Macieja i Martyny - wszystkiego dobrego
Dziś wieczorem, w Łodzi, w Teatrze Muzycznym gram DANUTĘ W. Od jakiegoś czasu granie tego spektaklu jest dla mnie szczególnym zadaniem i dziwnym teatralnym świętem. Sytuacja polityczna sprawiła, że ma on dziś znaczenie wielokrotnie większe, a każdy wieczór jest absolutnie wyjątkowy. To kolejny raz w moim życiu zawodowym życie dogania teatr i potęguje jego wymowę.
Jutro, we wtorek, w Katowicach w Teatrze Śląskim na festiwalu gramy BOSKĄ!
Za chwilę w Teatrze Polonia, 3 lutego w piątek, premiera spektaklu SPOWIEDŹ CHULIGANA. JESIENIN. Andrzeja Grabowskiego w reżyserii i według pomysłu Krzysztofa Jasińskiego. Ten tydzień to próby generalne i premiera.
W sobotę idę zobaczyć w Teatrze Ateneum spektakl z okazji 50 – lecia pracy zawodowej Magdy Zawadzkiej.
Niedziela i poniedziałek 5,6 luty to Szczecin i tam SHIRLEY VALENTINE. Wtorek 7 luty w Szczecinku DANUTA W. Środa, czwartek 8, 9 luty w Warszawie MARIA CALLAS. LEKCJA ŚPIEWU w Och-Teatrze. Piątek 10 lutego, w Rzeszowie 32 OMDLENIA. W sobotę i niedzielę 11 i 12 w Warszawie, w Och-Teatrze BIAŁA BLUZKA. 13 lutego w poniedziałek nie gram. 14 lutego w Lublinie WEEKEND z R. A potem? I tak dalej.
Pracuję nad szczegółami nowego sezonu i roku w naszych teatrach. Rozmawiam z twórcami, aktorami, dogaduję się. Będzie, mam nadzieję interesująco i dla nas i dla Was. Niedługo podam informacje.
Jestem w ciągłej, nie opuszczającej mnie depresji z powodu wiadomości, które nadchodzą każdego dnia.
Walerego i Radomira - wszystkiego dobrego
Oto wpis Aktora z teatru we Wrocławiu w dyskusji nad wrocławskim Teatrem Polskim. ( wpolityce.pl)
Jak się urodziła taka nienawiść? A może zawsze była?
Jana i Przybysława - wszystkiego dobrego
Mili Państwo, i znów urodziny Danusi Szaflarskiej, której składamy najserdeczniejsze życzenia, wyrazy szacunku i uwielbienia, całe środowisko i widzowie. Najserdeczniejsze Danusiu.
A ja, przy tej wspaniałej okazji pomyślałam o wszystkich aktorach grających i pracujących na emeryturze, ze mną samą włącznie. Jest nas, tych „wybuchowych” pod parą, po sześćdziesiątce, choćby w naszej fundacji bardzo dużo, dzięki niespożytemu temperamentowi, wiedzy, doświadczeniu, radości życia, ciekawości świata i kreatywności, dorobkowi wreszcie, nasze spektakle wyglądają tak jak wyglądają, „sięgamy po gwiazdy” bez wahania i z lekkością, a jednocześnie wszystko ma swoją wartość i ciężar gatunkowy. No i stoi na silnych, potężnych łapach osiągnięć, zawodowstwa, mądrości i pamięci o rzeczach istotnych. Czerpiemy z doświadczenia i pamięci, a każde spotkanie, opowieść, wspomnienie, dowcip, żart, którym się dzielą są bezcenne.
Dni, miesiące, lata mijają, kolejne premiery powstają, a ja wciąż myślę, jak nieuchronnie przeminie ten świat. Rozmawiamy, pytamy, wyciągamy wspomnienia, anegdoty, prostujemy legendy, wciąż nam mało rozmów szczególnie z mistrzami, tymi najstarszymi, i nikt poza nami nie czerpie z tych skarbów, z tych rozmów, prób z dywagacjami i anegdotami, wyjaśnień, i często żałuję że nie ma przy tym kamery czy mikrofonu, bo żal, tak żal, że to przepadnie. Mówiłam już nawet wielokrotnie, że powinniśmy włączyć kamerę i niech mówią, mówią, co chcą i bez ograniczeń, żeby pozostały przynajmniej nagrane wspomnienia, a potem dopiero ktoś to uporządkuje lub zaznaczy tematy. Taki bank wspomnień i katalog z tematami i wspomnieniami, o im współczesnych wielkich, nieobecnych już dzisiaj.
Ze wzruszeniem przypominam sobie, że chciał nakręcić taki monolog – rzekę wspomnień, Cezary Żak ze swoim ukochanym profesorem, aktorem, niezwykle barwnym i niezwykłym artystą, dyrektorem opery i reżyserem Igorem Przegrodzkim, ale kiedy się panowie na to zdecydowali, umówili u Cezarego w domu, Igor przyszedł już splątany, zagubiony, nie pamiętał, gubił się i powtarzał coś w kółko, wreszcie wszyscy się popłakali i napili herbaty. Igor wkrótce potem umarł.
W tej chwili w naszych teatrach grają, po 60 sześćdziesiątce będąc (według Internetu):
ARTUR BARCIŚ, CZESŁAW BOGDAŃSKI, STANISŁAW BRUDNY, STEFAN FRIEDMAN, KRYSTYNA FROELICH, ALEKSANDRA GÓRSKA,
IGNACY GOGOLEWSKI, BARBARA HORAWIANKA, (KRYSTYNA JANDA), JADWIGA JANKOWSKA-CIEŚLAK
ELŻBIETA JAROSIK, EWA KASPRZYK, KRZYSZTOF KIERSZNOWSKI, KRYSTYNA KOŁODZIEJCZYK, WIESŁAW KOMASA, BARBARA KRAFFTÓWNA, LECH ŁOTOCKI, JERZY ŁAPIŃSKI, SYLWESTER MACIEJEWSKI, JAN MAYZEL, PIOTR MACHALICA, KRZYSZTOF MATERNA, WIESŁAWA MAZURKIEWICZ, HELENA NOROWICZ, MARIAN OPANIA, JAN PESZEK, WOJCIECH POKORA, ANDRZEJ PIECZYŃSKI, DOROTA POMYKAŁA, LEONARD PIETRASZAK, KATARZYNA SKOLIMOWSKA, DOROTA STALIŃSKA, LIDIA STANISŁAWSKA, JERZY STUHR, KRYSTYNA TKACZ, JERZY TRELA, MARIA WINIARSKA, GRZEGORZ WARCHOŁ, WIKTOR ZBOROWSKI, BARBARA ZGORZALEWICZ-FRYŹLEWICZ, MICHAŁ BREITENWALD, ELŻBIETA KęPIńSKA, ANDRZEJ GLAZER, JAN JANGA-TOMASZEWSKI, MAŁGORZATA RÓŻNIATOWSKA, KRZYSZTOF GOSZTYŁA, MAGDALENA ZAWADZKA, która nota bene 4 lutego obchodzi 50 lecie pracy artystycznej w Teatrze Ateneum.
Imponująca lista! Czy zdajecie sobie sprawę z tego ile Oni pamiętają, wiedzą, umieją, ile są w stanie jeszcze dokonać! I jeszcze jedno, królami wspomnień i scenicznych wyczynów są Barbara Krafftówna, Wiesława Mazurkiewicz i Ignacy Gogolewski! Ale Basia szczególnie jest niedoceniana i „niedoszacowana” jak to mówią znawcy brylantów. Takiego talentu, takiego dorobku, takiej żywotności, radości z grania, wyobraźni, wszyscy moglibyśmy zazdrościć.
W kulisach naszych teatrów i teatru Polonia i Och-Teatru, wśród obsługi, w biurze i w garderobach są także ludzie już na emeryturze, wiele, wiele im zawdzięczam, ich rzetelności, etyce, wiedzy i pracowitości.
Napisałam to wszystko bo mi żal, upływającego czasu i tego, co zginie i nie zdążymy tego zarejestrować, wykorzystać, nacieszyć się tym i tego nauczyć czy doświadczyć czerpiąc z ich doświadczeń.
Moi Kochani, Droga Danusiu, bo od Twoich urodzin się zaczęło dziś! Wszystkiego dobrego, szacunku i wielkich braw. Żyjcie i pracujcie jak najdłużej. Ukłony.
Henryka i Mariusza - wszystkiego dobrego
Chwalę się, przeczytałam to dziś o świcie, kiedy człowiek jest jeszcze bezbronny i wierzy, że to w całości będzie dobry, miły dzień. Takiego dnia Państwu życzę.
Wszystko zostanie w rodzinie
„Matki i synowie” Terrance’a McNally’ego w reż. Krystyny Jandy w Teatrze Polonia w Warszawie. Pisze Agnieszka Adamska na blogu Rude Rude Girl.
Muszę przyznać, że czekałam na ten spektakl jak na wielkie święto, albo niezwykłe wydarzenie, które być może znacząco wpłynie na moje życie. Nie przesadzam ani trochę. Podkreśliłam tytuł w kalendarzu na czerwono, zupełnie niepotrzebnie, bo termin i godzina wryły mi się w pamięć już dawno. „Matki i synowie” to pierwsza sztuka, w której miałam ujrzeć na własne oczy Krystynę Jandę, moją niedoścignioną mentorkę. I choć doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że moja rola podczas tego wieczoru będzie się ograniczała do zajęcia miejsca na widowni i kontemplowania wydarzeń na scenie, to denerwowałam się tak, jakby czekała mnie audiencja u samej królowej…
Większość z Was kojarzy Krystynę Jandę, jako wspaniałą aktorkę. Ja poznałam ją najpierw jako fantastyczną pisarkę o urzekającej wrażliwości. Pierwszą książkę Jandy, „Moja droga B”, przeczytałam jednym tchem i do dziś jest to jedna z moich ulubionych, a za razem najważniejszych pozycji na półce z literaturą (recenzję taj książki możecie przeczytać tutaj). Od Krystyny Jandy uczyłam się lekkości wyrazu, niewymuszonego humoru, dystansu do siebie, wrażliwości na świat i umiejętności ubierania uczuć w słowa. „Moja droga B” stała się dla mnie drogowskazem, gdy budowałam i kształtowałam swój własny styl. Wiedziałam, że chcę, żeby właśnie w tym kierunku podążał mój blog. Dziś bez wątpienia mogę stwierdzić, że to jak piszę i o czym piszę, jest w dużej mierze jej zasługą.
Oczywiście, wkrótce potem odkryłam Krystynę Jandę – artystkę. Nigdy nie zapomnę emocji, jakie towarzyszyły mi, gdy oglądałam w Teatrze Telewizji „Trzy siostry” Czechowa, w reżyserii Aleksandra Bardiniego. Janda zagrała w tej sztuce u boku tak wybitnych aktorów, jak m.in, Jerzy Kamas, Zbigniew Zapasiewicz, czy Marek Walczewski. Uderzyła mnie powaga i dystynkcja, z jaką młodziutka Krystyna Janda podeszła wtedy do roli Maszy. Na tle doświadczonych artystów zupełnie nie było widać, że aktorka stawiała wtedy dopiero pierwsze kroki na scenie…
Już kiedyś napisałam, że „Janda to wrażliwa pisarka, świetny reżyser, wszechstronna artystka. Szczęście trzeba sobie wypracować – aktorka wierzy w te słowa i konsekwentnie się ich trzyma. Jest autorytetem nie tylko dla ludzi związanych ze światem teatru. Coraz więcej osób znajduje wciąż nowe powody by darzyć ją sympatią i podziwiać (…)”
Mnie Janda ujęła nie tylko ogromnym talentem scenicznym. Zachwyciła mnie jej ogromna empatia, którą widać w każdym z jej felietonów, w każdym z fecebookowych postów, w każdym jej geście. Aktorka od lat bacznie przygląda się wydarzeniom na scenie politycznej i komentuje je z właściwym jej dystansem, ironią, ale także troską. Bo Jandę wyróżnia ta wspaniała cecha, że będąc światowej sławy gwiazdą, pozostała człowiekiem. Mimo wielu przeciwności losu, wciąż znajduje w sobie siłę, by podejmować nowe wyzwania. Kto chciałby ujrzeć tę wielką diwę na scenie, albo doświadczyć jej geniuszu reżyserskiego, ten powinien jak najszybciej odwiedzić Teatr Polonia, albo Och-Teatr – dwie wyjątkowe instytucje kulturalne, które Janda sama założyła. Należę do grona dozgonnych wielbicieli Krystyny Jandy i mój zachwyt wzbudza wszystko, czego ta artystka się dotknie. Spektakl „Matki i synowie” tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że Janda jest w stanie wcielić się w każdą rolę i zawsze robi to fenomenalnie.
#1 Cierpienie matki
Sztuka Terrence’a McNally’ego jest dramatem wielowymiarowym. Na scenie widzimy trójkę bohaterów, każdy z nich zmaga się z własną tragedią… Katharine Gerard odwiedza Michaela, partnera swojego zmarłego syna. Pod pretekstem wręczenia mężczyźnie pamiętnika Andre, pani Gerard odbywa bolesną podróż w przeszłość, mierzy się z prawdą, której unikała przez tak długi czas i poznaje rzeczywistość, do której nie chce i nie potrafi się dostosować… Katharine straciła dziecko – i to na długo przed tym, zanim Andre faktycznie zmarł. Nasza bohaterka czuje, że poniosła sromotną klęskę – chciała wychować syna najlepiej, jak potrafiła, a on uciekł z domu, wplątał się w podejrzane, gejowskie towarzystwo, wreszcie zachorował na AIDS i odszedł w nieludzkich cierpieniach, z dala od rodzinnego domu. Od tych tragicznych wydarzeń minęło sporo czasu, ale dla Katharine ból po stracie syna wciąż jest świeży, a rana w sercu otwarta.
Kobieta pragnie zemsty. Nienawidzi Michaela, bo czuje że zabrał jej najlepsze lata z życia syna. Nie chce słyszeć o środowisku artystycznym, w którym obracał się Andre. Katharine cierpi, bo została na świecie sama – niedługo po śmierci Andre umarł także jej mąż. Człowiek pogrążony w takiej rozpaczy i pustce życzy sobie, żeby cały świat płakał razem z nim… Dlatego ogarnia ją wzburzenie, gdy widzi, że Michael, który przecież deklarował żarliwą miłość do jej syna, teraz wije sobie ciepłe, rodzinne gniazdko w luksusowym apartamencie w Nowym Jorku, z młodszym od siebie mężczyzną, którego nazywa swoim mężem i na dodatek – o zgrozo! – mają dziecko…
Katharine to typowa przedstawicielka małomiasteczkowego myślenia, gdzie czarne jest czarne, białe jest białe, a małżeństwa mogą zawierać tylko osoby odmiennych płci. Pani Gerard nigdy nie akceptowała stylu życia Andre i jego przyjaciół. Przez 15 lat nic się na tym polu nie zmieniło. Widząc Michaela z mężem – Willem, kobieta czuje oburzenie i niedorzeczność całej tej sytuacji. Kto jest w tym związku mężem, a kto żoną? Co powiedzą temu chłopcu, gdy kiedyś zapyta, dlaczego wychowuje go dwóch tatusiów? I czy to nie jest nieprzyzwoite, że podczas kąpieli dotykają go „tam”? Co z niego wyrośnie?! Katharine Gerard nie pasuje do scenerii, w której się znalazła. Nie rozumie tego wszystkiego, co ją otacza i nie chce zrozumieć. Wierzy, że Andre zmienił wyjazd do Nowego Jorku – wcześniej był normalnym, dobrym chłopcem…
Katharine targają sprzeczne emocje. Z jedne strony nie może odżałować śmierci syna i męczą ją wyrzuty sumienia, że nie było jej przy Andre, kiedy trawiła go choroba, z drugiej strony nie przyjmuje do wiadomości, że istnieje inny świat, poza tym światem, który zna, akceptuje i uznaje za normalny. Pani Gerard nienawidzi ludzi, którzy w jej odczuciu zabrali i zabili jej syna, a za razem pragnie zbliżyć się do nich, ogrzać w ich cieple i odszukać wśród nich śladów po swoim dziecku…
#2 Samotność syna
Czy Katharine Gerard była złą matką? Po tym, jak skreśliła Andre, kiedy syn wyznał jej, że jest gejem, moglibyśmy śmiało wydać na nią wyrok: potwór, bezduszna kobieta, dla której bardziej niż szczęście dziecka liczy się opinia otoczenia. Z drugiej jednak strony, łatwo osądzać, kiedy nie jest się w sytuacji naszej bohaterki… Pani Gerard przeszła w życiu ciężką próbę i musiała odrobić trudną lekcję. Tą lekcją jest sztuka tolerancji, którą Katharine zaczęła chyba pojmować po tym, jak odwiedziła dom Michaela – on, Will i ich mały synek, Nick to zupełnie inna definicja rodziny, ale inna nie znaczy mniej szczęśliwa. Związek Michaela z Andre, a potem Michaela z Willem nijak nie pasowały do stereotypu, jaki uparcie tkwił w głowie pani Gerard. Czy jednak rodzice nie powinni choć starać się zrozumieć, poznać, zaakceptować drogę, jaką zdecydowały się iść ich dzieci?
Dla matki Andre, łatwiej niż zrozumieć, było wyrzucić syna z pamięci. Dlatego śmiem twierdzić, że Katharine jest w tej sztuce postacią najbardziej tragiczną… Tej kobiecie oprócz przejmującej pustki po stracie dziecka zostały jeszcze wyrzuty sumienia – przecież w ogóle go nie znała, nie było jej przy najpiękniejszych i najgorszych momentach jego życia. Nie towarzyszyła mu w cierpieniu, nie miała odwagi stanąć twarzą w twarz z chorobą, która go zabiła…
Andre poznajemy ze wspomnień Michaela i Katharine. Był wrażliwym artystą, utalentowanym aktorem, Hamletem swoich czasów. Miał kochającego partnera, oddanych przyjaciół, ale oni przecież nie zastąpili mu rodziców. Może oboje byli zbyt dumni? Katharine – żeby przyznać, że nie rozumiała wyborów syna, Andre – bo do końca udawał, że obojętność matki go nie rusza. Tyle lat zmarnowanych na granie kiepskiej farsy pod tytułem „Nie potrzebujemy siebie nawzajem”. Przykre, kiedy po latach rodzic zdaje sobie sprawę, że ten czas już nie wróci, a to dziecko nigdy już nie dowie się, że było jednak kochane – miłością trudną i pełną sprzeczności, ale jednak była to miłość.
#3 Wszystko zostanie w rodzinie
Krystyna Janda w roli Katharine Gerard gra fenomenalnie. Jej chłodna rezerwa, dystans, ból, jaki możemy dostrzec na twarzy, a także zdławiony płaczem głos, rzucają widzów na kolana. Trudno wyobrazić sobie bardziej autentyczną kreację tej postaci. Janda wciela się w swoją bohaterkę niezwykle przekonująco. Na scenie wyraźnie widać, że aktorka wydobywa z siebie wszystkie emocje, jakie w sztuce targają graną przez nią postacią. Niewielu artystów jest w stanie tak głęboko poruszyć publiczność – Janda z całą stanowczością należy do tego nielicznego grona. Jej zachowanie na scenie trudno momentami odróżnić od rzeczywistości. Gra tak, jakby cierpiała naprawdę…
Jestem również oczarowana Pawłem Ciołkoszem. Przypadła mu niezwykle trudna rola Michaela Portera, człowieka rozdartego pomiędzy przeszłością, a teraźniejszością, pomiędzy bólem z dawnych lat, a szczęściem, jakie daje mu rodzina. Dotąd widziałam tego aktora jedynie na ekranie telewizora, w serialu, w którym nie miał możliwości zaprezentować swojej charyzmy i talentu scenicznego. W roli Michaela podbił moje serce.
Nie ukrywam, że wybrałam się na tę sztukę również ze względu na sympatię, jaką darzę Antoniego Pawlickiego. Aktor w roli Willa wypadł trochę bezbarwnie, ale z drugiej strony, postać, w jaką się wcielił nie umożliwiła mu zaprezentowania widzom ekspresji, jaką możemy pamiętać z jego innych kreacji aktorskich. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że Pawlicki pozostawił po sobie pewien niedosyt… Cóż, nie zostaje mi nic innego, jak wybrać się do Teatru Polonia na sztukę, w której mój ulubiony aktor zagra pierwsze skrzypce.
„Matki i synowie” to wspaniała sztuka, która w dosadny sposób pokazuje, do czego może doprowadzić skrajny upór i brak tolerancji. Dramat Terrence’a McNally’ego opowiada też o przepaści pokoleniowej, jaka podzieliła matkę i syna… Śledząc fabułę sztuki, momentami nie kryłam przerażenia. Wychowałam się w ciepłym, pełnym miłości domu, w którym oczywisty fundament stanowiły akceptacja i zrozumienie. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie piekła, przez jakie muszą przechodzić rodziny, w których nie ma dialogu i życzliwości. Niech ten spektakl będzie przestrogą, co może się stać, gdy przestaniemy ze sobą rozmawiać…
„Wszystko zostanie w rodzinie”
Agnieszka Adamska
www.agnieszkamalgorzata.blogspot.com
Link do źródła
18-01-2017
Antoniego i Rocisława - wszystkiego dobrego
Wczoraj dzień 7 urodzin Och-Teatru. 7 rocznica powstania tej sceny. Podziękowaniom, życzeniom, zaklęciom na przyszłość nie było końca. Zagraliśmy także w prezencie dla Widzów, uwielbiany przez publiczność MAYDAY. Dla tych, którzy mieli cierpliwość stać po darmowe wejściówki.
Mamy ciekawe plany na ten rok – trzy nowe produkcje. Zaczniemy od DOBREGO WOJAKA SZWEJKA w reżyserii i adaptacji Andrzeja Domalika. Próby rozpoczynają się w końcu lutego a premiera planowana jest na początek maja. W roli Szwejka wystąpi Zbyszek Zamachowski.
Serdecznie Państwa pozdrawiam, wciąż dziękuję za partnerstwo dla Fundacji – utrzymujemy się ze sprzedaży biletów.
Wszystkiego dobrego dla Was i dla nas tym samym.
Zamieszczam zdjęcia z wczorajszego spektaklu autorstwa Kasi Chmury-Cegiełkowskiej.
Na zdjęciach:
MARY SMITH – Monika Fronczek
BARBARA SMITH – Małgorzata Klara
JOHN SMITH – Rafał Rutkowski
INSPEKTOR TROUGHTON – Maciej Wierzbicki
STANLEY GARDNER – Artur Barciś
INSPEKTOR PORTERHOUSE – Adam Krawczuk
BOBBY FRANKLYN – Stefan Friedmann
REPORTER – Michał Breitenwald
Pawła i Izydora - wszystkiego dobrego
Właśnie wyszłam z kina po POWIDOKACH. Wspaniały film. Wspaniałe role. Wielka rola Bogusia. Jak dobrze, że ten film jest wsród nas.
Na zwykłym seansie cisza, jak w grobie i brawa po zakończeniu. Wszyscy wychodziliśmy w milczeniu i każdy tak samotnie. Zostanie pod powiekami i w sercu na zawsze. Jak dobrze.
Benedykta i Arkadiusza - wszystkiego dobrego
Moje ostatnie miesiące, przebiegają pod kilkoma hasłami wiodącymi. Pierwszym jest POLSKA, drugim FUNDACJA W NOWYCH CZASACH, JEJ PROWADZENIE, REPERTUAR, trzecim tematem jest… RAK – CANCER. Z trzema tymi tematami zmagam się nieustanie, lepiej lub gorzej, zależy od zdarzeń, zależnie od dnia. Ale chcę powiedzieć o tym trzecim. W moim otoczeniu jest kilka osób, które zmagają się z tą straszną chorobą. Jestem z nimi, obserwuję, rozmawiam, staram się współtowarzyszyć, uczestniczyć i pomagać. Moje doświadczenia, miedzy innymi dziewięć lat temu związane z chorobą męża, czy później Jurka Stuhra, a teraz kilku przyjaciół, sprawiają, że ten temat jest mi bliski i jakby znany niestety… Z mojego punktu widzenia nastąpił ogromny postęp w leczeniu raka przez te ostatnie lata. Sposób myślenia o tej chorobie, filozofia chorowania, całkowicie się zmieniły i są dużo bardziej pragmatyczne, naturalne. Nie chcę pisać jednoznacznie optymistyczne, bo trzeba być ostrożnym w tej sprawie, ale jednak. Zniknęły cuda, zabobony, zaklęcia, wiara. Jest nadzieja i siła działania a przede wszystkim, pragmatyczne i spokojnie podleganie procedurom stwarzanym przez lekarzy i szpitale. Nowe leki i „koktajle z chemii”, naświetlania, które znosi się lepiej, łatwiej, bez tak traumatycznych objawów ubocznych o skuteczności nieporównywalnej z dawnymi. Wreszcie filozoficzna, światła postawa do życia i śmierci, uśmiech, empatia i „zgoda” na walkę i los. Jak mówi jedna z moich przyjaciółek – jak chory uprze się żyć to i lekarz nie pomoże. Lekarze, szpitale i przede wszystkim stosunek i sposób rozmowy z chorymi, informowanie ich, to się zmienia. Każdego dnia wchodzą nowe programy leczenia, nowe możliwości. Są oczywiście wyznawcy Warszawy, Krakowa czy Śląska, są „gwiazdorzy” wśród lekarzy, profesorów, są fundacje, stowarzyszenia pomagające chorym, są wreszcie dietetycy i diety które jak twierdzi wielu chorych są jedną z podstaw leczenia – tak twierdzi choćby Jurek Stuhr. Oczywiście są dalej szamani i uzdrowiciele, do których zwracają się ci zdeterminowani ostatecznie, słabsi psychicznie czy wierzący w te praktyki. Wielu twierdzi, że one pomagają, ale nigdy nie zmienia to głównego kierunku leczenia zaleconego przez lekarza i szpital. Wsród moich znajomych jest KILKU wyleczonych, kilku prawie wyleczonych i kilka osób w trakcie leczenia Dziś dowiedziałam się o rozpoznaniu tej strasznej choroby u jednego z moich serdecznych przyjaciół i pewnie stąd ten wpis, bo kolejny raz na tę wiadomość umarłam w środku. Ale…
Jest wiele książek, wiedzy dostępnej, ludzi do porozmawiania, organizacji, które mogą przez tę chorobę przeprowadzić. Piszę to po to, żeby wzmocnić nadzieję.
Jana i Wilhelma - wszystkiego dobrego
Szanowni Państwo, za chwilę 7 urodziny Och-Teatru. Burzliwe, choć krótkie są jego dzieje. Po siedmiu latach zmagań, mamy teatr brzydko to nazywając „wyprofilowany”, grający komedie i farsy, na naszym poziomie i warunkach. Mam nadzieję, że nigdy po nic, a zawsze z poczuciem sensu. Dorobiliśmy się bogatego, efektownego repertuaru i naszej wiernej Publiczności.
Stworzyliśmy ten teatr po sukcesie Teatru Polonia, po zaostrzeniu apetytów na bardziej zróżnicowany repertuar i większy rozmach.
Budynek jest wspaniały od strony architektonicznej. Projektował go znakomity architekt – pan Mieczysław Piprek – autor czterech budynków kin warszawskich: kina Stolica, W-Z, 1 Maj i właśnie kina Ochota. Kiedy wynajęliśmy ten budynek, prawie zdewastowany, trzeba było zaczynać od remontu dachu i zrobienia nowej instalacji wodnej i elektrycznej. Budynek był już zapisany wstępnie do rejestru zabytków i w związku z tym, żadne zmiany nie były możliwe. Podyktowało to usytuowanie sceny pośrodku sali, co do dziś wymusza rozwiązania inscenizacyjne i po trosze repertuar, ale za to jest to scena podwójnie wymagająca od reżyserów i aktorów.
Kochamy ten teatr, ja uwielbiam w nim grać – nie nudzę się – jak zwykłam mówić, bo granie śmiechu i zdziwienia na dwie strony, w tym samym momencie, to specjalne zadanie aktorskie, a bliski kontakt z Publicznością jest podwójnie stymulujący.
Otwieraliśmy „Wassą Żeleznową” Gorkiego, a już drugim tytułem była farsa. Uczyliśmy się tej sceny, testowaliśmy jej możliwości przez te lata i tak w zasadzie jest do dzisiaj. Spogląda na tę scenę z apetytem wielu reżyserów: Andrzej Domalik, Jerzy Stuhr, Adam Sajnuk czy Iwan Wyrypajew i chcą tu w najbliższym czasie zrobić spektakle. Aktorzy uwielbiają tu grać.
W tzw. międzyczasie, zrobiliśmy wiele koniecznych remontów. Poprawiliśmy komfort i bezpieczeństwo. Zrobiliśmy profesjonalne garderoby, a nowe fotele „ufundowała” nam publiczność. Scena jest nieźle wyposażona technicznie, z dobrym parkiem świetlnym i niezłymi stołami do dźwięku i światła. Wielu wokalistów, zespołów, uważa że ma fenomenalne możliwości akustyczne.
No cóż, jest to kosztowny budynek… Utrzymanie go codzienne dla teatru, który grałby mniej, lub miał mniej publiczności, byłoby właściwie niemożliwe przy braku pomocy finansowej. Gramy codziennie, nieprzerwanie, w weekendy dwa razy dziennie, a i tak jesteśmy na granicy możliwości. Tak było w zasadzie od początku. Były sztuki, które były na tyle niedochodowe, nie pokrywały kosztów wieczoru, nie mówiąc o kosztach budynku, że musieliśmy je zdjąć, nawet przy niezłej frekwencji. Nic na to nie mogliśmy poradzić, choć za każdym razem płakaliśmy i my, i Publiczność, i aktorzy krokodylimi łzami. Wieczory od początku muszą się tu samofinansować. Dodatkowe pieniądze wkładaliśmy w nowe produkcje i inwestycje w salę, sprzęt i zaplecze.
Jesteśmy tu szczęśliwi, gramy aż iskry lecą i będziemy grać, mam nadzieję, jeszcze długo. Koszty tego teatru determinują repertuar, ale spektakle wesołe, jak to nazywają niektórzy nasi Widzowie, gramy na naszym poziomie i z naszą „manierą” – inną od innych.
Życzcie nam szczęścia, licznej Publiczności i wielu udanych premier. A w tym roku na urodziny, czy z okazji 7 urodzin, dajemy Wam jeden z naszych najzabawniejszych spektakli – ” Mayday” – w prezencie. Dziś rano kasy wydawały bezpłatne wejściówki. Tłum był nieprzytomny! W godzinę nie było ani jednego miejsca i mam nadzieję, że ci którzy dostali się na ten urodzinowy – popołudniowy – spektakl będą zadowoleni.
Wszystkiego dobrego dla Państwa.
Zdjęcia Kasi Chmury– Cegiełkowskiej z dzisiejszego poranka, z momentu wydawania wejściówek.
Spektakle postawione od początku istnienia:
Maksym Gorki, WASSA ŻELEZNOWA, Data premiery: 16 stycznia 2010
Jan Brzechwa, ZIELONE ZOO, Data premiery: 27 lutego 2010
Molier, SZELMOSTWA SKAPENA, Data premiery: 12 września 1996 – 2 lutego 2010 w Och-Teatrze
Maciej Kowalewski, MISS HIV, Data premiery: 26 lutego 2005 – od 2010 w Och-Teatrze
Rujana Jeger, DARKROOM, Data premiery: 15 marca 2006 – od 2010 w Och-Teatrze
Pavel Kohout, WOJNA NA TRZECIM PIĘTRZE, Data premiery: 10 listopada 2006 – 4 lutego 2010 w Och-Teatrze
Michał Walczak, TO NIE JEST KRAJ DLA WIELKICH LUDZI, Data premiery: 4 października 2008 – 1 lutego 2010 w Och-Teatrze
Marie Jones, KAMIENIE W KIESZENIACH, Data premiery: 9 listopada 2009 – 30 stycznia 2010 w Och-Teatrze
Marie Jones, KAMIENIE W KIESZENIACH, Data premiery: 9 listopada 2009 – od 2010 w Och-Teatrze
Michał Walczak, DUCH PIKADORA. POWRÓT LEGENDY, od 2010 w Och-Teatrze
Krystyna Janda, PIOSENKI Z TEATRU, Premiera w 1998 – od 2010 w Och-Teatrze
Denis Diderot, KUBUŚ FATALISTA I JEGO PAN, Data premiery: 27 marca 2010
Agnieszka Osiecka, BIAŁA BLUZKA, Data premiery: 4 czerwca 2010
Jerzy Andrzej Masłowski, ZAŚWIATY CZYLI CZY PIES MA DUSZĘ?, Data premiery: 28 czerwca 2010
Robin Hawdon, WEEKEND Z R., Data premiery: 27 listopada 2010
Teatr Montownia, WSZYSTKO, CO CHCIELIBYŚCIE WIEDZIEĆ O TEATRZE, A BOICIE SIĘ ZAPYTAĆ, Data premiery: 5 grudnia 2010
Jan Wołek, TACY DUZI CHŁOPCY, Data premiery: 14 stycznia 2011
Richard O’Brien, THE ROCKY HORROR SHOW, Data premiery: 1 kwietnia 2011
Stanisław Ignacy Witkiewicz, W MAŁYM DWORKU, Data premiery: 17 czerwca 2011
Matei Visniec, AAA ZATRUDNIMY CLOWNA, Data premiery: 28 października 2011
Ray Cooney, MAYDAY, Data premiery: 18 marca 2012
Michael McKeever, POCZTÓWKI Z EUROPY, Data premiery: 12 maja 2012
Graham Linehan, TRZEBA ZABIĆ STARSZĄ PANIĄ, Data premiery: 8 lipca 2012
Maciej Kowalewski, WĄSY, Data premiery: 20 września 2012
Krzysztof Materna, CZAS NAS UCZY POGODY, Data premiery: 30 grudnia 2012
Aleksander Fredro, ZEMSTA, Data premiery: 14 lutego 2013
Ray Cooney, MAYDAY 2, Data premiery: 28 maja 2013
Kilburg Reedy, PIERWSZA DAMA, Data premiery: 21 września 2013
Jacek Chmielnik, ROMANCA, Data premiery: 19 października 2013
Amy Conroy, ALICJA ♥ ALICJA, Data premiery: 16 listopada 2013
Ray Cooney, PRZEDSTAWIENIE ŚWIĄTECZNE W SZPITALU ŚW. ANDRZEJA, Data premiery: 13 grudnia 2013
Miloš Forman, Jaroslav Papoušek, Ivan Passer, MIŁOŚĆ BLONDYNKI, Data premiery: 24 kwietnia 2014
Szymon Majewski, ONE MĄŻ SHOW, Data premiery: 13 czerwca 2014
Frédéric Sabrou, UWAGA… PUBLICZNOŚĆ!, Data premiery: 5 lipca 2014
Szymon Turkiewicz, współpraca: Magdalena Engelmajer, STOSUNKI PRAWNE, Data premiery: 20 września 2014
Noël Coward, UPADŁE ANIOŁY, Data premiery: 17 grudnia 2014
Henry Lewis, Jonathan Sayer, Henry Shields, PRAPREMIERA DRESZCZOWCA, Data premiery: 5 marca 2015
Eric Chappell, TRUCICIEL, Data premiery: 28 maja 2015
Terrence McNally, MARIA CALLAS. MASTER CLASS, Data premiery: 3 września 2015
SZYMON MAJEWSKI – WIECZÓR fOCHu ODC. 1, Data premiery: styczeń 2016
Czesław Mozil, CZESŁAW – SPOWIEDŹ EMIGRANTA, Data premiery: 9 stycznia 2016
Oleg i Władimir Presniakow, UDAJĄC OFIARĘ, Data premiery: 8 stycznia 2016
Na motywach opowiadania Mikołaja Gogola, NOS, Data premiery: 24 kwietnia 2016
Lewis Carroll, ALICJA PO DRUGIEJ STRONIE LUSTRA, Data premiery: 28 maja 2016 (w Teatrze Polonia)
Igor Sawin, KTO NAS ODWIEDZI, Data premiery: 16 czerwca 2016
Szymon Majewski, Łukasz Sychowicz, Marcin Sońta, CHAMLET, Data premiery: 30 lipca 2016
Richard Harris, LEKCJE STEPOWANIA, Data premiery: 20 grudnia 2016
Seweryna i Teofila - wszystkiego dobrego
Pobyt nad morzem bajka. Prezent i nagroda po ciężkim roku. Odnowa ciała, duszy i nerwów. Wróciłam dalej lekko splątana, ale gotowa do pracy i rozplątywania. Smutna wciąż na temat sytuacji zewnętrznej, ale mojej nici Ariadny nie zgubiłam.
Wszystkiego dobrego. Od wtorku gram nieprzerwanie.
Izydora i Makarego - wszystkiego dobrego
Z Zuzią podróż sentymentalna. Dla niej całe to wybrzeże, Jurata, Chałupy, Hel to tysiące wspomnień i ludzi. Dla mnie wszystko to nowości. Byłam tu raz, dwa, zawsze jak po ogień przy okazji pracy.
Chodzimy i chodzimy, Zuzia opowiada. Każdy dom, każde drzewo, kamień, droga, widok, wywołuje lawinę wspomnień i anegdot. Zaczarowana podróż.
Eugeniusza i Sabiny - wszystkiego dobrego
Mili Państwo, ten czas miedzy Świętami a Nowym Rokiem, to zwykle czas podsumowań i refleksji. Można by długo pisać ale jakoś opanowały mnie szare myśli. Nie chcę Państwu psuć radości jaka powinna towarzyszyć takim chwilom. Załączam więc tylko podsumowanie roku 2016 które powstało w naszej Fundacji i serdecznie Państwa pozdrawiam, życząc dobrego roku 2017. Dla Was, Waszych Rodzin i Przyjaciół.
Życzenia wszelkiego dobra i podziękowania dla naszych Widzów i Przyjaciół naszych teatrów. Szczególne życzenia dla Wszystkich Tych, którzy zmagają się z chorobą, troskami trudnymi do udźwignięcia, samotnych, potrzebujących wsparcia i w jakikolwiek sposób dotkniętych losem lub wykluczonych. Dobrego Roku.
Wszystkim pracownikom i współpracownikom naszej Fundacji kłaniam się nisko i wysyłam najlepsze, najserdeczniejsze myśli i najpiękniejsze podziękowania, za serce i pracę. Bardzo dziękuję.
Kosmy i Damiana - wszystkiego dobrego
Dziś mój ostatni spektakl w tym roku. Gram dopiero 10 stycznia ” Matki i synów”.
W Muzeum Narodowym otworzono na drugim piętrze wspaniałą wystawę Galeria Sztuki Dawnej, europejskie i staropolskie rzemiosło artystyczne, malarstwo i rzeźba od CV do XVIII wieku. Wspaniała.
Umarła Małgosia Szurmiej.Straszne. Teraz każdego właściwie dnia jakaś straszna wiadomość. Jak tu żyć?
Kosmy i Damiana - wszystkiego dobrego
Dionizego i Szczepana - wszystkiego dobrego
Dziś dzień urodzin mojego męża. Gdyby żył miałby 74 lata. 5 stycznia 2017 roku minie 9 rocznica Jego śmierci.
Oto wywiad świąteczny dla telewizji TVN24 w całości, został nakręcony przy okazji próby dla mediów , przed premierą ” Lekcji stepowania”. Tu jego zapis.
Pozdrawiam i raz jeszcze wszystkiego świątecznego bo święta trwają. Dziś już gram , dziś i jutro w Teatrze Polonia. W Och-Teatrze ” Lekcje stepowania”.
Niech Wam będzie życie lekkie a świat spokojny i sprawiedliwy.Czekamy na Nowy Rok.
MARTA KULIGOWSKA: Spotykamy się przy okazji świąt i premiery „Lekcji stepowania” najnowszej sztuki w pani reżyserii. To jest sztuka nie tyle o tańcu, co o tym, na ile taniec może pomagać, leczyć, być terapią. Ja się zastanawiam, czy taka zbiorowa terapia nie przydałaby się teraz Polsce.
KRYSTYNA JANDA: Pewnie tak. Wątpię tylko czy taniec by tu pomógł. Przyjaźń i wzajemne zrozumienie, słuchanie się, na pewno. Rzeczywiście w tym spektaklu na scenie są wszystkie „problemy” ludzkie, które mamy dookoła siebie i o których coraz częściej się mówi. Każda z tych kobiet ma jakiś inny „ból” z którym, nie potrafi sobie dać rady, ze sobą, ze światem i z tym problemem. Przychodzi więc na lekcje tańca.
MK: Co teraz przydałoby się Polsce, patrząc na to co dzieje się na ulicach, co dzieje się za oknem, co dzieje się z nami? Pytam o to Krystynę Jandę „kobietę wolności 25-lecia”.
Dokąd to wszystko zmierza?
KJ: Myślę sobie, że po raz pierwszy w życiu, a kilka dni temu skończyłam 64 lata, mam poczucie, że żyją tu dwa obce sobie narody. Obcy sobie ludzie, inaczej myślący, z zupełnie innymi priorytetami, z zupełnie innymi celami, zupełnie innymi rzeczami, które sprawiają im radość i przyjemność. Zupełnie innymi sposobami, nie tylko myślenia, ale także traktowania świata, ludzi, wszystkiego dookoła. Nigdy wcześniej tego nie widziałam, czy nie zauważyłam. Za komuny, było kilku komuchów, cyniczny nie ideowy aparat represji a po drugiej stronie, my – czyli uciśniony, niewolny naród. Teraz? Są prawdziwi Polacy i my pogardzani i wyzywani przez tamtych. Jesteśmy sobie obcy w jednej rodzinie, przy jednym stole, nawet w jednym łóżku.
MK: A czy Święta są dzisiaj święte?
KJ: Nie, emocje są tak duże, że nie potrafimy „odpuścić”, nie potrafimy pogodzić się, nie potrafimy zrozumieć. Wczoraj wysłuchałam historii małżeństwa, które jest po obu stronach, mają dzieci, dom, wspólne łóżko i całkowicie odmienne poglądy. Pomyślałam, że o tym trzeba napisać sztukę teatralną, zrobić film, oni nie potrafią już porozumieć się ze sobą w ogóle. Nawet na temat dzieci, na temat szkoły, czego te dzieci powinny się uczyć … W obrębie jednego domu wojna, szlaban, niemożność wspólnego życia. Jak może to zrobić ten świat dookoła, ta Polska teraz, ludziom, którzy tak niedawno się kochali, zrobiliby dla siebie wszystko, mają wspólne dzieci…
MK: Może święta to czas pojednania, może zasiądą do wspólnej wigilii?
KJ: To się łatwo mówi. Wśród moich znajomych jest wielu którzy nie jadą na święta do rodziny, bo nie chcą przeżyć tych rozmów, tych konfliktów. Wolą nie spotykać się w tym roku, nie składać sobie życzeń osobiście, niż rozmawiać na temat polityki. Bardzo wielu ludzi robi uniki, wyjeżdżają gdzieś, uciekają, żeby tylko nie spotkać się z najbliższymi i nie musieć się konfrontować. Straszne. Szukają choć trochę spokoju.
MK: Zastanawiam się czym w takim razie dzisiaj jest odwaga? Bo czasy są też takie, że trudno milczeć. Pani nie milczy, zabiera głos. Nawet niewinne Pani wpisy w Internecie stają się manifestem…
K.J: Słyszałam historię o dziewczynie, która owinęła się tęczową flagą i weszła w agresywną demonstrację ONR-u. Zrobiła to 18-latka, weszła zawinięta w tę flagę w sam środek jadu. I podobno wszyscy zgłupieli. To jest odwaga. Protest, desperacki protest. To mi imponuje.
Nikt nie ma pomysłu co dalej z naszymi konfliktami. Z bitwą o Polskę i o nasze przyszłe życie. Trzeba naprawiać, tylko kto teraz miałby to zrobić i w jaki teraz sposób? Sprawy zaszły daleko. Bardzo się wszyscy poróżniliśmy, nawet znienawidziliśmy. Musimy się wszyscy pogodzić, czy chcemy czy nie. Raczej, jakoś ułożyć. Na razie idziemy dwiema drogami, które się dramatycznie rozchodzą, a musimy się gdzieś zejść. A potem nie ujawnić poglądów? Straszne.
MK: A czy to, co się dzieje w Polsce, ma wpływ na publiczność, która przychodzi do teatru?
K.J: Po pierwsze mamy naprawdę dużo widzów i bardzo nas to cieszy. Na wszystkich spektaklach mamy pełne sale. I ludzie dają nam odczuć, że czujemy i myślimy podobnie. Ja sama czuję to najbardziej, kiedy gram „Danutę W.” W trakcie spektaklu widzowie przez dwie godziny oglądają wiele dokumentalnych zdjęć, dokumentalnych filmów dotyczących Solidarności, stanu wojennego, historii współczesnej Polski. I jest kamienna cisza. Pani Danuta Wałęsa w swojej książce, miała odwagę powiedzieć wiele bardzo ważnych, trudnych rzeczy, które teraz ja mówię ze sceny. -„My Polacy jesteśmy narodem marnym, małostkowym, umiemy walczyć ale nie umiemy utrzymać naprawdę wielkich spraw…”. Mam wielokrotnie podczas tego spektaklu, uczucie że po wielu wspomnieniach, zdaniach, słowach, robi się czarna dziura, tak jak się paliła kiedyś taśma filmowa… Robi się jeszcze cięższa czerń i cięższa cisza.
Mówię ze sceny o papieżu Janie Pawle II – „dzięki niemu mamy wolność i każdym dnem, słowem i czynem powinniśmy mu za to dziękować, starać się, żeby było dobrze, bo to on dał nam wolność”. Mówię o pani Annie Walentynowicz, o której Danuta mówi w książce z żalem ale bez niechęci. I mówię o konfliktach, nieporozumieniach, wzajemnych pretensjach, które się pojawiły tuż po strajku, już we wrześniu 80 roku – „Tak było najpierw – walka o wolność… a potem ci sami ludzie, zaczynali się kłócić, mieć do siebie pretensje, żal . Chwilę później.”
MK To takie typowo polskie, nasza cecha a raczej narodowa wada…
K.J: Jak mówię na przykład takie zdanie: „Gdyby ludzie byli tacy dla siebie, jak wtedy w Gdańsku, na Wybrzeżu, to jaki to byłby kraj! Ludzie byli tak dla siebie życzliwi, obcy ludzie przechodzili ulicą i uśmiechali do siebie bez powodu, coś ich połączyło. Solidarność”. Kiedy to mówię, chce się i mnie płakać, po prostu.
Ale muszę też opowiedzieć coś innego. Grałam „Danutę”, kiedy były te ostatnie wydarzenia sejmowe. Zaczęłam o godzinie 19. Ciemna widownia, pełno, milczenie …. I nagle ok. 19:20 ludzie zaczynają zapalać telefony. Ja stoję i w tej czarnej przestrzeni widzę, światła, jeden telefon, drugi, trzeci – pomyślałam – kurcze, coś się dzieje, w Polsce! A oni czytają, wyłączają, włączają czytają, wyłączają. Myślę – cholera coś się dzieje w kraju, a ja tu gram! Wpadłam szybko do garderoby po pierwszym akcie i zobaczyłam – chodźcie pod sejm! Przychodźcie! Ludzie się organizowali, nawoływali. Myślę – jak ja wyjdę do drugiego aktu? No, ale wychodzę, cała sala wróciła, ale mieli bez przerwy telefony otworzone. Włączyły się dodatkowe emocje, przyśpieszyłam, skracałam, żeby już poszli jeśli chcą, jeśli muszą…. To był niesamowity spektakl. Nagle to wszystko zobaczyłam, te dwie historie dawna i aktualna, spotkały się na moich oczach.
MK: U widzów zdarzają się łzy – widziałam. Owacje na stojąco też, chyba zawsze, bo to niezwykły spektakl. Dlatego warto co wieczór wychodzić na scenę?
K.J: Oj warto. Warto rozmawiać z ludźmi w teatrze. Można to robić na swoich, teatralnych zasadach. Jeżeli jest się dobrym aktorem, jeżeli ludzie słuchają, to można ludziom powiedzieć czy opowiedzieć, uświadomić, dużo ważnych rzeczy. W tym zawodzie naprawdę jest jakieś posłannictwo. Nie ma co tu żartować. Pamiętam jak kiedyś zaprotestowałam, kiedy u mnie w Teatrze Polonia reżyser Przemysław Wojcieszek chciał, żeby pozytywny bohater krzyczał: „kocham ćpać”! Powiedziałam: „W moim teatrze żaden pozytywny bohater nie powie: kocham ćpać. Wyrzucam ten tekst. Albo niech to powie postać negatywna. I wtedy Wojcieszek się na mnie zdenerwował i pobiegł na skargę do dziennikarzy. A idź i powiedz, a w moim teatrze ja się na to nie zgadzam. Niby nic, niby zabawne, dla mnie ważne, wszystko jest ważne , ogólna wymowa i każdy szczegół tego, co i jak tu mówimy.
MK: Teatr to misja, ale też odpowiedzialność za ludzi których się zatrudnia. Czy opowiedzenie się Krystyny Jandy po jeden stronie tego polsko – polskiego konfliktu może jakoś negatywnie wpłynąć na sytuację teatru?
KJ: Widzimy co się dzieje dookoła. Zobaczymy, co będzie dalej. Bo wie Pani, zlikwidować, zamknąć teatr, to proste? Tak jak zamknęli w Białymstoku – przyszedł pan strażak i powiedział, że przepisy bezpieczeństwa nie pozwalają i to jest krótka piłka…Dlatego zrobiliśmy nową instalację przeciwpożarową z nowymi atestami. ( śmiech)
No ale póki co gramy i ludzie przychodzą, jest dobrze. Co ciekawe, przychodzą ludzie z obu stron, a raczej dwóch dróg.
MK: Siła rażenia Pani słów jest duża… Wystarczył jeden wpis o czarnym marszu, by zmobilizować kobiety do tego by wyszły na ulice. To zrodziło się szybko, spontanicznie i na niespotykaną skalę…
K.J: Taki był moment. Sytuacja tak nabrzmiała i desperacja pomieszana z upokorzeniem, oburzeniem, poniżeniem, a nie było wyrazistego pomysłu, co z tym zrobić. Takiego prostego, jednoznacznego. Przeczytałam, że był taki protest kobiet, lata temu, skuteczny, (w Islandii – red.) i pomyślałam, a może by tak …? Napisałam o tym, zadałam proste pytanie: „Czy istnieje solidarność kobiet?” I buch! To się stało. W tym momencie zresztą przekonałam się jaka tam w środku jest siła… i emocji i siła organizacyjna. 20 minut później miałam pierwsze znaki o planach tego protestu.
MK: Za kilka dni koniec roku, 2016 już prawie za nami, jaki to był rok dla Pani?
K.J: Pierwsza połowa super. Druga połowa najgorszy czas od dawna. Dla mnie i dla wielu, był to rok okropny. Kiedyś pamiętam, tuż po zmianach 89 roku, mówiliśmy w telewizyjnych akcjach społecznych: Jesteśmy wreszcie we własnym domu… Teraz nie jesteśmy. Odmawia mi ktoś ojczyzny, miana patriotki, Polki, obywatelki, wolnej kobiety, decydującej o swoich poglądach, życiu, ciele, wierze, -wypierd… piszą, wyzywają, szkalują, niezasłużenie i bezkarnie. Nienawidzą, tak czuję niestety, jest mi teraz często źle tu i smutno. Nie wiedziałam, że ludzie potrafią tak nienawidzić. Koło mnie przechodzi ktoś i po prostu pluje na mój samochód, bo widzi, że ja z tego samochodu wysiadam… Ja oskarżam tę władzę o to, że ktoś pluje na mój samochód. Dotąd nikt nigdy nie napluł na mój samochód z nienawiści. Oskarżam o to nasze władze. Bo powiedzieli że im wolno, co więcej podjudzili ich.
MK; To był trudny rok dla wszystkich z różnych powodów.
K.J: Jest taka gorycz, która się urodziła. To jest jak zgaga, ale niestety nie ma na to żadnej pastylki.
MK: Rok 2016 też wielka strata dla polskiej kultury i polskiego kina. Odszedł Andrzej Wajda, o którym pani mówi: „stworzył mnie jako człowieka i jako aktorkę”.
KJ: Tak sobie myślę, że gdyby on żył, jeszcze by można zadzwonić, porozmawiać o Tym. Teraz dzwonię do Krysi Zachwatowicz. Strasznie smutne, że go nie ma.
Chciałam wspomnieć jeszcze jedną rzecz, uświadomiłam sobie, że wtedy, gdy go zabierali do szpitala, na cztery dni przed śmiercią, ja byłam tam pod furtką na Żoliborzu. Wcześniej, przed chwilą, rozmawiał ze mną przez telefon i jak zwykle pytał – „Jaki film teraz byś zrobiła? O czym? Wszystkich pytał. A ja powiedziałam: – „Andrzej, chyba czas na trzeciego człowieka”.
MK: A kino się upomina o Krystynę Jandę?
K.J: Nie. Dostaję do ewentualnego grania rzeczy, które mi się nie podobają. Jak już jest coś ciekawego i mi się podoba, to uważają, że jestem za stara. Trzeba coś dla starej napisać. (śmiech)
MK: Jakaś odrobiną optymizmu na przyszły rok? Jakieś życzenie, marzenie, plany które pozwalają z nadzieją patrzeć na 2017 rok? Czego życzy sobie Krystyna Janda?
KJ: Chciałabym, żeby inni chcieli dobrze. Bo jedni uważają, że chcą dobrze, drudzy uważają, że chcą dobrze, ale jest przecież takie „dobrze”, które jest bezwzględne. Jak wzorzec metra w Sevres.
MK: Dobrze dla kogo? Dla siebie czy dla Polski?
K.J: Dla Polski. W ogóle już nie myślę o sobie. Od jakiegoś czasu myślę tylko o Polsce. Budzę się i zasypiam z Polską. Jak wielu, jak wielu, teraz. Ale kiedy myślimy o Polsce, myślimy o sobie przecież także.
MK: To może dobrą puentą naszej rozmowy będzie ostatnie zdanie ze spektaklu „Danuta W.” – „Chciałabym, żeby Polska była szczęśliwa” …
KJ: Jak to grałam wcześniej, to nawet trochę wstydziłam się to mówić, że to niby takie… jak ktoś ostatnio powiedział „ nieeleganckie”, miłość do ojczyzny, to zbyt intymne wyznania. A teraz mówię to wyraźnie i dobitnie, ponieważ zmieniła się sytuacja (…) Napisałam nawet do prezydenta. Bo gdzie jest prezydent? Ratunku! Przecież przysięgał Pan być prezydentem wszystkich Polaków. My potrzebujemy pomocy, ratunku! Napisałam bez wiary i miałam rację.
MK: Odpisał?
KJ: Nie. Przez moment coś udawał. A potem podpisał wszystko, bez chwili wahania i bez refleksji. To wszystko jest jakby ktoś nam pluł w twarz, co ja zrobiłam, dlaczego jestem gorsza, niegodna, zła? Bo myślę inaczej?
Dobrego nadchodzącego roku.
Eugenii i Anastazji - wszystkiego dobrego
Składam Państwu najserdeczniejsze życzenia wszystkiego dobrego z okazji Świąt. Bądzcie szczęśliwi, cokolwiek dla Was to znaczy, bo ostatnio dobitnie zrozumiałam że dla wielu, znaczy to dokładnie odwrotność tego co dla mnie jest szczęściem. Krystyna Janda.
Wiktorii i Sławomiry - wszystkiego dobrego
Uwielbiam wszystkie urządzenia elektroniczne. Uwielbiam wszystkie moje kolejne telefony, laptopy, Ipady, skanery, pamięci przenośne, ładowarki, słuchawki, Internet, strony internetowe, Fbooki, Twittery, Instagramy i cały ten „kram”, powinnam napisać też, kocham prąd. Błogosławieństwo usług całej tej wielkiej zdobyczy ludzkości, w medycynie, przemyśle, nie będę wymieniać dalej, w całym naszym świecie i życiu, jest nie do przecenienia.
Ja zaczęłam przygodę z komputerem 1989 roku, w roku 2000 otworzyłam swoją stronę Internetową i zaczęłam ją stosować w moim życiu zawodowym, chwilę potem zaczęłam pisać dziennik, bo zorientowałam się do jak nieprawdopodobnego narzędzia i jak szybko rozwijającego się „wszechświata” zyskałam dostęp. Pamiętam, jak po moich nocnych samouczących podróżach komputerowych, pewnego dnia zrozumiałam jak to „myśli” i było mi łatwiej. Do dziś używam wszystkich tych urządzeń i korzystam z możliwości intuicyjnie, choć nie wiem dlaczego jak zaznaczę palcem – kopiuj, to wydaje mi się, że tym samym palcem muszę wcisnąć – wklej i dziwię się, że jak na jednym urządzeniu zapamiętam coś w moim palcu jak mi się wydaje, nie mogę tego wkleić po prostu tym samym palcem w innym urządzeniu. Nieważne.
Dziś usłyszałam jak „Państwo” władze, mogą blokować i usuwać strony i treści, które według nich są szkodliwe, zabronione czy niekorzystne i … zmroziło mnie. Dostawca Internetu, ma obowiązek blokować i usuwać to, co według władz jest do zablokowania i usunięcia. Zresztą przedmiotem dyskusji była ta właśnie zasadnicza różnica między zablokowaniem treści a ich usunięciem na zawsze. Jest wiele dyskusji na temat wolności w Internecie, na temat koniecznych blokad czy filtrów broniących dostępu do treści zabronionych i szkodliwych. Tyle, że dotąd granice ustalało prawo. Dotąd były to regulacje prawne lub ograniczenia wprowadzane przez rodziców nieletnich, a teraz? Co będzie teraz?
Oby drzwi do świata i innych, były zawsze szeroko otwarte.
Cmentarze szare i smutne, ale światełka palą się na co drugim grobie. To jest niesamowite.
A teraz pozwolę sobie zamieścić list jaki dostałam, jakby w prezencie urodzinowym i za który, bardzo, bardzo dziękuję i się nim chwalę.
Szanowna Pani Krystyno!
To dla mnie list szczególny, ważny, bo kieruje swoje myśli i słowa do Pani, kogoś kto wniósł w moje życie pewną pasję, ukształtował moją wrażliwość na sztukę oraz nauczył prawdziwego Teatru, w którym mogę usiąść wygodnie na widowni, zapomnieć o szarej rzeczywistości i dać porwać się w odmienny świat, wychodząc z bijącym z wrażenia sercem.
A wszystko zaczęło się od jednego popołudnia spędzonego na spektaklu w Polonii na Marszałkowskiej… Ktoś mógłby powiedzieć, że przedstawienie w Teatrze nie może nic w nas zmienić, bo przecież jest to wymyślona historia, tylko gra, rola wyuczona przez aktora… dla mnie osobiście to coś więcej, to coś znacznie ważniejszego. Każdy spektakl, który miałam zaszczyt do tej pory obejrzeć, czy to w Teatrze Polonia, czy w Och Teatrze (może zabrzmieć to dość przesadnie), ale poniekąd coś wniósł w moje życie, każdy wywołał jakiś impuls zmian, odwagi, zachwytu, czegoś niesamowitego…
Bo gdyby nie „Maria Callas. Master Class” nie zrozumiałabym jak ważna jest sztuka, jak silny może mieć wpływ na życie, a słowa o sztuce, że wybierając ją ten świat staje się piękniejszy, mądrzejszy, lepszy i bogatszy do tej pory stały się dla mnie swoistego rodzaju dewizą. I chyba nigdy wcześniej (aż do momentu tego spektaklu) nie zdawałam sobie sprawy, że obcowanie ze sztuką może uszlachetniać i przerodzić się w pasję, która raz bawi, a raz wzrusza do łez i ta rozmaitość emocji jakie może wywołać w nas sztuka jest najpiękniejszą wartością jaką możemy czerpać z niej. Poza tym wtedy, będąc na widowni Och Teatru, na scenie nie tylko zobaczyłam Jandę, wielką artystkę grającą z ogromną pokorą i autentycznością, ale przede wszystkim człowieka, który nie dość że mnie wzruszył to i uświadomił mi jak ważne jest w życiu dostrzeganie otaczającego mnie piękna i jak to piękno jest ważne. Zobaczyłam człowieka który ma ogromny szacunek dla widza, traktując go jak równego sobie towarzysza, a to jest dla mnie ważne. Dziękuję Pani za to poczucie wspólnoty.
Z kolei gdyby nie „Boska!” nie miałabym, aż takiej odwagi, by móc realnie i z odwagą patrzeć na moje marzenia. W tym spektaklu kreując rolę Florence nauczyła mnie Pani, że warto mieć marzenia i je realizować. Można dążyć do celu z pewnym dystansem i bojaźnią, ale z drugiej strony wytrwale i do końca. Zaczęłam odważniej patrzeć na swoje marzenia i wierzyć że jeśli będę chciała, jeśli będę miała w sobie siłę to mogę je urzeczywistnić. Opowiedziana historia w spektaklu „Ucho, gardło, nóż” mną wstrząsnęła, zrozumiałam że codzienność może przerodzić się w ciągłą walkę, często w walkę z samym sobą, w walkę wewnętrzną. Stało się to dla mnie swoistym protestem, protestem przed złem, okrucieństwem i niesprawiedliwością, która niestety ciągle krąży gdzieś wokół. Ze spektaklu „Matki i synowie” wyszłam z poczuciem jak ważna jest tolerancja, poczucie człowieka, by mógł żyć tak jak chce, a niestety tak często okrutna rzeczywistość nie jest na to gotowa. Historia „Danuty W.” pobudziła we mnie patriotyzm i zmotywowała mnie do nieustannego poznawania historii, a znakomite farsy, które miałam okazję zobaczyć w Ochu „Weekend z R.” oraz „Przedstawienie świąteczne w szpitalu świętego Andrzeja” rozbawiły mnie do łez.
Wiem, że to tylko „malutka” część ról, które do tej pory miałam zaszczyt podziwiać, ale każda z nich jest tak autentyczna, że wywołuje u mnie coś czego nie da się opisać słowami.
Dlatego z wielkim bólem serca liczę kilometry dzielące mnie od Warszawy. Pewnie, że chciałabym częściej móc oglądać spektakle w Polonii czy w Ochu, ale z drugiej strony może dlatego ten czas, ta chwila spędzona na widowni, daje tyle radości i momentów, do których wracam pamięcią jak do najukochańszych wspomnień. Godziny spędzane w pociągach, na dworcach, są w pełni rekompensowane tym co mogę zastać w Teatrze na Marszałkowskiej, czy na Grójeckiej. To coś więcej niż zwykły spektakl… to prawda bijąca ze sceny, niesamowity talent i umiejętność dzielenia się słowem, które coraz częściej trudno jest wyrazić.
Mój podziw dla Pani nie ogranicza się tylko do kreacji jakie Pani tworzy na scenie i na ekranie kina… Krystyna Janda to dla mnie nie tylko aktorka, Pani reżyser, autorka książek, felietonistka, ale człowiek który zawsze staje w obronie prawdy, potrafi dzielić się z innymi tym co może zauroczyć, zaskoczyć, rozweselić, zaniepokoić, (a co najważniejsze dla mnie) śmiało mogę powiedzieć, że jest Pani dla mnie także Nauczycielką… pedagogiem, dzięki któremu zrozumiałam, że należy odkryć co tak naprawdę chce się robić w życiu, uczciwie, z nadzieją, z odwagą, ale i z szacunkiem do innych.
Już od bardzo dawna nosiłam się z zamiarem napisania do Pani tych paru słów, ale zwyczajnie nie śmiałam… lecz teraz w obliczu coraz trudniejszego do zrozumienia świata, chyba trzeba przypominać o takich osobach jak Pani, które swoją pracą, całą sobą są ponad tym wszystkim, bo są prawdziwe, autentyczne, szczere…
Dziękuję Pani za to. Żadne z napisanych słów nie jest wyolbrzymione, to prawda którą czuję i myśli, którymi pragnę się z Panią podzielić.
A na koniec pragnę złożyć Pani życzenia, nie tylko z okazji zbliżających się świąt, ale na każdy dzień roku. Pewnie nie zabrzmi to zbyt oryginalnie, kiedy będę życzyć Pani spokoju, uśmiechu i sił na to wszystko co niesie przyszłość, ale ważne by życzenia były szczere. Jeszcze raz wszystkiego dobrego.
Kłaniam się nisko z wyrazami wielkiego uznania
Pozdrawiam
Natalia Sz.
Zenona i Honoraty - wszystkiego dobrego
Spektakl LEKCJE STEPOWANIA „stoi”. Dziś pierwsza publiczność „za biletami”. Ja już z głową w Świętach i rozmowach o innym spektaklu, planowanym na początek roku 2017.
Zapraszam do Teatru Polonia i Och-Teatru nieustannie, zamieszczam zdjęcia z „Lekcji stepowania” autorstwa Kasi Chmury-Cegiełkowskiej i pozdrawiam.
PS. Podobno na pasterkę idziemy pod sejm.
Bogumiła i Dominika - wszystkiego dobrego
Dziś premiera w Och-Teatrze jakby się nic nie działo. Dziwne jest to życie. Zdumiewające wszystko, irracjonalne. Nie wiadomo, jak się w tym odnaleźć, albo gdzie siebie szukać, bo na JA już nie ma przestrzeni.
Dobrego dnia.
Gracjana i Bogusława - wszystkiego dobrego
Przepraszam, że zajmę sobą przez moment, w ten niespokojny czas, ważny z innych powodów niż takie drobnostki jak urodziny. Ta pomyłka z datą robi zamieszanie, tak więc,urodziłam się w nocy z 18 na 19 grudnia, o godz 2:00 czyli już 19 tego 1952 roku. Czyli tej nocy nadchodzącej skończę 64 rok życia. Trochę się już pożyło. W papierach mam datę urodzin 18 grudnia, bo poród był bardzo trudny, pielęgniarka była zmęczona i nie zauważyła, że zaczął się nowy dzień, wpisała 18 grudnia. Moja mama z wdzięczności za uratowanie mi podobno życia zaproponowała, żeby dzielna pielęgniarka wybrała dla mnie imię. Ta bez namysłu powiedziała - Danusia albo Krysia. Ponieważ Danusia to było imię jakiejś wcześniejszej narzeczonej mojego taty, mama wybrała Krysię. Tyle.
A teraz dziękuję wszystkim Tym , którzy od świtu, podejrzewając że już nie śpię, składają mi życzenia. Bardzo, bardzo dziękuję. I jednocześnie przepraszam ... bo z powodu prób generalnych, pierwszych sal wypełnionych publicznością i całego tego zamieszania nie mogę mieć włączonego telefonu dziś w ciągu dnia, ani nie zdołam odpowiadać na SMSy i emaile. Wybaczcie.
I teraz też wybaczcie, oddalam się, wpadam w Internet bo zaczyna się kolejny niespokojny dzien dla Polski, więc takie drobiazgi jak urodziny tracą znaczenie.
Życzcie mi Kochani moi, życia w spokojnym, wolnym, dostatnim kraju, ojczyźnie ludzi mądrych, otwartych, tolerancyjnych i ...światłych, bo to jednak znaczy trochę co innego niż mądrych. Życzcie mi zdrowia i siły, bo aktorstwo to jest zawód, który można uprawiać długo, a o emeryturze nie marzę. Jednocześnie pozdrawiam wszystkich znakomitych kolegów grających w Teatrze Polonia i w Och-Teatrze, którzy przekroczyli 80 rok życia, a jest ich nie mało, ponad 10 osób albo i więcej, kłaniam się i Wam dziękuję.
Życzcie mi wytrwałości, mądrości i sprzyjających okoliczności, tak to nazwę. I... całuję Was. Szczęśliwego, lekkiego, radosnego życia bez tego koszmaru, który trwa i z którym się zmagamy, z niepokojem patrząc w przyszłość.
Dziękuję.
Olimpii i Łazarza - wszystkiego dobrego
Nieprzespana noc. O 20:00 , kiedy my graliśmy „Danutę W.” ludzie zaczęli się zbierać spontalicznie pod sejmem. Wszystko w obronie demokracji, konstytucji i wolnych mediów. A potem ta noc. Tej nocy dużo się zmieniło. W głowach i sercach. Zamarza ciepło. Tamowana złość kipi. Sala sejmowa okupowana przez opozycję. Część protestujących ciągle pod sejmem. Policja broni wdtępu na ulice otaczające sejm, nie dopuszczają tam nikogo więcej. Co przyniesie nowy dzień? Wszyscy utopieni w telefonach, fbookach, internecie, wiadomościach. Dobrego, niespokojnego na pewno, dnia.
My od rana do nocy w Och-Teatrze. Wieczorem pierwsza próba generalna.