23
Listopad
2019
21:11

LILY - plakat do spektaklu

zobacz więcej zdjęć (38)

LILY

Jack Popplewell
LILY

Reżyseria: Krystyna Janda
Przekład: Elżbieta Woźniak
Scenografia: Maciej Maria Putowski
Światło: Katarzyna Łuszczyk
Asystentka ds. scenografii i kostiumów: Małgorzata Domańska
Producent wykonawczy i asystent reżysera: Jan Malawski
Obsada:
Krystyna Janda, Agnieszka Krukówna, Magdalena Lamparska, Magda Smalara, Mateusz Damięcki, Grzegorz Daukszewicz, Mirosław Haniszewski/Krzysztof Stelmaszyk, Piotr Machalica

Data premiery: 23 lutego 2020
Kryminalna zabawa teatralna. Trup przemieszcza się, pojawia się i znika. Skomplikowana intryga, dająca przyjemność publiczności. I te wyraziste charaktery sceniczne! Świetnie narysowanych osiem postaci, w tym para zabawnych i niepoprawnych staruszków – inspektor ciamajda i „wiedząca wszystko sprzątaczka”, czyli znajoma inspektora z młodości „pomagająca” mu w znalezieniu zabójcy.

Reżyseruje Krystyna Janda, i to właśnie ją zobaczymy w roli tytułowej, nieznośnej Lily. Jako inspektor węszył będzie Piotr Machalica. W pozostałych rolach: Agnieszka Krukówna, Magdalena Lamparska, Magda Smalara, Mateusz Damięcki, Grzegorz Daukszewicz, Mirosław Haniszewski/Krzysztof Stelmaszyk – a wśród nich, wiadomo, morderca.

PRASA/MEDIA:

Ciekawska LiLy
Oryginalny tytuł komedii kryminalnej Jacka Popplewella sprzed niemal 60 lat to „Busybody”, czyli „Ciekawska”. Tytuł może mało chwytliwy, ale trafny, bo cała intryga rozwija się za sprawą sprzątaczki Lily (Krystyna Janda), która o firmie pracodawcy, Richarda Marshalla, wie wszystko. To ona odnajduje ciało, a potem, wezwawszy policję, towarzyszy w śledztwie inspektorowi Baxterowi (Piotr Machalica), który – jak się okazuje -jest jej byłym kolegą szkolnym i niefortunnym adoratorem. Co więcej, ciało denata znika i zaczynają się komplikacje.
Wygląda to zawile, ale cały dowcip tkwi w relacji Lily-inspektor, która dyktuje tempo i buduje klimat. To znaczy ciekawska Lily przyśpiesza, a safandułowaty inspektor spowalnia, ją nosi energia, a on najchętniej wróciłby do domu: nie dość, że niewyspany, to jeszcze złapał wirusa (jakie to aktualne!). Ona rzuca się w wir śledztwa z entuzjazmem neofitki, on to chodząca rutyna. Duet Janda i Machalica wypada znakomicie, wybornie śmieszy, reszta obsady wpisuje się w tę konwencję, barwiąc swoje postacie charakterystycznymi cechami. Magdalena Smalara jest idealnie skrojoną zakochaną sekretarką, Mateusz Damięcki wysportowanym księgowym, Magdalena Lamparska maszynistką o ambicjach modelki, Grzegorz Daukszewicz kochliwym śledczym, Krzysztof Stelmaszyk tylko pozornie groźnym szefem, Agnieszka Krukówna jako jego żona ma diabła za skórą.
Krystyna Janda niezawodną ręką i swoją dynamiczną postacią nadaje rytm całości, oferując widzom dwie godziny gwarantowanej zabawy.
Tomasz Miłkowski, „Przegląd” nr 11, 10 marca 2020
—————————————————————————————-
Dobra zabawa z zagadką kryminalną w tle: „Lily” w Och-Teatrze
„Lily” w Och-Teatrze to spektakl rozpisany na kilkoro aktorów. Nie sposób jednak oderwać wzroku od dwóch z nich. Na scenie objawiają się nam bowiem teatralne królowa i księżniczka. O kim mowa?
Krystyna Janda to instytucja. To nie tylko najlepsza aktorka polska, ale też jedna z najlepszych europejskich aktorek. To Artystka. Człowiek-legenda. Kobieta-dynamit. Muza wielu reżyserów. Zaangażowana i wrażliwa obywatelka. Ikona polskiego filmu i teatru. Nie ma takich słów, które mogłyby opisać całość Jej dokonań i emocji, które przez lata przekazuje widzom. Tym smutniejszy jest fakt, że tzw. „środowisko” nie potrafi docenić Jej wielkiego talentu. Mam tu na myśli chociażby przełomową, niezwykle skomplikowaną dramaturgicznie, innowacyjną rolę w „Tataraku” Andrzeja Wajdy; docenioną na świecie, a pominiętą przy polskich nagrodach deterministyczną rolę w filmie Jacka Borcucha „Słodki koniec dnia” czy bodajże jedną z trzech najlepszych ról teatralnych ostatniej dekady w „Zapiskach z wygnania” w reżyserii Magdy Umer. Talent Pani Krystyny Jandy jest niezmierzony, fascynujący, a Ona sama ma boski pierwiastek, który każe widzowi teatralnemu i filmowemu za Nią podążać.
Jest jeszcze jedna, a nawet dwie rzeczy, z powodu których Janda na stałe wpisze się w historię polskiej kultury. Kilkanaście lat temu powołała do życia Teatr Polonia, a dekadę temu Och-Teatr. Dwa miejsca, bez których kulturalna mapa stolicy (i kraju) byłaby bardzo uboga. Szczególnie w sytuacji, w której miejskie teatry grają po kilka, góra kilkanaście przedstawień w miesiącu. Tymczasem teatry Krystyny Jandy to rozpędzone machiny, które codziennie grają po 2 lub 3 spektakle, dają pracę setkom ludzi i mają tysiące wiernych widzów.
Młodszy z dwóch teatrów, Och-Teatr od jakiegoś czasu proponuje głównie tzw. teatr środka, czyli bardzo sprawne sztuki komediowe, adaptacje największych klasyków światowej farsy. Taką sztuką jest „Lily” Jacka Popplewella, komedia kryminalna, grana z powodzeniem na europejskich scenach od lat, która właśnie wchodzi na afisz.
Przedstawienie w Ochu gwarantuje bardzo dobrą zabawę. Po pierwsze, dlatego, że to bardzo dobry tekst. Po drugie, dlatego, że reżyserka Krystyna Janda znakomicie rozplanowała sytuacje na scenie (rytm w farsie to podstawa!). Po trzecie, dlatego, że główną rolę gra właśnie Krystyna Janda. I po czwarte, dlatego, że do współpracy zaprosiła wspaniałych aktorów. Na scenie obok Jandy pojawiają się wspaniałe nazwiska: Machalica, Stelmaszyk, Lamparska, Smalara, Damięcki, Krukówna, Daukszewicz i Haniszewski, czyli plejada zdolnych, sprawnych, świetnych technicznie, myślących aktorów. Dzięki temu komedia ma swój rytm i trzyma w napięciu. Konia z rzędem temu, który zgadnie kto zabił!
Królową tego wystawienia jest Krystyna Janda. To mistrzyni sceny! Otoczona uważnymi partnerami z lekkością posuwa akcję komedii do przodu. Zabawna, czasem wzruszająca i bardzo w punkt, bardzo na miejscu. Ale obok Królowej jest jeszcze Księżniczka. Aktorka, która poprzez swoją postać wprowadza na scenę szczególne światło, jasność – mowa tu o Magdalenie Lamparskiej. Już samo wejście Vicki, granej przez Nią bohaterki, to wielkie bum! Nagle na scenie pojawia się radość, młodość, pasja i szczęście. Lamparska doskonale wymyśliła sobie swoją postać. Ma śmiałość, odwagę i rozkosz z grania. Wie, po co jest na scenie i idzie po swoje! A do tego w jakim stylu idzie! Panowie, strzeżcie się, bo to są najpiękniejsze nogi polskiej sceny! Ale te nogi to tylko dodatek do wielkiego talentu tej aktorki.
Magdalenę Lamparską pamiętam jeszcze z czasów Jej debiutu w Teatrze Narodowym, ale moje teatralne serce skradła w znakomitym spektaklu „Hollywood” w reżyserii Michała Siegoczyńskiego. Ten niezwykle zdolny reżyser, koneser ludzkich emocji wydobył z Lamparskiej najlepsze cechy, otworzył Jej serce, uruchomił głowę, ośmielił do przekraczania siebie i zachęcił do emocjonalnych eksploracji. Odnoszę wrażenie, że Siegoczyński nauczył Lamparską-aktorkę marzyć. A jeśli już jesteśmy przy marzeniach, to chciałbym, żeby reżyser powrócił do pracy z tą aktorką, dobrał podobnego do Niej marzyciela, zdolnego wrażliwca z Jej pokolenia, takiego jak chociażby Filip Cembala, i podbił z nimi teatralny świat.
Tymczasem zazdroszczę wszystkim reżyserom, którzy będą z Magdaleną Lamparską pracować, bo ta aktorka oprócz niebanalności i magnetyzmu wnosi do współpracy i procesu tworzenia mądrość, polot i nieposkromioną wyobraźnię. Królowa Janda, Księżniczka Lamparska – „Lily” to ich spektakl!
Źródło: https://www.elleman.pl/artykul/dobra-zabawa-z-zagadka-kryminalna-w-tle-lily-w-och-teatrze-recenzja-200229113153
Tomasz Sobierajski, www.elleman.pl, 29 lutego 2020

——- ——— —————- —————– – ——————————– ——————-

Trup, który śmieszy
Bombardowani ponurymi kryminałami z życia chętnie rozładowujemy napięcia śmiejąc się na jakiejś komedii. Tutaj obecność trupów wcale nie przeszkadza, jeśli się historię opowiada w sposób odpowiednio przemyślany i zaaranżowany. Duet aktorski Janda–Machalica dokonał takiego przeobrażenia sytuacyjnego w farsie „Lily” Jacka Popplewella, że każda kwestia przez nich wymawiana powoduje nieskrępowaną radość. Fakt, że trup przemieszcza się, pojawia się i znika, stanowi tylko niewielką zagadkę w porównaniu z innymi elementami tej kryminalnej zabawy. Kto i dlaczego zabił? – to też nie tworzy wiodącego problemu. Gdy się dowiadujemy wyjaśnienia zagadki rzecz nagle traci wszelką atrakcyjność i musi się szybko skończyć. Jednak wszystko co się zdarza wcześniej jest godne przychylności widzów i składa się na wielki podziw dla umiejętności warsztatowych artystów występujących w przedstawieniu Och-Teatru. Nie dostrzegamy działań reżyserki, która w tym wypadku sama kreuje główną rolę, sprzątaczki w biurze pewnej firmy. Właśnie charakter Lily, niegdysiejszej bliskiej znajomej ważnego komisarza policji granego przez Piotra Machalicę, stanowi główną oś dramaturgiczną spektaklu. Niewyparzony język i brak tzw. kindersztuby u sprzątaczki, która zna różne niedyskrecje dotyczące wszystkich zatrudnionych, jest na tyle atrakcyjny scenicznie, że nieustannie przykuwa uwagę. Krystyna Janda została nawet po przedstawieniu premierowym ucałowana w nogę przez jednego z widzów, którego komedia rozgrzała do czerwoności. Przy okazji warto zauważyć, jak świetnie sobie radzą na scenie wielopokoleniowe aktorskie rody, bo przecież i Piotr Machalica i Mateusz Damięcki, i Grzegorz Daukszewicz stanowią wspaniałą kontynuację rodzinnej tradycji. Zresztą dyrektorka Teatru Polonia występująca na scenie Och-Teatru także jest w sytuacji rodzinnej. Może to również jeden z filarów teatralnego sukcesu.
Źródło: http://maestro.net.pl/index.php/9032-trup-ktory-smieszy
Joanna Tumiłowicz, www.maestro.net.pl, 27 lutego 2020
—————— ————– —————————- — ———————-

„Lily” w Och-Teatrze w Warszawie. Krystyna Janda rozstawia po kątach

„Lily”, według sztuki mało znanego w Polsce Jacka Popplewella, ma Herkulesa Poirota w podomce i chustce na głowie (kostiumy Tomasza Ossolińskiego). Tytułowa bohaterka, grana przez Krystynę Jandę – kolejny raz reżyserkę i aktorkę w jednym – jest sprzątaczką. Znajduje ciało swojego zamordowanego szefa Richarda Marshalla (Krzysztof Stelmaszyk na zmianę z Mirosławem Haniszewskim). Zgłasza sprawę policji. Czekają na nią dwie wiadomości, dobra i zła. Dobra (przynajmniej dla niej) – badający sprawę inspektor Baxter (Piotr Machalica) jest jej znajomym sprzed lat. Zła – mężczyzna z nożem wbitym w plecy znika.
Kto ma związek z przemieszczającym się, jak u Alfreda Hitchcocka, trupem? Czy maczała w tym palce jego żona, Claire Marshall (Agnieszka Krukówna), skrywająca się za ciemnymi okularami femme fatale, flirtująca z przystojnym księgowym Robertem Westerbym (Mateusz Damięcki)? A może nagabywana przez szefa roześmiana maszynistka Vickie Reynolds (Magdalena Lamparska)? Sekretarki Marian Selby (Magdalena Smalara) i młodego detektywa Goddarda (Grzegorz Daukszewicz) prawie nikt nie podejrzewa. Ona zawsze była zapatrzona w Marshalla jak w obrazek, a on go nie znał.
Niewylewająca za kołnierz sprzątaczka wcina się w każde zdanie i rozstawia detektywów po kątach. Sprawy się komplikują, a poszlaki przyjmują rozmiary guzika w kształcie muszelki. Lily Piper zakasa rękawy i zaczyna własne śledztwo, mimo że nikt jej o to nie prosił.
W prostej inscenizacji (na scenografię autorstwa zmarłego Macieja Marii Putowskiego składają się nowoczesne, przeźroczyste meble, kilka srebrnych drzwi i prowizoryczne biuro) za przerywniki służy wpadający w ucho motyw fortepianowy. Królowa ceremonii, gagów, jest jedna. Janda zagrywa się na potęgę, robi z bohaterki uosobienie wszelkich stereotypów. Potrafi to doskonale, udowadniała nie raz . W podobne farsowe tony uderza m.in. jako Florence Foster Jenkins w „Boskiej!”. W nowej roli idzie dalej. Jest totalna – wulgarna, trochę prostacka, irytująca i śmieszna. Z Piotrem Machalicą, wyglądającym jak z trącącego myszką kina śledczego, tworzą duet idealny od czasów występów w Teatrze Powszechnym. Tutaj są komediowym samograjem, wymyślonym według klasycznej zasady skrajnych przeciwieństw.
„Lily” ma dobrze wygrane typy postaci (abstrakcyjny taniec Matusza Damięckiego, zawodzenie Magdaleny Smalary!) i pędzące, jak na farsę przystało, tempo. Oczywiście, że pełno tu zgranych gatunkowo schematów. Ale choć intryga zostaje rozwiązana zbyt szybko, a historii czasem brak dreszczyku – bardziej zdecydowanego kierowania podejrzeń na każdego z bohaterów – to summa summarum jest się z czego cieszyć. „Lily” nie tylko nie rani oczu ani uszu, jest wartą śmiechu rozrywką. To solidna teatralna układanka, w której pasują do siebie najważniejsze puzzle.
Krystyna Janda podkreślała w „Rezerwacji”, że od lat (jej najstarszy teatr, Polonia, obchodzi w tym roku 15-lecie) walczy z elitarnością. Po raz pierwszy nie dostała dofinansowania na spektakle na ulicy, za darmo, dla każdego. Trudno to skomentować. Lily znalazłaby jakieś siarczyste przekleństwo.
Źródło: https://kultura.onet.pl/teatr/lily-w-och-teatrze-recenzja-spektaklu-krystyny-jandy/c0957tw
Dawid Dudko, www.kultura.onet.pl, 26 lutego 2020
————– —————— —————— ————————- —— —–

Genialna Krystyna Janda jako Lily w Och-Teatrze
Jeszcze kilka dni temu umierałem z bólu, w domu. Ale stał się cud. Zmartwychwstałem. Po dwóch dniach. Dziś umierałem powtórnie, w Och-Teatrze. Ale ze śmiechu. Przez dwie godziny patrząc na genialną Super Star KRYSTYNĘ JANDĘ i jej Lily. 100 lat się tak nie śmiałem. Cóż to za geniusz na scenie i w życiu. Siedząca obok mnie prof. Anna Kuligowska-Korzeniewska myślała zapewne, że się zgrywam. Zalewałem się prawdziwymi łzami tak, jak prawdziwe jest życie. Krystyna Janda zachwyca prawdą przeżycia w sztuce Jacka Popplewella „Lily” („Busybody”). W tłumaczeniu Elżbiety Woźniak, w reżyserii Krystyny Jandy z jej udziałem oraz Magdaleny Lamparskiej, Agnieszki Krukówny, Magdaleny Smalary, Mateusza Damięckiego, który wyrósł na aktora pierwszej gildy, Grzegorza Daukszewicza – cudownego i niepowtarzalnego, Mirosława Haniszewskiego i Piotra Machalicy. Na tle wspaniałej muzyki i w scenografii zmarłego Macieja Marii Putowskiego. Dziękuję też Krysiu, nie tylko za Lily, ale i za Callas, „Boską”, „Białą bluzkę”, „Shirley Valentine”, „Danutę W.” i „Zapiski z wygnania”. A szczególnie za Twój silny kręgosłup, piętnujący kłamstwo, obłudę i fałsz. Organizujesz protesty kobiet. Jesteś wielka!!! Ja stary i niewiele mogę Ci pomóc, ale jestem z Tobą. Kocham Cię i dziękuję, chyląc siwą głowę przed Tobą.
Witold Sadowy, www.e-teatr.pl, 26 lutego 2020
——————— ————————– ————- ——————–
Na kłopoty „Lily”
Tytułowe stwierdzenie wystarczy za całą rekomendację spektaklu w Och-Teatrze. Kolejna farsa w reżyserii Jandy na warszawskiej scenie na Ochocie pokazuje, że aktorka ma wciąż niesłabnący twórczy potencjał, energię i własny pomysł na wystawianie lekkiej komedii w teatrze. Jak sama przyznała w rozmowie dla Onetu, koledzy są w tym przedstawieniu obsadzeni „po warunkach”. Kluczowe okazało się także wybranie dobrego tekstu Jacka Popplewella. To także zasługa tłumaczenia często współpracującej z teatrem Elżbiety Woźniak.
Janda niepodzielnie króluje na scenie. Gra jednocześnie lekko i naturalnie. Postać tytułowej Lily, sprytnej sprzątaczki i kobiety z przeszłością, w sekundę budzi sympatię, zrozumienie i podziw dla jej dystansu wobec rzeczywistości. Janda lubi, rozumie Lily i dobrze się z nią czuje na scenie. Tempo gry aktorki narzuca podobną gotowość pozostałym. Piotr Machalica, jako inspektor policji, podąża śladem swojej koleżanki z dawnych lat. Powolny w ruchach, z nasilającą się infekcją, a do tego jeszcze w okropnym kapeluszu, ma podwójnie trudne zadanie. Jako aktor i jako postać. Machalica z całym scenicznym doświadczeniem, charyzmą i umiejętnością czarowania widza swoim głębokim głosem musi mieć także cały czas z tyłu głowy świadomość tego, z kim gra. Wie dobrze, że jeśli nie dotrzyma kroku na scenie Krystynie Jandzie, to polegnie. Tempo dialogów w tym przedstawieniu jest bowiem chwilami szalone, wręcz na granicy ryzyka.
Intryga poprowadzona jest przez autora bardzo misternie. Tak zwane ”twisty”, czyli „zmyłki” podwójne a chwilami potrójne, usypiają czujność widza. Ale nigdy Lily. Inspektor z narastającą irytacją powoli ulega jej presji i narzucanej mu metodzie śledczej. Dość zwariowanej i ekstrawaganckiej, ale zadziwiająco skutecznej. Bardzo dobrze zagrany jest epizod żony „ofiary”- Agnieszki Krukówny jako Pani Marshall. Delikatna, wyciszona, ale wyrazista i elegancka w każdym calu, sugestywnie kreśli swoją postać na scenie. Obłędnie zgrabna Magdalena Lamparska wpada na scenę jak huragan, niestety potem tempo jej gry słabnie. Zabawna Magda Smalara – asystentka zakochana w swoim szefie – i jej przełożony Marshall (oszczędny i jak zawsze precyzyjny Krzysztof Stelmaszczyk) potrafią w delikatny, prawie niezauważalny sposób pokazać całość ich złożonej relacji. W pracy i w życiu. Mateusz Damięcki i Grzegorz Daukszewicz to dwaj pełni temperamentu „mężczyźni sukcesu” – w biznesie i w policji. Damięcki zadziwia sprawnością fizyczną, chwilami nierówny, w finale odzyskuje wigor i świetnie puentuje spektakl. Daukszewicz jako asystent Machalicy, z założenia pozostający w cieniu, wychodzi na pierwszy plan w dobrych scenach z seksowną Magdaleną Lamparską.
Całość przedstawienia ogląda się z przyjemnością. Także dzięki kostiumom Tomasza Ossolińskiego i oszczędnej scenografii Macieja Marii Putowskiego. Po ciężkim, nerwowym dniu poczułam się nagle lekko i przyjemnie. A o to przecież w dobrej rozrywce chodzi. Sprawił to chyba głównie szalony rytm gry. Jest on w farsie bardzo ważny, jeśli nie decydujący. Tego wieczoru tylko Janda do końca dała sobie z nim radę.
Ale to dopiero pierwsze spektakle. Z dnia na dzień to przedstawienie będzie coraz lepsze. Aktorzy swobodniej się w nim poczują i zaczną jeszcze śmielej poruszać się w ramach przyjętej konwencji. Krótko rzecz ujmując – mamy kolejny hit w Och-Teatrze.
Magda Kuydowicz, www.teatrdlawszystkich.eu, 26 lutego 2020
Źródło: https://teatrdlawszystkich.eu/na-klopoty-lily/?fbclid=IwAR3vnOITRa5-zCcZHfEckcUmREDlZselmZU718t7HprIvk-bDw44i3vUx-g

——————– —————- ——————- —————– ——————
Lily
Przyznam się ze wstydem, że już pod koniec śledzenie istotnie skomplikowanej sieci zależności, które doprowadziły do jakby podwójnej zbrodni, nieco mnie zdezorientowało. Nie zdradzę jednak kto zabił, choć w recenzji sztuki kryminalnej byłoby to olśniewającym pomysłem, szczególnie moment po premierze. Pomyślę o tym jak trafię na coś złego.
Lily tymczasem jest spektaklem uroczym, zwiewnym, dowcipnym, niekiedy ten dowcip wychodzi poza ramy brytyjskości z klas wyższych, ale nawet mimo pewnej takiej proletariackości – bawi do łez. A może właśnie dlatego… Krystyna Janda w swoim żywiole, znów w roli mającej problem z alkoholem nieznośnej sprzątaczki Lily, która – choć nieco upierdliwa (excuse le mot) okazuje się – ze swoim chłopskim rozumem i kobiecą logiką – niecenioną pomocą przy rozwiązaniu niełatwej przecież zagadki, trudność jej polega – i to napisać mogę – na niespodziewanym zniknięciu zwłok.
Źródło: https://www.rafalturow.ski/teatr/och-teatr
Rafał Turowski, www.rafalturow.ski, 24 lutego 2020
—————– ———————– ———— ———— — ————— –

© Copyright 2020 Krystyna Janda. All rights reserved.