grzegorz Warchoł z pewną dezynwolturą gra człowieka, który w każdej sytuacji potrafi ustawić się z wiatrem, a ostatnia z rzeczy, na którą może cierpieć, to wyrzuty sumienia. Katarzyna Żak – znakomita aktorka z ogromnym talentem do znikania w postaci – wspaniale gra nieszczęśliwą, pogubioną w życiu, zalęknioną kołtunkę. Katarzyna Żak daje widzowi poczucie pewności. Nie ma w jej postaci zawahań. Jest precyzja i zawodowe mistrzostwo.
Głębokie ukłony należą się również pozostałym twórcom spektaklu. Brawa dla Zuzanny Markiewicz i asystującej jej Małgorzaty Domańskiej, które dzięki bardzo dobrym kostiumom pomogły aktorom w stworzeniu postaci oraz za to, że wyczarowały na scenie nieprzyjazną przestrzeń strychu, na którym grasują upiory ludzkiej głupoty, wyłażące z postaci sztuki. Ogromne gratulacje należą się jednej z najlepszych, jeśli nie najlepszej reżyserce światła, Mistrzyni Światła, Katarzynie Łuszczyk, która miała bardzo trudne zadanie przy takim ustawieniu sceny, takiej scenografii i tak wielu aktorach na scenie. Ale – co w ogóle mnie nie dziwi – poradziła sobie znakomicie.
Prapremiera „Wspólnoty mieszkaniowej” w obecnej sytuacji społeczno-politycznej, w jakiej się znajdujemy, to coś więcej niż kolejne teatralne wystawienie sztuki. To przedstawienie, które podsumowuje i zaczyna pewną epokę, okres moralnego rozchwiania, sytuację, w której, jak czytamy w programie „za własność jesteśmy w stanie oddać wolność. A przecież tylko od nas zależy, czy nasz dom, w którym mieszkamy, będzie dawał schronienie wszystkim – niezależnie od stylu życia, poglądów politycznych, wyznawanej wiary, orientacji seksualnej, koloru skóry – czy też, wskutek naszej kłótliwości, małości, braku ustępstw, nietolerancji oraz źle rozumianego poczucia własności, nasz dom zawali nam się na głowę”.
• Jiří Havelka
• WSPÓLNOTA MIESZKANIOWA
• reż. Krystyna Janda
• Och-Teatr
• Premiera 16 lipca 2020 roku

Tomasz Sobierajski, 19.07.2020, elleman.pl

https://www.elleman.pl/artykul/wspolnota-nie-tylko-mieszkaniowa-czego-o-sobie-dowiesz-sie-po-wyjsciu-z-och-teatru-recenzja

——– —————————— ———————– —————————————-

Politycznie w Ochu

Krystyna Janda doskonale wybrała termin pierwszej „popandemicznej” premiery w Och-Teatrze. „Wspólnota mieszkaniowa” Jiříja Havelki w kontekście kampanii oraz wyborów prezydenckich, które unaoczniły niezwykle silną polaryzację społeczeństwa i uświadomiły niemożność pogodzenia elektoratów, wybrzmiała przerażająco aktualnie. Oglądamy współczesną Polskę jak w soczewce – pisze Marta Żelazowska z Nowej Siły Krytycznej.
Bohaterowie spotykają się wieczorem, co sugeruje wpadający przez oszkloną ścianę blask promieni zachodzącego słońca (reżyseria światła Katarzyna Łuszczyk), na przestronnym, starym strychu (scenografia Zuzanna Markiewicz). Ze ścian łuszczy się błękitna farba, migocą światełka liczników prądu. Na sznurkach rozwieszono pranie. Meble, mające lata świetności dawno za sobą, stoją w rozsypce. W tle słychać dźwięk wpadających do wiadra kropel wody.

Tytułową wspólnotę tworzą właściciele lokali, których różni niemal wszystko: wykształcenie, stan cywilny, dzietność, wiek, status majątkowy, poglądy (doskonale podkreśla to kostiumami Zuzanna Markiewicz). Spotykają się regularnie, aby omawiać najważniejsze kwestie dotyczące zarządzania i użytkowania części wspólnych nieruchomości. Pod dyskusję zostaje poddany pomysł, by sprzedać strych a uzyskane środki przeznaczyć na remont instalacji gazowej i wybudowanie windy. Inwestycja może być zrealizowana pod warunkiem, że wszyscy lokatorzy wyrażą zgodę. Waga głosu jest jednakowa (lokale są tej samej wielkości). Nie trudno domyślić się, że podjęcie decyzji okaże się niemożliwe.
Dramat inspirowany jest doświadczeniami autora, zebranymi relacjami z posiedzeń rad mieszkańców. Havelka napisał „Wspólnotę mieszkaniową” w 2017 roku, wystawił we współpracy z zespołem VOSTO5. Spektakl został bardzo dobrze przyjęty przez publiczność i krytykę, zdobył nagrodę internetowego magazynu „Divadelní noviny”. Dwa lata później autor sam sfilmował dramat. W Polsce sztuka została opublikowana w „Dialogu” 2020 nr1 w przekładzie Michała Sieczkowskiego.
Krystyna Janda wystawia „Wspólnotę mieszkaniową” z ogromną emfazą. Odniosłam wrażenie, że tekst jest dla niej ważniejszy niż wizualna oprawa spektaklu. Reżyserka aspekty odnoszące się do naszej sytuacji społeczno-politycznej podkreśla słowami-kluczami nasuwającymi skojarzenia z działaniami partii rządzącej. Dodaje na przykład do wypowiedzi Bernáškovej (Natalia Berardinelli), która prezentuje pomysły na zagospodarowanie podwórka, oczko wodne, co narzuca skojarzenie z programem „Moja woda”. Švec, kawaler mieszkający z matką, zamiast pociągać z piersiówki i doprowadzać się do stanu upojenia alkoholowego, przedstawiony jest jako osoba intelektualnie niepełnosprawna, z porażeniem mózgowym (doskonały w tej roli Michał Zieliński – asymetria ruchów, spastyczne ułożenie lewej ręki i nogi, niewyraźna mowa). Zabieg ten dramatyzuje przekaz, bowiem pokazuje pobłażliwość, z jaką traktowane są osoby niepełnosprawne, znieczulicę społeczną (po śmierci pani Švec, żaden z mieszkańców nie zastanawia się, czy syn poradzi sobie bez opieki). Ludzkie odruchy u części bohaterów wzbudza jedynie akcja porodowa Bernáškovej, która na szczęście okazuje się fałszywym alarmem. W takim towarzystwie dziecko nie chce przyjść na świat – stwierdza z przekąsem profesor Sokol (Stanisław Brejdygant).

Każda z postaci ma stereotypowo przedstawioną skazę charakterologiczną: Roubíčková (Izabela Dąbrowska) to czepialska formalistka; Horváthová (Katarzyna Żak) – wścibska komentatorka życia sąsiadów; Zahrádka (Piotr Ligienza) to sfrustrowany mąż hipster; Zahrádková (Agnieszka Więdłocha) – dominująca, despotyczna żona; Kubát (Grzegorz Warchoł) – nostalgicznie wspominający przeszłość komunista; Sokol – rozbrajająco bezradny profesor; Nitranský (Sebastian Perdek) – przesiąknięty ideałami równości i wolności homoseksualista; Novák (Cezary Żak) – ekspansywny przedsiębiorca; Čermák (Mirosław Kropielnicki) – operatywny krętacz. Różnice poglądów i specyfika osobowości sprawiają, że lokatorzy nie potrafią dojść do konsensusu. Stopniowo tracą kontrolę nad emocjami. Kłócą się, oczerniają, traktują z pogardą. Doprowadzają się nawzajem do płaczu i rękoczynów.
Janda zadaje pytanie, czy w tak zróżnicowanym społeczeństwie pojednanie i kompromis są możliwe? Tu celem nie jest osiągnięcie porozumienia, ale przeforsowanie własnych racji. Negacja dla samej negacji. Postawienie dobra prywatnego ponad dobro wspólnoty. Przeraża skuteczność wabika, jakim są pieniądze. Nikt ze zgromadzonych nie zadaje pytania, co Čermák będzie chciał w zamian za wrzucenie wydatków na renowację dachu i instalacji gazowej w koszty prowadzonej przez siebie firmy. Ważne, że nie będą sami musieli za to płacić i uczestniczyć w kolejnych zebraniach. Uderza brak zastanowienia bohaterów nad konsekwencjami. Reżyserka obnaża ukrytą tęsknotę części społeczeństwa za państwem opiekuńczym i zaciemnianie przez rządzących istoty demokracji, która jest dla nas systemem względnie nowym.
Tekst niejako wymusza statyczną inscenizację. Aktorzy podgrywają rodzajowo, lekko wyolbrzymiają cechy postaci, nie popadają w farsową manierę, choć reżyserka tworzy sytuacje, w których mogą przyszarżować: Cezary Żak jako Novák z przejęciem wciska mieszkańcom wizytówki firm, w których ma udziały (w tym zakład pogrzebowy); Izabela Dąbrowska, czyli Roubíčková, ze srogą miną prosi o kolejną kontrolę. To niezwykle dowcipne sceny, ale ich celem jest nie tyle rozbawienie widowni, ile dobitne wybrzmienie tekstu, refleksja nad nim. Nitranský głosi monolog o znaczeniu solidarności jako warunku funkcjonowania wspólnoty, Sebastian Perdek stoi na brzegu rampy i zwraca się bezpośrednio do widzów. Choć takie ustawienie wydało mi się nazbyt protekcjonalne, świetnie wpisało się w ogólną intencje twórców. Wszak bez poczucia jedności, wzajemnego szacunku i umiejętności prowadzenia dialogu nie da się zbudować sprawnie działającej wspólnoty mieszkaniowej ani demokratycznego państwa.
Marta Żelazowska – pedagog, absolwentka studiów podyplomowych Wiedza o teatrze i dramacie z elementami wiedzy o filmie w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk oraz Laboratorium Nowych Praktyk Teatralnych, otrzymała wyróżnienie specjalne w VI edycji Ogólnopolskiego Konkursu im. Andrzeja Żurowskiego na Recenzje Teatralne.

Marta Żelazowska , 20.07.2020, e-teatr.pl

https://www.e-teatr.pl/politycznie-w-ochu-1334

——— ———————————————- ————— ——————————

Walne zgromadzenie członków czeskiej spółdzielni mieszkaniowej

Wszyscy uwielbiamy Jandę, lecz jako aktorkę! Reżyserką jest natomiast, jak sama wyznaje, „tylko użytkową”. Jej potężny hicior Zapiski z wygnania (jeśli można tak powiedzieć – „hicior” – o spektaklu na temat Marca ’68) nie powstał wbrew pozorom w autoreżyserii (reżyseria Magda Umer). Janda jest po prostu prawdziwą aktorką, wielką, z krwi i kości – czyli jest od grania.

Tymczasem reżyseruje, by tak rzec, u siebie, a zresztą nie tylko, co jest zrozumiałe. Nie po to od zera buduje się teatr, a następnie drugi, żeby w nim nie tworzyć i by nie korzystać z jego potencjału. Zagrać u Jandy to honor i być u niej na widowni to także nie hańba. A reżyserować Jandę to osiąg najwyższy. Z jej autospektakli podobał mi się zwłaszcza Matki i synowie, lecz jednak uważam, że reżyserów najlepiej niech outsourcuje, bo spektakl w pełni aktorski, grany i robiony przez tego, kto gra, zawsze wygląda tak samo, jak gdyby aktorzy byli jedynym i wyłącznym „efektem scenicznym”.
W poepidemiczne lato pierwsze, co Och-Teatr zechciał nam pokazać, to czeska komedia. Próbować zaczęli w maju; wtedy jeszcze nikt nie wiedział, kiedy otworzą teatry i czy sezon już się skończył, i kto będzie prezydentem, i jak żyć, ogólnie mówiąc. Zaczęli próby, żeby nie oszaleć. Komedia jako odskocznia, jako lek na całe bagno to też zrozumiały manewr i z tą samą myślą przychodzą widzowie.

Temat Wspólnoty mieszkaniowej jest najbardziej seksi w świecie. Dwanaścioro lokatorów na walnym zebraniu; patrzysz, jak deliberują, i chciałbyś być nimi, skakać bezkarnie sąsiadom do gardła, kłócić się o papierzyska, o „porządek obrad” i pieprzyć o niczym; mieć zagwozdki klasy średniej, które nawet ciebie nudzą, ale o czymś trzeba gadać. Gdy jedna z postaci robiła na drutach, ja „robiłem cienkopisem”, bazgrając w zeszycie. Kiedy tak na nich patrzyłem, pomyślałem w duchu, że bezdomni mają lepiej.
Jeśli miało śmieszyć, to pragnę zauważyć, że usługa kiepska, humor czerstwy i poczciwy i byłem nierozśmieszony – ale moja koleżanka siedząca po lewej ma ciekawe zdanie w sprawie. Chodzę z nią po przedstawieniach i słucham, co mówi, nic bowiem nie żąda za podwykonawstwo, za opiniotwórczość w sprawach teatralnych. Powiedziała już w tramwaju, że komedia, owszem, lecz tylko po wierzchu, a w środku był dramat, ukazujący pozór władzy ludu, nędzę demokracji deliberatywnej, aporię tej formy rządów. Że, najprościej mówiąc, gdzie kucharek sześć, tam wygrawa „Edek” (por. Mrożkowskie Tango).
Start jak w Bogu mordu, czyli grzecznie i z kulturą, ale jakoś z góry wiemy, że się skończy pyskowaniem, jeżeli nie mordobiciem. Wszystko tu zmierza do gombrowiczowskiej „kupy”. Nie tylko widzimy zebranie spółdzielni, lecz również masakrę takiego spotkania. Coś jak mecz bokserski na dwanaście osób, Facebook w trójwymiarze. Janda gdzieś kiedyś mówiła, że u niej na scenę może wyjść w jednym spektaklu maksimum dwunastka, czyli drużyna piłkarska plus trener; na nowe otwarcie postanowiła zatem zrobić dzieło na bogato, osiągające wyporność obsadową.

Oczywiście rozumiemy, że to wszystko alegoria, ta nasiadówka grupy lokatorów. Sejm również ma posiedzenia i również tak wyglądają – mało konstruktywnie. Tylko ja myślałem, że jak teatr, to rozrywka, tak mi się raczej kojarzy; a tu znów mnie oświecają, znów coś mam „zrozumieć”, Boże. A do tego wcale nie trzeba iść do teatru, wystarczy „otworzyć” telewizor, jak kiedyś mówiono. W telewizorze też mówią pięściarze słowni i można wyciągnąć wnioski.
Krótka zagadka dla narybku krytycznego, studentów teatrologii: co to jest interpunkcja w teatrze? Innymi słowy, jak w przedstawieniu postawić przecinek? Najłatwiej muzyką i by to sprawdzić w praktyce, obejrzyjcie spektakl w Ochu.

U Jandy w teatrze uciecha może i była, lecz niebezpośrednia. Uciecha, że taki spektakl dzisiaj by nie powstał w Teatrze Powszechnym, w którym kiedyś grała Ona. Tam takiego nie wystawią, bo Wspólnota mieszkaniowa operuje w opowieści typami ludzkimi – stereotypami. Typy i typiary. Oglądamy więc nie geja, ale jego stereotyp, geja typu śmieszny gej, machający kończynami (gra Sebastian Perdek), i nie starszą panią, ale lampucerę w omlecie na głowie (w interpretacji Izabelli Olejnik); nie kobietę w ciąży, ale żonkę jak z dowcipu (Natalia Berardinelli); Cezary Żak na scenie to „typowy Mirek – handlarz, przedsiębiorca”, facet wielu fachów, specjalista od wszystkiego; pana Kubáta, starego trolla w kaszkiecie, człowieka, którego o cokolwiek spytasz, odpowie ci „nie”, gra Grzegorz Warchoł na zmianę z Witoldem Dębickim; mamy jeszcze „Ruska” z fryzurą na płetwę z tyłu (Mirosław Kropielnicki), działaczkę w tapirze (Izabela Dąbrowska) i „nienormalnego”: dziwnie chodzi, głupio gada i pozostaje w dziwnej unii ze swą matką, prawie jak w Psychozie Alfreda Hitchcocka (w tej roli Michał Zieliński). No, po prostu BLOK WARIATÓW. Takie rzeczy w Ameryce absolutnie wykluczone, ale z peryferyjnej perspektywy polskiej możemy powiedzieć, że dobrze się stało. Stereotypie – nie umieraj! Wymieść z komedii spłaszczenie postaci to jak slapstick pozbawić wpadek i upadków. Janda reżyseruje tak, jak to „się robi”, przedrewolucyjnie, spektakl jest zatem niepoprawny politycznie („Zdjęcia czarnych wyżerają tusz z drukarki”), lecz nie tam, gdzie myśli, że jest. Zawiera aluzje, owszem, różne „oczka wodne”, lecz nie to jest jego ostrze. Chciałby być KOD-erskim krzykiem de profundis, a jest tylko komedyjką.

Trzeba wykonawcom przyznać, że dobrze zagrali, to znaczy realistycznie, i na serio uwierzyłem, że pan Kropielnicki pochodzi ze Wschodu i że pan Zieliński cierpi na jakąś przypadłość. Jako sceniczny reporter chciałbym również odnotować, że widzowie śmiali się, co wcale nie znaczy, że nie mają gustu, lecz że mają inny.

Maciej Stroiński, przekroj.pl, 27.07.2020
https://przekroj.pl/artykuly/recenzje/walne-zgromadzenie-czlonkow-czeskiej-spoldzielni-mieszkaniowej

————————- —————————————- —————- —————————

© Copyright 2020 Krystyna Janda. All rights reserved.