Właśnie ukazała się druga część Pani „Dzienników”, które od 17 lat pisze na swojej stronie internetowej. Po co Pani pisze?
Nieuprzejme pytanie (śmiech). Myślę, że wynika to z naturalnej potrzeby dzielenia się. Aktorstwo, reżyseria, prowadzenie teatru też jest dzieleniem się z ludźmi – uczuciami przede wszystkim, przemyśleniami, problemmi, tematami. Jeżeli coś mnie porusza, a jest szerszym problemem, piszę o tym. A raczej pisałam, bo teraz, od jakiegoś czasu mi trudniej, czy raczej monotematycznie. Wiele osób mówiło mi, że zaczynali dzień od czytania mojego „Dziennika”.
„Bez przeklinania. To łatwo powiedzieć”, chociaż obie umiemy. Tyle o mnie. A Ona? Zawsze przychodzi przed czasem. Uważa, że jest szybsza niż mail. Twierdzi, że dzieci są w stanie z nami zrobić wszystko, a największą sztuką miłości jest umieć powiedzieć nie. Nie dać i nie pozwolić, bo tak łatwo jest dać i tak łatwo jest pozwolić. Zagrała wiele ról, które można umieścić w encyklopedii ale najważniejszą rzeczą, jaką zrobiła będzie Fundacja. Przekornie mówi, że w materialnym świecie, nie zwraca uwagi w co się ubiera, ponieważ cały czas ogląda newsy albo zagląda do portali społecznościowych, i sprawdza, co takiego się wydarzyło, bo wszyscy czekamy na koniec.
Krystyna Janda założyła teatr z „głodu grania”. Po odejściu z warszawskiego Teatru Powszechnego przez rok żaden z dyrektorów nie zaproponował aktorce etatu u siebie w teatrze – pisze Maciej Łukomski.
Krystyna Janda po ośmiu miesiącach od odejścia z teatru, zaczęła szukać sali, w której mogła by grać spektakle. Po kilku tygodniach okazało się, że wszystkie sale na ewentualny wynajem nadają się do kapitalnego remontu.
W styczniu 2005 roku aktorka razem z mężem Edwardem Kłosińskim zdecydowała się kupić budynek dawnego kina Polonia. W ten sposób powstała rodzinna Fundacja Krystyny Jandy na rzecz Kultury.
Aktorka, aby spełnić swoje marzenia, postawiła wszystko na jedną kartę, sprzedała warszawski dom, pod zastaw innej nieruchomości i zainwestowała swoje i męża oszczędności z trzydziestu lat ich zawodowego życia. Przebudowa i remont dawnego kina trwały kilka miesięcy.
UCZYMY SIĘ ŚMIAĆ Z SIEBIE
Rozmawiał: Jacek Górecki
20 września 2017
Krystyny Jandy przedstawiać nie trzeba. To artystka totalna, która od lat na przemian bawi i wzrusza w swoich dwóch warszawskich teatrach. Ostatnio sięgnęła po tekst Marca Camolettiego i za jego sprawą ponownie wprowadza widzów w inny świat. Świat, w którym zapomina się o codzienności, by na chwilę się pośmiać. I właśnie z okazji premiery Pomocy Domowej porozmawialiśmy z aktorką.
DOROTA WYŻYŃSKA | 25-08-2017 GAZETA WYBORCZA – CO JEST GRANE 24
Jednak na przekór czasom, dla „chwili zapomnienia i przyjemności” na początek nowego sezonu Krystyna Janda przygotowuje w Och-Teatrze w Warszawie premierę komedii Marka Camolettiego „Pomoc domowa”. Zagra tytułową rolę. „To prezent powakacyjny, uśmiech na początek sezonu, potem będzie bardziej poważnie” – tłumaczy szefowa Fundacji Krystyny Jandy na rzecz Kultury i zapowiada następne premiery dwóch warszawskich scen – Polonia i Och, m.in. spektakle o Grzegorzu Przemyku i Marcu ’68.
DOROTA WYŻYŃSKA: Grała pani Najgorszą Śpiewaczkę Świata w „Boskiej” i gospodynię domową, która rozmawia ze ścianą, obierając ziemniaki w „Shirley Valentine”. A teraz zadanie aktorskie jeszcze trudniejsze! Trudno wyobrazić sobie panią jako pomoc domową.
KRYSTYNA JANDA: Mamy ostatnio według mojej oceny nie najweselsze życie i marzyłam o zrobieniu sobie i innym przyjemności, skomponowaniu roli, która dałaby trochę radości i mnie, i publiczności. Ale nie ukrywam, że na razie, na tym etapie prób, męczę się z nią „jak pies w studni”, to trochę nie mój „żąr” – jak mówią Francuzi.
Puls biznesu, 20.07.2017
Kosmetyki kolorowe, własne instytuty urody, fabryka i eksport. Młoda marka doświadczonych branżowych menedżerów rozpycha się na nasyconym rynku
Próby wejścia osób znanych szerokiej publiczności ze swoją marką na różne rynki, w tym kosmetyczny, nie są niczym nowym. Zazwyczaj kwitowane są przez branżowe wygi uśmiechem, a same marki szybko znikają. O tej znawcy mówią jednak w kuluarach z uznaniem: na przeładowanym rynku, na którym są wszyscy globalni gracze i silne lokalne brandy, udało jej się rzeczywiście zaistnieć. A mowa o kosmetycznej marce Janda, stworzonej przez aktorkę Krystynę Jandę i Jarosława Cybulskiego, wieloletniego zarządzającego kosmetycznym gigantem Cederroth Polska, który w swoim portfelu miał m.in. Sorayę i Dermikę.
Dokładnie trzynaście lat temu, 8 czerwca 2004 r. troje artystów: Krystyna Janda, Edward Kłosiński i Maria Seweryn – założyło Fundację Krystyny Jandy na rzecz Kultury. Nie ma co ukrywać, gdyby tak się nie stało, mapa kulturalna Warszawy nie byłaby kompletna. Nie tylko dlatego, że celem Fundacji jest wspieranie i upowszechnianie kultury. To w końcu dwa duże teatry, grające praktycznie codziennie (czasem nawet i dwa razy dziennie), w tej chwili sześćdziesiąt dwa spektakle w repertuarze (już w tym miesiącu dołączą dwa kolejne!), dużo ponad sto premier i niemal dziewięć tysięcy zagranych przedstawień. Setki, jeśli nie tysiące aktorów, reżyserów, choreografów, scenografów, oświetleniowców, słowem – ludzi kultury, dzięki którym każdego roku tak wielu widzów wychodzi z Teatru Polonia i OCH-Teatru w sposób niekłamany szczęśliwszych.
KOBIETA Z ŻELAZA – ROZMOWA Z KRYSTYNĄ JANDĄ
19 maja 2017
Z aktorką Krystyną Jandą dla specjalnego wydania dwutygodnika Viva! Polish Cinema na 70. MFF w Cannes rozmawia Ola Salwa.
Ola Salwa: W 1990 roku, podczas 43. edycji festiwalu w Cannes, zdobyła Pani Złotą Palmę dla najlepszej aktorki za rolę Antoniny Dziwisz w filmie Ryszarda Bugajskiego „Przesłuchanie”. Jak Pani to wspomina?
Krystyna Janda: Nie byłam na to zupełnie przygotowana. Do Cannes przyleciałam na prezentację „Przesłuchania” i wróciłam od razu do Polski. Miałam małe dziecko i siedziałam z nim na wsi. Kilka dni później znalazł mnie na tej wsi w lesie, przedstawiciel producenta i oświadczył, że muszę wrócić do Cannes, że powinnam. Pomyślałam, że może producent – Janusz Morgenstern i reżyser – Ryszard Bugajski chcą jednak, żebym była na zakończeniu festiwalu. Nie przyszło mi do głowy, że mogę dostać nagrodę. Bardzo nie chciałam jechać, to nie był rodzinnie dobry moment, dziecko było malutkie, chwilę później okazało się, że znów jestem w ciąży. Ale uznałam, że mam jednak do wypełnienia obowiązki wobec producenta i polskiego kina i pojechałam. Poza tym ten film, ta rola, były dla mnie naprawdę ważne. Do Cannes dotarłam na dwie godziny przed uroczystością. Rozglądałam się, gdzie na Croisette jest zakład fryzjerski, ale ostatecznie poszłam do hotelu. I… natychmiast zasnęłam. Obudził mnie telefon, że trzeba już iść na galę. Szybko się ubrałam, przeczesałam i pobiegłam do samochodu, który miał mnie zawieźć na czerwony dywan. Powiedziano, że nie mogę tam pójść na piechotę. Wszystko to było dosyć traumatyczne i stresujące. Dodatkowo przywiozłam ze sobą z Polski moje miłe zmęczenie macierzyństwem.
Krystyna Janda – człowiek z teatru
Napisano oraz powiedziano o niej zarówno wiele dobrego, jak i złego. Nie spoczywa na laurach, a codzienną, sumienną pracą wytrąca bezzasadnej krytyce oręż z rąk. Nadano jej rozmaite tytuły, nazywając m.in. najbardziej wpływową kobietą w Polsce, Człowiekiem Wolności w dziedzinie kultury, najlepszą oraz najbardziej popularną aktorką w kraju. Jednak zdaje się, że Krystyna Janda każdego dnia jest laureatką pozamaterialnych plebiscytów tworzonych dla aktorki chyba w sposób najważniejszy, bo bazujący na zaufaniu oraz szacunku, jakim darzy ją publiczność.
Kobieta z żelaza
Ukazujący się dziennik Krystyny Jandy to ewenement na skalę światową. Nikt ze współczesnych artystów nie prowadził tak systematycznie zapisków. Jest w nich „cała Janda”.
Leszek Bugajski
W dziejach polskiego teatru i kina było sporo gwiazd, ale Krystyna Janda jest jedna. Tamte gwiazdy były szanowane, wielbione i kochane, ale ich artystyczne możliwości były z reguły ograniczone: zdobywały widzów albo rolami romantycznymi, albo komediowymi, jednak żadna nie była tak wszechstronna jak Janda. Dla niej – zdaje się – nie ma ograniczeń. Teatr, kino, estrada – wszystko jej jedno. Trzeba zagrać współczesną kobietę, proszę bardzo, trzeba się pokazać w sztuce antycznej czy szekspirowskiej, robi to z sukcesem. Z równym powodzeniem wciela się w najlepszą (Marię Callas), jak i w najgorszą (Florence Jenkins) śpiewaczkę świata