24
Marzec
2005
06:38

Marka i Gabriela - wszystkiego dobrego

NIE ZNAĆ HISTORII TO BYĆ ZAWSZE DZIECKIEM . Cyceron

Nagrywałam wczoraj dużą rozmowę na niedzielę świąteczną z tzw. Aniołem, dla TV Plus. Cóż to za dziwne miejsce. Rodzinna, jakby niezobowiązująca atmosfera, ludzie uśmiechnięci i serdeczni, świąteczni, nie ma ciszy w studio, ale to należy jakby do całości, słychać śmiechy, przywitania, odgłosy pocałunków, serdeczności, dzieci realizatorów przychodzą się witać po nagraniu, ktoś podaje zza kadru kwiaty….Byłam „oszołomiona” i trochę mi się nie chciało stamtąd wychodzić. Przed nagraniem mówią do mnie …nagrywamy 1:1 nic nie będzie montowane, prosimy uważać….ależ bardzo proszę , bardzo proszę….czy chce pani powiedzieć do widzów cos od siebie ? To prosimy. O tu do tej kamery…Pytam ilu ludzi tu pracuje, rozglądają się po sobie….Niedużo…odpowiadają…stałych niedużo, a tak, to, kto ma czas…i się śmieją.

Przyszła wiosna, co mogę potwierdzić po mojej wczorajszej podróży Warszawa- Łódź- Warszawa, ptaki oszołomione a w Łodzi się dowiedziałam, że pod Częstochową znaleziono pod dębami trufle, co jak wiadomo w Polsce jest niemożliwe. Pijacy w Łodzi na targach wyprzedają już ostanie rzeczy zimowe z domów na wódkę a pierwszy całujący się stają na pasach i tamują ruch. Bufetowa poszła do fryzjera zrobić nowa trwałą i przyniosła sztuczne bazie do wazonu, a koty drą się tak na podwórkach, że co chwila ktoś chce wzywać policję, że mordują, aktorki zapominają przyjść do teatru, bo myją okna a niewidomym malarz teatralny maluje laski na świeżą wiosenną biel. Trzeba będzie odświeżyć tatuaże, dobiegło mnie wczoraj na ulicy a potem usłyszałam …na lędzwich…i aż się obejrzałam i zaczęłam szukać oczami znawczyni anatomii. Wiosna, musi tylko jeszcze spaść deszcz żeby wszystko umył, wyszorował, jak szczotką. Wiosna.

No nic, ja znów do Łodzi przez wiosnę a Wam, dobrego dnia. Dołączam anioły, które dostałam od Anioła w prezencie.

Jak w waszych wyobrażeniach wygląda Anioł? Ja się boję ptaków a co za tym idzie piór, skrzydeł, silnych mięśni w skrzydłach i tej skóry, w którą są wbite pióra, dlatego wyobrażenie tradycyjne Anioła mnie zawsze przerażało i napawało wstrętem, Anioł, więc dla mnie od dziecka, to ruch i ciepły podmuch powietrza.

Dobrego wiosennego dnia. Dziś Ostatnia Wieczerza.

23
Marzec
2005
06:02

Feliksa i Pelagii - wszystkiego dobrego

PRZYPRAWĄ POTRAWY JEST GŁOD.Cycero

Marcus Tullius CYCERON ( 106-43 p.n.e.)- czołowy przedstawiciel myśli rzymskiej związanej ze stoicyzmem. Wsławił się jako radca prawny, filozof i retor. Będąc konsulem, wykrył spisek Katyliny w roku 63. Został zamordowany z rozkazu Antoniusza. Znany m.in. ze znakomitych obrończych mów sądowych. Brał czynny udział w polityce, był przeciwnikiem okrucieństwa i zepsucia obyczajów. Wedle niego najwyższe cnoty to opanowanie i rozsądek, dusz wsparta rozumem. Stał się twórcą łacińskiej terminologii w dziedzinie filozofii. Do najbardziej znanych jego dzieł zaliczamy: O powinnościach, powinnościach naturze bogów, Rozmowy tuskulańskie, O państwie, O prawach. ( Marek Niechwiej „Historia filozofii”)

Byliśmy w Gdańsku na uroczystościach przyznania tytułu doktora honoris causa uniwersytetu gdańskiego, dla Andrzeja Wajdy. Za chwilę dwudziesta piąta rocznica porozumień sierpniowych, Wybrzeże, wspominanie okresu kręcenia „ Człowieka z żelaza, obecność nas wszystkich znów w tych miejscach, Andrzeja, Jurka Radziwiłowicza, Krystyny Zachwatowicz, mojego męża Edwarda Kłosińskiego –operatora filmu. Wzruszenia. Wystawa opowiadająca o kolejnych pobytach Andrzeja Wajdy na Wybrzeżu, wspaniała laudacja wygłoszona przez prof. Jerzego Limona, spotkanie z młodzieżą. Wzruszenia.

Laudację autorstwa prof. Limona zamieszczę jak tylko ją dostanę drogą elektroniczną a na razie trochę zdjęć i życzenia dobrego dziś dnia dla Was.

Ja do Łodzi.

LAUDACJA – prof Jerzy Limon.

Magnificencjo Rektorze, Czcigodny, Wielkoduszny i Sławny Senacie, Szlachetni i Jaśnie Oświeceni Panowie, Najłaskawsze Panie, Szlachetny Panie Dziekanie i Wielce Rozumna Wysoka Rado, Dostojni Łaskawcy i Szanowni Goście, i Ty – po trzykroć Czcigodny Doktorze Honoris Causa!

Przywitałem Państwa tak, jak przed czterystu laty robili to aktorzy angielscy, którzy zjeżdżali do Gdańska podczas Jarmarku Dominika i jeszcze za życia Szekspira grali tu jego sztuki, w teatrze, który był pierwszą sceną publiczną na terenie Rzeczpospolitej. Nawiązanie do tej niezwykłej karty w tradycji teatralnej Gdańska jest w mniejszym stopniu retorycznym przywołaniem ornamentalnej stylistyki, jaką aktorzy okraszali swe supliki składane na ręce gdańskich rajców, aniżeli podkreśleniem faktu, iż dzień 21 marca Anno Domini 2005 jest nie tylko świętem Uniwersytetu Gdańskiego lecz również świętem teatru i sztuki w ogóle. Pan Andrzej Wajda dostaje doktorat honoris causa UG. Wszystkie muzy tańczą w niebie a zza kulis niebieskich spoglądają na nas ci wszyscy, którzy przez te czterysta lat tworzyli kulturę miasta, nie bez racji nazywanego perłą w koronie Rzeczpospolitej. W jednej z suplik, jakie aktorzy angielscy pozostawili po sobie w Gdańsku, piszą z wielką wiarą, że ich sztuka, podziwiana przez wielkich i maluczkich, „będzie trwała dopóty dopóki świat będzie istniał w naszej mowie i obyczajach”. Piękne to słowa i warte przypomnienia w epoce, kiedy czas oznacza już nie tylko pieniądz ale i przepływ informacji. A sztuka to przecież rodzaj komunikatu o niezwykłej złożoności, szczególnego przekazu informacji. Właśnie dzięki temu, że jest to komunikat złożony, ma on nadzwyczajną pojemność informacyjną: ma zdolność powiedzieć więcej, niż komunikaty innego typu, nieartystyczne. Dlatego wymaga czasu, zarówno w procesie twórczym jak i w odbiorze. A my daliśmy sobie wmówić, że im szybciej tym lepiej. Konsekwencją tego jest dalsze przekonanie, że im prościej, tym lepiej, stąd kulturowa globalizacja polegająca na uproszczeniu wszelkich komunikatów i ich odczytań. Widzimy to w literaturze, a także w filmie czy teatrze, że o mass-mediach nie wspomnę.

Na szczęście nie wszyscy się z tym godzą i cała twórczość Andrzeja Wajdy – na którą składa się, bagatela, 36 filmów i 52 przedstawienia teatralne – jest głosem sprzeciwu przeciwko kulturze uproszczonej, kalekiej czy ocenzurowanej. Wszystko, co stworzył, jest nie tylko dowodem zaangażowania artysty w dzieje i teraźniejszość własnego kraju, namysłem nad losem człowieka w ogóle, ale i stałym przypominaniem wagi sztuki, która ma ową niezwykłą zdolność przenikania przez – jak to Szekspir nazywa – „ziarna czasu”. „Nic nie oddaje wierniej biegu rzeczy tego świata niźli tragedie i komedie, ukazujące ludzi i ich losy niczym w zwierciadle, w którym każdy może ujrzeć i rozpoznać samego siebie” – napiszą 400 lat temu aktorzy angielscy, prosząc wysoką radę o zgodę na występy w Gdańsku.

Wspomniane w suplice Anglików „mowa i obyczaje” to nic innego jak szeroko rozumiana kultura – słowo, dodam, które w dzisiejszym znaczeniu do angielszczyzny weszło dopiero na początku XIX wieku. W każdym razie, dla artystów sceny, pierwszych zawodowców, którzy do Gdańska trafiali, koniec teatru i kultury w ogóle oznacza koniec świata i to niekoniecznie w sensie metaforycznym. Nawet jeśli zawarte w tym jest przekonanie o nieuchronności owego końca, to jest on oddalany przez wielkich twórców tego świata i jednym z nich jest nasz Czcigodny doktor honoris causa (może jeszcze przez chwilę: doktorant). „Jesteś jednym z ostatnich, którzy trwają w walce o kulturę europejską” – powie Ingmar Bergman z okazji wręczania panu Andrzejowi Wajdzie w 1990 roku w Berlinie honorowej Europejskiej Nagrody Filmowej – Felixa. To, co rozumiemy pod pojęciem „kultura europejska”, to nie tylko kilka tysięcy lat tradycji ale stopień złożoności, wielopiętrowych znaczeń, które owa kultura wraz ze swymi kodami tworzy.

Szanowni Państwo, w laudacjach obowiązuje styl wzniosły, gdzie z rezerwuaru figur i tropów retorycznych, stylistycznych ozdobników, buduje się wypowiedź okolicznościową, ku chwale osoby laudacją uhonorowanej. W wypadku twórczości artystycznej i wielkiego twórcy jest to jednak gorset, by nie powiedzieć kaftan bezpieczeństwa, który jedną rękę wiąże rękawem z napisem sztampa, drugą zaś rękawem z napisem banał. Jak w ciągu parunastu minut można coś oryginalnego powiedzieć o wielkim artyście kina i teatru? O którym pisze się książki i doktoraty? O którym na naszą uroczystość świetne i wnikliwe recenzje napisali znani profesorowie, Janusz Degler, Jan Ciechowicz i Tadeusz Lubelski. Którego sztuka wymyka się jednoznacznym interpretacjom i jak każde wielkie dzieło daje różne odpowiedzi w zależności od stawianych pytań. Powiedzieć bez uproszczeń i poza owym gorsetem tradycji i formalnej poprawności? Jest to zadanie niemożliwe do spełnienia chyba, że laudacja sama w sobie byłaby tekstem artystycznym: ale tylko rzeczywiście wielki poeta potrafiłby w paru słowach oddać fenomen Andrzeja Wajdy. Pozbawiony tych talentów, pozwolę sobie oprzeć się na opiniach moich uczonych kolegów, obficie czerpiąc z ich recenzji wspierających decyzję nadania doktoratu honoris causa Andrzejowi Wajdzie, choć sam wymóg owych recenzji w sprawie tak oczywistej, dowodzi jak bardzo ulegamy formie.

Z opinii profesora Tadeusza Lubelskiego chciałbym przytoczyć fragment szczególnie ważny dla zrozumienia fenomenu twórczości Andrzeja Wajdy. Należy on bowiem niewątpliwie „do tego grona tworzących w czasach Peerelu artystów, którzy – porozumiewając się ze swoimi odbiorcami za pośrednictwem języka ezopowego – uczynili szczególnie wiele dla podtrzymania świadomości, że wolność, którą wówczas dysponowaliśmy, jest ograniczona, że natomiast niezbędna jest i człowiekowi, i społeczności – wolność prawdziwa, że zatem warto wierzyć, iż obecny werdykt historii nie jest ostateczny. Ta ostatnia prawda nie od razu zresztą w dziele Wajdy doszła do głosu. Wcześniej, w utworach okresu Szkoły Polskiej, wystarczyć musiało poczucie tragiczności. Słynny brak dobrego wyjścia z powstańczego kanału, niezapomniany śmiech Cybulskiego nad zapalonymi lampkami ze spirytusem i śmierć jego bohatera na śmietniku – uświadamiały odbiorcom, że w warunkach braku wolności żaden wariant losu nie może być w pełni satysfakcjonujący. Nie mieli racji krytycy Popiołu i diamentu, zarzucający reżyserowi – na fali odbywanej w latach 80. Rewizji dawnych ocen, że – ujawniając omnipotencję sekretarza i bezradność akowca – w gruncie rzeczy utwierdzał odbiorców w oportunizmie. Było inaczej: ten film całą swoją konstrukcją odsłaniał mechanizm życia w Peerelu. A uświadomienie tragizmu działa jak otwarcie oczu”. Od siebie dodam, już jako anglista, że słynną scenę z prześcieradłami dosłownie zacytował z Wajdy współczesny dramaturg angielski Edward Bond, umieszczając ją w kluczowej scenie swojego Leara. Dowodzi to jak wielki był wpływ Mistrza na twórców w innych krajach, co chyba nie zostało jeszcze należycie opisane.

Na inny aspekt twórczości Andrzeja Wajdy zwraca uwagę profesor Janusz Degler: „Andrzej Wajda niemal od początku swej działalności w teatrze konsekwentnie mierzył się z wielkimi arcydziełami. Wzorem wybitnych twórców teatru XX wieku wielekroć do nich powracał, odczytując je na nowo. Czterokrotnie wystawiał Hamleta i Wesele, trzykrotnie Zbrodnię i karę i Biesy. Cztery razy inscenizował Sprawę Dantona Przybyszewskiej. Ponadto każde z tych dzieł miało swoją realizację filmową lub telewizyjną. O odmiennym sposobie odczytania owych utworów decydował przeważnie inny kontekst społeczno-polityczny lub kulturowy. Ale do tego powrotu skłaniała go jednak nie tylko chęć sprawdzenia ich w nowych układach i z wykorzystaniem nowych doświadczeń… Sceniczną interpretacją arcydzieł polskiej i światowej literatury Wajda ożywiał nie tylko uniwersalne i narodowe mity, ale docierał także do archetypów kształtujących zbiorową wyobraźnię i pamięć. To właśnie sprawia, że jest on jednym z najbardziej twórczych reżyserów kontynuujących tradycję romantyzmu w polskiej kulturze”. Profesor Degler podkreśla też szczególne powody, które ma Uniwersytet Gdański, aby przyznać tytuł doktora honoris causa Andrzejowi Wajdzie. Wątek ten rozwija profesor Jan Ciechowicz: „najmocniejszym argumentem na rzecz doktoratu honoris causa Uniwersytetu Gdańskiego dla Andrzeja Wajdy pozostają, oczywiście, związki artysty z Trójmiastem… Na początku, rzecz jasna, był Zbigniew Cybulski… Andrzej Wajda wyreżyserował wtedy dwa przedstawienia teatralne w Teatrze Wybrzeże… Zadebiutował Kapeluszem pełnym deszczu Gazzo (1959)… Pisano, że jest to kapelusz pełen Wajdy, pełen Cybulskiego, pełen talentu… [Później] był pierwszy z czterech Hamletów w inscenizacji Wajdy… w nowym przekładzie Brandstaettera, po raz pierwszy bodaj w Polsce przeczytany przez studium o Hamlecie Wyspiańskiego, bez którego nie byłoby Szekspira współczesnego Jana Kotta… Andrzej Wajda wrócił na Wybrzeże jako reżyser – zarówno teatralny jak i filmowy – w roku 1980… Przyjechał do Gdańska w ostatnich dniach sierpniowego strajku… Próby ze Sprawy Dantona… – dramatu o rewolucji, napisanego przecież w międzywojennym Gdańsku – rozpoczął Wajda we wrześniu 1980 roku. Trwały one zaledwie sześć tygodni. Podczas pierwszych spotkań z inscenizatorem… aktorzy Teatru Wybrzeże nie chcieli nawet słyszeć o tak odległym terminie premiery, do której aż się palili. Proponowali próby po godzinach, dniem i nocą, bez wynagrodzenia. Chcieli przygotować spektakl w ciągu dwóch tygodni. Ostatecznie pokazano Sprawę Dantona w inscenizacji Andrzeja Wajdy, reżyserii Maciej Karpińskiego, scenografii Krystyny Zachwatowicz w budynku Wielkiego Młyna na Rajskiej, dokładnie 9 listopada 1980 roku”. Wszyscy recenzenci podkreślają „gdańskość” obu filmów: Człowieka z marmuru i Człowieka z żelaza, w których obok zawodowych aktorów zagrało wiele osób, które tworzyło gdański sierpień, Solidarność i – później – III RP, z prezydentem Lechem Wałęsą na czele. Jako anegdotę można podać też fakt, iż w Człowieku z żelaza pierwszy w swym życiu kościelny związek małżeński i to przed „prawdziwym” księdzem zawarli Krystyna Janda i Jerzy Radziwiłowicz a sprawa jego ważności do dziś pozostaje niewyjaśniona.

Do słów moich uczonych kolegów mogę jeszcze dodać podziw dla działalności politycznej i społecznej Andrzeja Wajdy, podziw nie bez cienia zazdrości – jeśli idzie o skuteczność zwłaszcza tych ostatnich. Wybudowanie centrum kultury japońskiej w Krakowie było czynem wprost heroicznym i do dziś pochłania dużo czasu i energii Mistrza. Realizując ów projekt, tchnął Andrzej Wajda nadzieję w często łopoczące bezradnie żagle organizacji pozarządowych, skazanych na – jak to Szekspir w nieco innym kontekście ujął – „pychę możnych i bezczelność urzędu”. Wcale nie łatwiejszym przedsięwzięciem jest inicjatywa budowy teatru elżbietańskiego w Gdańsku, którą – jako patron honorowy całego przedsięwzięcia – wspiera od wielu lat, aktywnie biorąc udział w spotkaniach promocyjnych, a także – ostatnio – w obradach sądu międzynarodowego konkursu architektonicznego, który wybrał najlepszy projekt. Nasza ścisła współpraca rozpoczęła się w 1996 roku, kiedy Andrzej Wajda pomógł nam opracować koncepcję artystyczną imprezy promocyjnej w Brukseli, którą prześwietną francuszczyzną poprowadził pan Jerzy Radziwiłowicz, wychodząc na scenę dosłownie z ekranu, na którym wyświetlano fragmenty „Człowieka z żelaza”. To wydarzenie do dzisiaj w Brukseli pamiętają. Wielką też wagę Mistrz przywiązuje do kształcenia młodych twórców filmowych, kierując Szkołą Mistrzowską w Warszawie. Wspomina o tym w swej recenzji profesor Tadeusz Lubelski. Z prywatnej wypowiedzi Mistrza wiem, że szczególną satysfakcję daje mu nauczanie w – jak to nazywa – „filmowym przedszkolu”, gdzie przedszkolakami są uczniowie szkół średnich. Wydaje mi się jednak, że w jakimś sensie – i w różnym oczywiście stopniu – wszyscy jesteśmy Pańskimi uczniami. Uczniami wrażliwości artystycznej, społecznej i politycznej, przenikliwości i ostrości widzenia.

Chciałbym jednak chociaż w niewielkim stopniu odejść od sztywnej formy tradycyjnej laudacji i zakończyć swoje wystąpienie akcentem osobistym, choć jestem przekonany, że dotyczy on całej grupy pokolenia urodzonego i wykształconego po wojnie, które aż do 1989 roku nie miało i nie znało innej ojczyzny od PRL-u. Profesor Janusz Degler w zakończeniu swojej opinii pisze, iż przyznanie tytułu doktora honoris causa Andrzejowi Wajdzie przez Uniwersytet Gdański „to nie tylko wyraz uznania dla jego olbrzymiego dorobku artystycznego i zasług dla polskiej kultury, ale także symboliczna forma podziękowania za to, co mu wszyscy zawdzięczamy”. Chciałbym do tych słów nawiązać i sprecyzować, co ja i – przypuścić można – znaczna część mojego pokolenia zawdzięczamy panu Wajdzie.

Całe życie przyszło mi żyć w kraju, który stale ktoś stara się mi obrzydzić, uczynić wstrętnym. Ja natomiast, urodzony w połowie wieku, chciałem i chcę być z tego kraju dumny, bez popadania w coraz bardziej dziś niedorzeczny nacjonalizm. Dumny z historii i ludzi, którzy ten kraj tworzyli i tworzą. Dumny z ich osiągnięć, które w jakiejś małej cząstce spływałyby i na mnie. Dlatego już w szkole podstawowej, kiedy zaczęto nas uczyć historii, bardzo mnie bolało może nawet nie to, że piórami usłużnych jak zawsze historyków opluwano cały dorobek przedwojennej czy szlacheckiej Polski, lecz poruszał mnie do żywego powtarzany z niejaką dumą fakt, iż w naszych dziejach do boju zawsze ruszaliśmy nie tylko z mniejszą liczebnie siłą ale i gorzej uzbrojeni. Szczególnie to ostatnie było niezrozumiałe. Dlaczego zawsze z maczugami czy pałkami i na dodatek pieszo na zakutych w zbroje konnych rycerzy albo z szablami na czołgi? Dlaczego zawsze zwycięstwo zawdzięczaliśmy Opatrzności, bohaterstwu i poświęceniu, a nie osiągnięciom myśli? Ten niedorozwój techniczny, jaki wyłaniał się z lekcji historii, nadrabiany oczywiście niespotykanym – jak nam mówiono – u innych narodów hartem ducha i walecznością wojów, rycerzy i żołnierzy, znajdował swoją kontynuację w tym, co oferowała powojenna Polska, w świecie przedmiotów, jakże trudnych do zdobycia, ale jakże tandetnych i zacofanych w porównaniu z tym, co miał do zaoferowania Zachód. Ale i tak potrafiłem odczuwać dumę z tego, że samochód Syrenka, startujący w rajdzie Monte Carlo, dojechał do mety. Nieważne było na jakim miejscu, ważne, że polska myśl techniczna sprawiła, iż pojazd ów dojechał. W końcu Marusarz też sobie wystrugał narty, a Janko Muzykant skrzypki. Wydawało się przy tym, że cały świat patrzy na nas i podziwia. Tak jak podziwiał nas za osiągnięcia sportowe, elektryfikację wsi, czy osiągnięcia w produkcji kwasu siarkowego i wydobyciu węgla. W zanadrzu były jeszcze trzy karty atutowe: walet Chopin, król Kopernik i dama Curie-Skłodowska. Dopiero w szkole średniej, kiedy miałem pierwszy kontakt z mediami zachodnimi, słuchałem Wolnej Europy (głównie – przyznaję ze wstydem – ze względu na audycje muzyczne), czytałem przemycane książki i czasopisma wydawane przez Polaków za granicą, dopiero wówczas zrozumiałem, że to, co do tej pory napawało mnie dumą, dla wielu było fałszem, pół-prawdą albo po prostu farsą. Był to zimny prysznic. Z perspektywy wspaniałego, lepszego świata, paryskich kafejek i bistro, gdzie pito tajemniczy napój o nazwie absynt, wyśmiewano to wszystko, z czego do tej pory chciałem być dumny. Pisano inną historię, cieszono się z każdego niepowodzenia, niczym opozycja w dzisiejszych czasach. Kraju, w którym się urodziłem i w którym żyłem, miałem się wstydzić, postrzegać jako urągowisko Europy. Ucieczka z niego stawała się czynem heroicznym, pozostanie – graniczyło z hańbą i konformizmem. Ale z tym nie chciałem się pogodzić i aczkolwiek dostrzegałem wyraźnie opary absurdu, jaki nasz kraj spowijały, to nadal chciałem znaleźć sens życia tutaj, w egzotycznej dla Zachodu krainie dyktatury ciemniaków.

I wówczas – jako kilkunastoletni chłopak – dostrzegłem, że jest dziedzina aktywności człowieka, w której jesteśmy rzeczywiście dostrzegani i podziwiani przez świat. Ową dziedziną była sztuka. I nie w tym rzecz, że jesteśmy narodem szczególnie predestynowanym do twórczości artystycznej, ale los sprawił, że w powojennej Polsce pojawiła się niewielka grupa twórców, zaledwie paru poetów i reżyserów filmowych i teatralnych, których dokonania rozsławiły Polskę na świecie, jako kraj wielkiej sztuki. A wszystko dzięki paru, dosłownie paru ludziom. Jeden z nich siedzi tu, na tej sali. To dzięki niemu nie musiałem się wstydzić. To on sprawił, że jako student odczułem autentyczną dumę, kiedy po raz pierwszy pojechałem do Anglii a tam poznany przypadkowo poeta przywitał mnie słowami: „Jakże się cieszę, że mogę spotkać kogoś, kto pochodzi z kraju Mrożka, Wajdy i Herberta”. Nieco później to w znacznej mierze dzięki filmom Andrzeja Wajdy, „Solidarność” i Gdańsk stały się rozpoznawalne na świecie. To też napawało nas wszystkich dumą: powiedzieć „jestem z Gdańska” wywoływało zawsze błysk zrozumienia a często i podziwu. Był Andrzej Wajda również współtwórcą niezwykłego okresu świetności teatru polskiego. Opowiadał mi znany krytyk angielski, John Elsom, że w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych jeździło się do Polski, by zobaczyć teatr – również w Pańskich realizacjach – na najwyższym poziomie światowym. Wówczas zrozumiałem, że czarny obraz naszej powojennej historii nie do końca jest prawdziwy, przecież i tu było miejsce na osobiste szczęście, a także – pomimo ograniczeń cenzury – na wielką sztukę. Ta sztuka mówiła nie tylko o moim kraju, ale również o mnie, o doświadczeniach wyniesionych z życia w kraju cudacznym, w krainie króla Ubu, którego niesforni poddani co rusz odmawiali udziału w narzuconym scenariuszu. I z tego doświadczenia i przeżycia artystycznego byłem dumny. I za to wszystko, chciałbym Panu, Mistrzu, podziękować.

To dzięki Pańskiej fenomenalnej szczepionce mogłem uodpornić się też na to, że nadal, po kolejnym cudzie nad Wisłą (a może raczej „nad Bałtykiem”?), po uzyskaniu pełnej niepodległości, stale ktoś chce mi mój kraj obrzydzić. Okazuje się, że według nowych „obrzydzaczy” III RP jest dzieckiem narodowej zdrady, zmową służb specjalnych. Nawet „Solidarność” jest dziś opluwana a jej rola w rewolucji ustrojowej – pomniejszana. Haniebne ataki nie oszczędzają jej wielkich przywódców. Nie wątpię jednak, że cały ten bełkotliwy zgiełk przeminie, a pozostanie to, z czego my wszyscy możemy być dumni – wielka sztuka. Podzielam Pańską niezachwianą wiarę z niezwykłą precyzję i przenikliwość widzenia świata przez wybitnych ludzi sztuki. Zauważmy, że w filmie Człowiek z marmuru to Agnieszka, tak świetnie zagrana przez Krystynę Jandę, artystka, młody reżyser filmowy, dochodzi do prawdy o przeszłości. Nie dziennikarz, nie uczony, nie polityk, lecz artystka. Przygotowując się do wspomnianego konkursu architektonicznego na projekt teatru elżbietańskiego w Gdańsku i chcąc poznać ducha miejsca, włoski architekt Renato Rizzi sięgnął po dwa dzieła wybitnych twórców, Guentera Grassa Blaszany bębenek i właśnie Andrzeja Wajdy Człowieka z marmuru; z nich wyczytał więcej, niż z opasłych tomów historyków, socjologów czy publicystów. Dumny jestem, że decyzją Rady Wydziału Filologiczno-Historycznego i Senatu obaj ci artyści są teraz doktorami honoris causa Uniwersytetu Gdańskiego. I chociaż w dzisiejszym świecie medialnego wrzasku, blichtru, tandety i pozoru, wśród porykiwań troglodytów (których wzorcem osobowym i etycznym zdaje się być tak przenikliwie w teatrze telewizji przez Andrzeja Wajdę ukazany Bigda, który idzie), którzy na naszych oczach starają się napisać na nowo historię i stworzyć nowy, kuriozalny ustrój czyli demokrację ciemniaków, głos sztuki jest przygłuszony i często mało słyszalny, to jednak nie wątpię, że to on przetrwa – „dopóki świat będzie istniał w naszej mowie i obyczajach” – a co więcej – przekaże prawdę o tym, jak my sami postrzegamy siebie, naszą przeszłość i teraźniejszość. I za to też, za naukę ostrości widzenia, dziękuję Panu – Mistrzu.

22
Marzec
2005
17:24

Bogusława i Katarzyny - wszystkiego dobrego

Przepraszam za milczenie… mam awarię komputera.

19
Marzec
2005
02:37

Józefa i Bogdana - wszystkiego dobrego

 

KIEDY CI SIĘ ZDAJE, ŻE TWOJE CIERPIENIE JEST NAJWIĘKSZE, ROZEJRZYJ SIĘ WOKÓŁ SIEBIE, A ZMIENISZ ZDANIE. Tytus Lucretius Karus.

Widziałam przypadkowo wczoraj w telewizji rozmowę z posłanką Nowiną-Konopczyną i nie mogę spać. Mam ciarki na plecach i zaczynam się bać. Kiedy zaczyna mówić Narodowa Prawica ja wysiadam z tego pociągu, a raczej wyskakuję, choćby w biegu. Koszmar.

Jakie miejsce wyznaczyć kulturze w konstrukcji europejskiej? Jak zachować rożnorodność kulturalną w zjednoczonej Europie? W jakich warunkach mają szansę rozwijać się twórczość i życie artystyczne w zdominowanej przez nakazy ekonomiczne Europie? To są tematy, nad którymi Pan Renaud Donnedieu de Vabres chciałby się z Państwem zastanowić.

Ten okrągły stół ma być wstępem do Spotkań o Kulturalnym Obliczu Europy, które odbędą się w Paryżu 2 i 3 maja br., pod patronatem Prezydenta Republiki Francuskiej Pana Jacques Chirac, na które spodziewamy się przyjazdu 400 artystów, intelektualistów i ludzi profesjonalnie związanych z kulturą z 25 państw członkowskich Unii Europejskiej. Pierwsze spotkania o tej tematyce odbyły się w listopadzie 2004r. w Berlinie z inicjatywy Kanclerza Schroedera, a następne odbędą się w Budapeszcie w listopadzie 2005 r.

Wczoraj w Ambasadzie Francuskiej, wizytujący Polskę, minister kultury Francji, pytał twórców polskich o zdanie na temat dalszych losów kultury europejskiej i jak pomóc każdemu z krajów zachować tożsamość i odrębność kulturową, bo w tym jest nadzieja na przyszłość a nie w unifikacji. Twórcy się zastanawiali. Takiej prezentacji świetnych nazwisk nie widziałam dawno w jednym pomieszczeniu razem. Ja jak pijana trzymająca się płotu mówiłam wciąż o konieczności promocji młodzieży, choćby według systemu francuskiego. Tam każdy młody twórca, aktor, reżyser, scenograf, muzyk, angażowany do jakiekolwiek przedsięwzięcia zanim upłynie siedem lat, od kiedy jest w zawodzie, dla angażujących go, jest za darmo. Jego (niewysoką zresztą) gażę płaci Ministerstwo Kultury i Sztuki. W związku z tym każdy dyrektor, producent, reżyser, angażuje młodzież z wielką ochotą, bo za młodym przebijajajcym się artystą idą automatycznie pieniądze. Gorzej jest jak po siedmiu latach nie zrobi kariery, musi zmienić zawód. Dużo mówiło się o instytucjach kultury pozarządowych, wciąż ich w Polsce prawie nie ma.

No nic, spędziłam dzień na rozmowach o zachowaniu tożsamości narodowej we wspólnej europejskiej kulturze, ale potem pani Nowina-Konopczyna mnie załatwiła na całego, nazywając każdego, kto w ogóle patrzy w stronę Europy czy podejmuje z nią jakikolwiek dialog w jakiejkolwiek sprawie – zdrajcami.

Świeeecieeee nasz! – jak śpiewał Marek Grechuta…

Mama kupiła jakąś maszynę do pieczenia chleba i pieką z Z. na okrągło jakieś zakalce, które potem zjadą ptaki. Nic im nie wychodzi, ale nie ustają w próbach. Trwa to już z tydzień. Ciekawe kiedy im się znudzi, w każdym razie co rano biegną po świeże bułki do sklepu i z tajemniczymi minami podają nam „te sklepowe” na stół. Dziś podobno ma się odbyć konferencja telefoniczna z jedną panią, co ma taka maszynę od dawna i jej wychodzi pysznego niej coś pysznego. No nic może kiedyś im się uda, bo mi tych obu „piekareczek” już żal. Instrukcja obsługi tej maszyny leży wciąż w kuchni na stole i wygląda już jakby ocalała z powstania. Bardzo to zabawne.

Jędrek prosi żebyśmy w ramach jego prezentu urodzinowego nie poszli na wywiadówkę. Na nasze pytanie, dlaczego, odpowiada, „ bo mnie zdołujecie, dostanę nerwicy i w ogóle przestanę się uczyć.” No nieźle.

Dobrego dnia. Wieczorem „Steinberg” w Teatrze Studio. Teraz kiedy gram tak rzadko, każdy spektakl jest dla mnie stresem i wydarzeniem.

Zamieszczam zdjęcie Krzysztofa Kieślowskiego, bo cały dzień mi chodził po głowie.

Dobrego dnia mieszkańcy Europy.

18
Marzec
2005
08:13

Cyryla i Edwarda - wszystkiego dobrego

 

PRZYJAŹŃ JEST ISTOTĄ WIECZNOŚCI. Tytus Lukretius Karus

Czytałam wczoraj z jakiegoś powodu a trochę też bez powodu, raczej pod pretekstem, monologi Szekspira i znów po raz kolejny uderzył mnie monolog o sztuce i aktorach z „Hamleta”. Słynny monolog Hamleta….w sieć sztuki złowię królewskie sumienie…

Och, jakież ze mnie podłe, tępe bydlę!

Czy to się w głowie mieści: oto aktor

W fikcyjnej scenie, w uczynku na niby

Umiał tak duszę poddać reżyserii,

Że nam pokazał autentyczną bladość,

Oczy łez pełne, łamiący się głos,

Błędne spojrzenie – formy zachowania

Wyrażające zamierzone treści!

A wszystko ot, tak sobie – dla Hekuby!

Cóż mu Hekuba lub, czym on jest dla niej,

Że miałby nad nią szlochać? Cóż by zrobił,

Gdyby miał motyw, bodziec namiętności

Taki jak mój? Zalałby scenę łzami,

Furią perory rozdarł ucho widza,

Winnych przyprawił o obłęd, niewinnych

Zatrwożył, w głowach zamieszał prostaczkom,

Zdumiał siedliska władz słuchu i wzroku.

A ja tymczasem, osowiały gamoń,

Wzdycham bezradnie jak w marudnym śnie

I w swojej sprawie ni palcem nie kiwnę,

Słówka nie pisnę w obronie monarchy,

Którego własność i bez cenne życie

Padły ofiarą zbrodni. Czyż nie jestem

Tchórzem? Dlaczego nikt mi nie zarzuci

W oczy łajdactwa? Po łbie mnie nie zdzieli?

Nie spoliczkuje, w twarz mi nie napluje?

Za nos nie szarpnie? Nie spróbuje kłamstwa

Wtłoczyć mi w gardło aż po szczyty płuc?

Czemu nikt tego nie zrobi? Bo przecież,

Jak mi Bóg miły, musiałbym to przyjąć

Potulnie: widać serce mam zajęcze

Albo gołębią wątrobę, bez żółci,

Z której się bierze gorycz pokrzywdzenia-

Inaczej dawno ścierwem tego łotra

Pasłbym jastrzębie bujające w niebie.

Plugawy nędznik, zdrajca z krwią na rękach,

Zbir bez sumienia sprośny zwyrodnialec!

Och, zemsty!….Ha, naprawdę osioł ze mnie.

Poczynam sobie, że piękniej nie można:

Ja, kochający syn ofiary moru,

Pchany do pomsty przez niebo i piekło,

Na gadaninę rozmieniam trąc serca

Jak byle dziwka, jak niechlujna flądra

Sypiąca przekleństwami! Tfu! Ohyda!

Mózgu mój, wymyśl coś…..Słyszałem przecież,

Z winowajca, gdy siedzi w teatrze,

Bywa niekiedy kunsztem przedstawienia

Tak poruszony, że w przystępie skruchy

Wyznaje zaraz publicznie swe zbrodnie.

Mord może nie mieć języka, lecz nieraz

Odezwie się nadprzyrodzonym głosem.

Każę aktorom w obecności stryja

Odegrać scenę przypominającą

Zabójstwo ojca. Będę obserwował

Stryja, przeniknie go na wskroś. Jeżeli

Zdradzi się choćby drgnieniem – wiem, co robić.

Duch, który mi się zwidział, mógł być diabłem,

A diabeł – prawda- potrafi przybierać

Postać budzącą ufność: i możliwe,

Że wykorzystał mój smutek i słabość

( Nastroje, w których jego moc urasta),

Aby mnie wciągnąć w otchłań. Muszę zdobyć

Pewniejszy dowód. W rozsnutą na scenie

Sieć sztuki złowię królewskie sumienie. ( tłum. Stanisław Barańczak)

Czy to nie najwspanialsze słowa o teatrze? O aktorstwie?

Dobrego dnia. Dziś imieniny mojego męża.

17
Marzec
2005
08:29

Zbigniewa i Partyka - wszystkiego dobrego

 

WOJUJ CHOĆBY MILCZENIEM ALE NIE KŁAMSTWEM. Tytus Lucretius Karus

 

Milczeniem? Walczyć milczeniem? Stosowałam to wiele razy i panie Karus mam wątpliwości…

Komponuję pierwszy sezon artystyczny, planuję kolejne produkcje. Skąd wezmę na to pieniądze nie wiem, ale ile radości i ile nadziei….Myślę o tytułach, tematach, formie, planuję wymarzone obsady, reżyserów ….Zobaczymy. Na razie mamy banalniejsze problemy.

Problem na zdjęciu a dla Was dobrego dnia.

16
Marzec
2005
03:16

Izabeli i Hilarego - wszystkiego dobrego

KŁAMSTWO DŁUGO NIE PRZEMIJA. Tytus Lucretius Karus

Ciężko jest je zdementować. Zasiany fałsz szybko kiełkuje. Podatną dlań glebą jest ludzka próżność. Marek Niechwiej

Piszę listy, listy, listy. „Śledzę procedury”. Dzwonię, a potem słyszę : Czy mogłaby to pani napisać? Opisać? Zwizualizować? Zwizualizować ? Żarty! Zwizualizować to to zrobić! Tworzę projekty na papierze, manifesty, plany repertuarowe, terminowe…pakiety dla ewentualnych sponsorów. Największym dla mnie problemem ze wszystkich jest wymagane przy takich okazjach napisanie życiorysu artystycznego, staję bezradna i opuszczam ręce. Co mam pisać? Co wybrać? Co jest ważne, a co bez znaczenia? Jak mam się przedstawić? Krystyna Janda i co?

Koszmar.

No nic, piszę dalej, szkoda, że nie mogę napisać proszę spojrzeć www.krystynajanda.net – CV i z głowy. Ale nie mogę. No to nic piszę…..

Dobrego dnia.

Zaraz, zaraz….co ja takiego zrobiłam w życiu, zrekapitulujmy….co może o mnie wiedzieć , lub nie wiedzieć taki pan z banku czy firmy jakiejś tam ….no jeśli młody to mam przechlapane! Był pan kiedyś w teatrze na mojej sztuce? Nie? A to szkoda. A w ogóle w teatrze? A…nie ma pan czasu chodzic do teatru? Rozumiem. No to szkoda. Może przybiorę pseudonim – Electric-laser–women? Też nie? No trudno….

Dobrego dnia.

15
Marzec
2005
06:08

Ludwiki i Klemensa - wszystkiego dobrego

NIEKTÓRZY NIE CIESZĄ SIĘ Z ŻYCIA , A BOJĄ SIĘ ŚMIERCI. Tytus Lucretius Karus

 

Wczoraj wieczorem byłam na spektaklu-recitalu Michała Bajora w Teatrze Buffo. Spektaklu w którym Michał „używa” mojego nagranego głosu. Jak powiedział ze sceny był to ostatnia prezentacja tego tutyłu w Warszawie. Sala była wypełniona do ostatniego miejsca, młodzież stała, publiczność zachwycona. Michał ma nieprawdopodobną ilość wielbicieli, wszędzie w Polsce, gdzie by się nie pojawił zapełnia z łatwością wszystkie sale, a ludzie wychodzą z jego recitali szczęśliwi. Jest to prawdziwy fenomen, tym bardziej że Michał jest właściwie nieobecny w mediach, w telewizji prawie zupełnie. Obserwowałam wczoraj z przyjemnością „rozalnieloną” publiczność i specyficzną relację Michała ze swoimi widzami. Na koniec ludzie krzyczeli i domagali się konkretnych piosenek, przypomnienia swoich ulubionych utworów. Imponujące. Gratuluję Michał, zbudowałes ten swój „teatr piosenki” jak go nazywasz, na boku, sam i jest to absolutnie osobna ale jak widać szczęśliwa wyspa na horyzoncie tego co się dzieje. Gratuluję.

Dobrego dnia.

Ponieważ w ostatniej piosence Michał pozwolił publiczności robić zdjęcia, zrobiłam je i ja.

Dobrego dnia.

14
Marzec
2005
09:56

Leona i Matyldy - wszystkiego dobrego

BĘDĄC SOBĄ – BĘDZIESZ SZCZERY. Tytus Lucretius Karus

Tytus Lukretius KARUS ( 98-55 p.n.e.) – Filozof i poeta, autor sześciotomowego dzieła „O naturze wszechrzeczy”. Zwolennik filozofii atomistycznej, podobnie jak Demokryt. Przejął sposób na życie zaczerpnięty od Epikura. Zwalczał zbędny, jego zdaniem, strach przed śmiercią. Dusza ( materialna) umiera wraz z ciałem. Człowiek sam sobie jest bogiem, panem losu. Kształtuje rzeczywistość poprzez rozum i wolę. Godność ludzka zawiera siew filozofii, która stanowi najwyższy wytwór człowieka. „Historia Filozofii w sentencjach” Marek Niechwiej

Bądź sobą! Tę maksymę przyjęłam jako własną dawno, u progu dorosłości. W połowie okresu liceum. Będąc uczennicą Liceum Plastycznego, spotkałam się tam z tyloma indywidualnościami i wsród profesorów i wśród uczniów, z tak wieloma zachwycającymi, urzekającymi mnie ideami i plastycznymi, i stylistycznymi i życiowymi, że przez pierwsze lata oglądałam, słuchałam, chłonęłam, zachłystywałam się wyobraźnią, odwagą, pomysłami innych i… zaczęłam mieć kompleksy, że nie umiem, że mniej rozumiem, że nie nadążam, że jestem mniej kreatywna, zbyt pospolita, zbyt zwyczajna, mam za małą i banalną wyobraźnię, jestem za mało „szalona” Pamiętam że „cierpiałam” że było to mój problem. A potem pewnego dnia, gdzieś tak w połowie trzeciej klasy zrozumiałam po pierwsze, że takich rzeczy nie można się nauczyć, nie można robić na siłę, wynikają one z naturalnej potrzeby i albo są albo ich nie ma, zaczęłam patrzeć na siebie, swój świat wyobraźni, skojarzeń spokojniej i przychylniej, na swoje malarstwo, rysunki, pomysły, a potem pewnego dnia postanowiłam być zwyczajnie sobą, w pełni świadomie, z ulgą, a potem tuż zaraz już i z rodzącą się przyjemnością. Kiedy kończyłam liceum byłam ze sobą pogodzona, nic nie udawałam, prostota i własne zdanie, zaufanie i poleganie na sobie, było moją dewizą i tak w takim stanei ducha poszłam paradoksalnie na egzamin do szkoły teatralnej, „szkoły udawania”. Przeszłam całe studia, początki zawodowe wyznając tę dewizę, a potem zdobyłam technikę i już świadomie kiedy chciałam mogłam być kimś innym, jeśli to było potrzebne zawodowo, ale zawsze „wychodziłam” od „siebie”. Prywatnie trzymam się tej zasady kurczowo, pazurami, i dzięki temu z najtrudniejszych sytuacji wychodzę zwycięsko, bo nic nie udaję. To wielka ulga i siła nie wstyadzić się być sobą i nie starać się nic udawać. I warunek sine qua non we wszelkich działalniach artystycznych. Zrozumiałam to i doceniłam niezależność z tego płynącą  bardzo, bardzo wcześnie.

Wczorajsze samoorganizujące się uroczystości imieninowe przeszły moje wszelkie oczekiwania, dom był pełen spontanicznie przybywających gości i członków rodziny, od rana do późnej nocy, a ja czuję dla wszystkich wielką wdzięczność. Ściągnęli wczoraj z odruchu serca, tłumnie, bez zastanawiania się i radośnie. Śmialiśmy się tak, że do teraz boli mnie kręgosłup! Od śmiechu! Jestem bardzo wdzięczna.

Dobrego dnia.

13
Marzec
2005
08:31

Bożeny i Krystyny - wszystkiego dobrego

CZEGO NIE ZABRANIA PRAWO, ZABRANIA WSTYD. Seneka Młodszy

Moje drogie Krystyny i Bożeny a także Bożenny! Składam najserdeczniejsze życzenia imieninowe. Szczęścia i spełnienia marzeń.

KRYSTYNA

Trzeba umieć iść w słoneczną stronę ( Maria Rodziewiczówna)

Pochodzenie: grecko – łacińskie

Znaczenia: żeńska forma imienia Krystyn ( należący do Chrystusa, chrześcijanin – podobnie jak Krystian)

W innych językach: ang.- Christina; fr., niem., – Christine; hiszp..,wł- Cristina.

Chraksterystyka: Krystyna ma bardzo niezależna natrę, niełatwo nią pokierować. Jest samodzielna, zaradna, rezolutna i pewna siebie. Mocno stoi na ziemi, jest praktyczną realistką. Cechują inteligencja, ruchliwość…gadatliwość. Łatwo zyskuje sobie sympatię i wyróżnia się znajomością ludzkiej natury, dzięki temu umie wykorzystywać okazje i szanse, jakie jej się trafiają. Jest miła i uśmiechnięta, lubi mówić innym komplementy, lubi także używać małych kłamstw i niegroźnych manipulacji dla własnej wygody i z dbałości o własne sprawy. Sama przeciera ścieżki, nie ulega obcym wpływom, kieruje się własną wolą. Ma tradycyjne i konserwatywne poglądy, ale umie natychmiast zaakceptować konieczne zmiany. Swoje możliwości ocenia realistycznie, nie poddaje się zmartwieniom i kłopotom, optymizmem wyznacza swoje cele. Jej zaletą jest szczerość i prostota. Umie i lubi powiedzieć, co myśli, prosto w oczy. Nigdy nie zostawia przyjaciół w potrzebie. Woli przebywać w towarzystwie mężczyzn niż kobiet, chętnie nimi dowodzi.

Hobby: polityka, szaradziarstwo, krawiectwo.

Sport: żeglarstwo, gimnastyka, spacery.

Zawód: Księgowa, nauczycielka, pielęgniarka.

Szczęśliwy dzień: środa

Kolor: zielony

Roślina: werbena

Kamień: jadeit

Owoc: grejpfrut

BOŻENA

Życie ma tyle kolorów, ile potrafisz w nim dostrzec ( Małgorzata Stolarska)

Znaczenie; żeńska forma imienia Bożen lub Bożydar ( dany od Boga, boski)

W innych językach: bułg. – Bożena; czes. ros- Bożena.

Charakterystyka: Bożena jest zaradna i aktywna. Chce osiągać sukcesy samodzielnie. Bywa uparta i wybuchowa, łatwo jednak ja udobruchać. Nie załamuje się z powodu kłopotów i nieprzychylności losu, przeciwnie mobilizuje siły i szuka możliwości wyjścia z trudnych sytuacji i pokonania problemów w sposób najprostszy. Z natury jest optymistką, nie znosi ludzi, którzy narzekają i marudzą, ale nie odwraca się do nich plecami, służy im pomocą i radą, jest hojna. Jej pogoda ducha wszędzie zjednuje jej przyjaciół. Umie znaleźć czas na przyjemności i odpoczynek.

Hobby: taniec, lektury, robienie na drutach

Sport: siatkówka, jazda na rowerze, gimnastyka

Zawód: nauczycielka, bankowiec, adwokat

Szczęśliwy dzień: czwartek

Kolor: granat

Kamień: ametyst

Roślina: brzoza

Owoc: brzoskwinia

( ¬ródło „ Księga imion na trzecie tysiąclecie” Iwona Huchla)

Dobrego dnia dla wszystkich. Dla wszystkich Krystyn I Bożen tam w Opolu , na zjeżdzie przede wszystkim. Dobrej zabawy! 

Wczoraj wieczorem ogladałam film „Znaki” z moją wnuczką, historia się powtarza, ja z poduszką na głowie, przerażona, a to dziecko spokojnie patrząc i mówiąc co chwila: Babciu, nie bój się, nic się takiego nie dzieje, o… cień pod drzwiami… pewnie go zabije, ale babciu to tylko film. Tak samo ogladałam lata temu filmy z małą Marysią. Ona spokojniutko opowiadała mi co jest na ekranie co chwila mówiąc: Mamo uspokój się, nie ma się czego bać… a ja siedziałam za kanapą tylko podglądając. Teraz jako dorosła Marysia też się boi horrorów… widocznie aktorki tak mają…

Dobrego dnia!

11
Marzec
2005
22:02

Konstantego i Benedykta - wszystkiego dobrego

 

BÓG W ŻADEN SPOSÓB NIE MOŻE BARDZIEJ SKOMPROMITOWAĆ RZECZY, KTÓRYCH POŻADAMY, NIŻ UŻYCZAJĄC ICH LUDZIOM PODŁYM, A ODBIERAJĄC SZLACHETNYM. Seneka Młodszy

 

Wiele osób ostatnio bawi się internetowo pewnym testem. Ja dostałam go już kilkakrotnie w swojej poczcie, wysyłam go więc i wam, pobawcie się i wy. Swoją drogą jak silna jest ochota na dowiedzenie się o sobie czegoś nowego, czegoś dobrego, niespodziewanego w domyśle. A przecież wszyscy wiemy, jacy jesteśmy, wiemy, na co nas stać. Patrzymy co dzień w lustro, życie egzaminuje nas każdego dnia, w każdym momencie, a mimo to spodziewamy się że zdarzy się lepszego niż oczekujemy, że jesteśmy lepsi, piękniejsi, mądrzejsi, bardziej odważni, sprawiedliwsi, bardziej wrażliwsi niż sami to oceniamy. Los nie jest sprawiedliwy, i ci, których stać na wiele i zasługują na to, często dostają od losu i życia bardzo mało, niektórzy marni i niewiele warci dostają prezenty od losu niebywałe których nawet często nie potrafią docenić. A wszyscy tak naprawdę, każdego dnia spodziewamy się cudu. I to jest piękne.

Oto „test”. Rozwiązanie jest tu na stronie w FORUM OGÓLNYM – pod tytułem ODPOWIED¬ NA TEST.

 

Poznaj samego siebie! Niektórym zajmuje to całe życie, dzięki temu testowi oszczędzisz wiele czasu i energii.

Test osobowości wg Dalai Lamy.
Ten test zawiera tylko cztery krótkie pytania, ale odpowiedzi na pewno Cię
zaskoczą. Nie oszukuj samego siebie tylko dlatego że jesteś ciekawy
odpowiedzi. Twój umysł i Twoje uczucia są jak spadochron: najlepiej, gdy są
otwarte. Ten test jest także dobra zabawa, ale tylko wtedy, gdy dokładnie
przestrzegasz poleceń.
Nie oszukiwać!!!!!!

POMYŚL SOBIE ŻYCZENIE ZANIM ZACZNIESZ!!!!!!
Uwaga: Odpowiadaj na pytania w kolejności.
To tylko cztery pytania i jeśli przeczytasz je wcześniej, Twoje odpowiedzi
nie będą szczere.

Weź kartkę i ołówek i zapisuj swoje odpowiedzi.

Będziesz ich potem potrzebować.
To jest poważny test pytań i odpowiedzi, który powie Ci wiele prawdy o Tobie
samym.

Odpowiedz na pytania zgodnie ze swoimi uczuciami.
Uporządkuj następujących pięć zwierząt w wymyślonej przez siebie kolejności
(tak jak Ci się podoba!!!!). Zapisz to!!

a. krowa
b. tygrys
c. owca
d. koń
e. świnia
Dla każdego z poniższych słów dopisz jedno określenie, które pierwsze
przychodzi Ci na myśl w związku z nim (pierwsze skojarzenie – czasownik,
rzeczownik, przymiotnik – cokolwiek np. koń – zły, biegnie).

a. pies
b. kot
c. szczur
d. kawa
e. morze
Pomyśl o ludziach z którymi się znasz i porównaj ich z następującymi
kolorami, np. różowy – Piotr (nie można porównać tej samej osoby do dwóch
kolorów!!)

a. żółty

b. pomarańczowy

c. czerwony

d. biały

e. zielony
Na koniec zapisz sobie Twoja ulubiona liczbę i Twój ulubiony dzień tygodnia.
Gotowe?

(Odpowiedz w forum pod przyciskiem OGÓLNE)

Dobrego wieczora


10
Marzec
2005
23:30

Cypriana i Marcelego - wszystkiego dobrego

BYĆ ZAWSZE SZCZĘŚLIWYM I PRZEJŚĆ PRZEZ ŻYCIE BEZ ZGRYZOTY SERCA – TO NIE ZNAĆ DRUGIEJ STRONY PORZĄDKU ŚWIATA. UWAŻAM ZA NIESZCZĘŚLIWEGO KOGOŚ, KTO NIGDY NIE BYŁ NIESZCZĘŚLIWY. Seneka Młodszy

 

Pozdrawiam. Otwieram teraz stronę tylko po to aby nacinąć brzuszek Pajacyka. Tak będzie przez moment aż skończę to czym sie zajmuję. 

Pozdrawiam jeszcze raz. Dobrej nocy.

08
Marzec
2005
21:30

Beatyi - wszystkiego dobrego

BÓG ZSYŁA NA NAJLEPSZYCH CHOROBĘ, SMUTEK ALBO INNE DOLEGLIWOŚCI, GDYŻ PRZECIEŻ I NA WOJNIE NIEBEZPIECZNE ROZKAZY OTRZYMUJĄ NAJDZIELNIEJSI. Seneka Młodszy

No ten Seneka jest rozbrajający!

Dziś podobno Dzień Kobiet. Rano przed śniadaniem rozmowa między moją mamą, a panią, która nam pomaga w domu:

– Pani Zdzisławo wie pani, że tu u nas na Dzień Kobiet w Milanówku w Domu Kultury każdej kobiecie, która przyjdzie z mężem dadzą żelazko?

– Z mężem? A co to za wyróżnienie? To jakaś bzdura pani Kociu!

– Naprawdę, przeczytałam ogłoszenie. Myśli pani, że oni będą sprawdzali papiery? Czy jest się małżeństwem?

– Na pewno! I ile lat się jest razem!

– Gdzie by tu jakiegoś męża znaleźć?

– Pani Kociu, a czy to nie lepiej kupić sobie spokojnie żelazko niż męża szukać?

– I też prawda. I żelazko jest i spokój jest. Ma pani rację.

Dobrego dnia i najlepsze życzenia dla wszystkich pań z okazji Naszego Dnia,  niech będzie. I jeszcze żarcik o blondynce na to święto: – Kobieta prowadząca samochód po Warszawie przekroczyła szybkość. Zatrzymuje ją policjant. – Przekroczyła pani pięćdziesiątkę. Proszę dokumenty do kontroli. Panie policjancie, nieprawda. Chętnie pokażę dowód. Ja wiedziałam, że w tym kapeluszu staro wyglądam, ale to prezent od męża na Dzień Kobiet, rozumie pan, musiałam założyć…

Dobranoc.

A ja mam tyle na głowie, tak już jestem zakręcona, że wczoraj mi przyszło do głowy, że ponieważ koszula mocna zawsze się odwraca na lewą stronę przy zdejmowaniu, żeby jednej nocy spać w koszuli nocnej na prawą stronę, a drugiej na lewą, żeby nie tracić, co rano czasu na odwracanie… i co więcej uznałam to za rewelacyjne uproszczenie życia.

No już, dobranoc. Jeszcze muszę tyle rzeczy przeczytać!

Zdjęcia? Polska w drodze z Warszawy do Łodzi przez brudną szybę…

07
Marzec
2005
06:30

Pawła i Tomasza - wszystkiego dobrego

Spadło tyle śniegu w nocy! Na drogach paraliż. Ja muszę do „Kawy czy herbaty”- jadę bo nie zdążę. Przepraszam. Dobrego dnia.

Wieczorem.

Jutro prezydent miał zeznawać przed komisją śledczą. W rezultacie nie będzie, bo się wkurzył. No ale podano tę informację dopiero wieczorem a cały dzień wszystkie media szykowały się do jutrzejszych zeznań, spekulowały, omawiały spodziewany przebieg i konsekwencje jego pojawienia się przed komisją. Wszyscy ostrzyli oczy, języki i pazury. W pewnym momencie gruchnęła wiadomość o konieczności przemeblowywania sali zeznań, a radio w moim samochodzie podawało rozmaite komentarze dotyczące prośby najbliższych pracowników pana prezydenta i jego ochrony o to przemeblowanie. Spekulacje i domysły na temat tego, dlaczego pan prezydent chce siedzieć twarzą do członków komisji i patrzeć im w oczy, nie miały końca. Wszyscy się zastanawiali, jakie są powody tych wymagań i warunków, a dla mnie wszystko było proste. Pan prezydent ma niedobry lewy profl. Rozumiem to dokładnie, bo ja mam niedobry prawy i gdyby miejsce dla zeznającego było dla mnie niedobrze, też prosiłabym o przemeblowanie. Akurat dotychczasowe miejsce dla zenajacych w stosunku do komisji, w której kierunku trzeba patrzeć (choćby słuchając pytań) i w stosunku do kamer, dla mnie, jest bardzo dobre, bo ja mam dobry lewy i mogłabym spokojnie zeznawać skupiając się na odpowiedziach a nie na tym, jak wyglądam, ale na przykład już ekspertem przy starym ustawieniu sali, nie mogłabym być, bo eksperci siedzą z niedobrej dla mojej twarzy strony. Członkiem komisji byłabym też niechętnie, chyba, że zenznajacy w stosunku do mnie usiadłby tam gdzie eksperci, i wtedy zadając mu pytania byłabym moim dobrym profilem, w ostateczności, przy starym ustawieniu mogłabym siedzieć jako członek komisji na krześle ustawionym najbliżej zeznającego, tzn. na dawnym miejscu Renaty Beger, wtedy patrzyłabym na zeznającego na wprost, i tak musieliby mnie fotografować, przy czym na innych członków komisji nie patrzyłabym w ogóle, bo odwracałabym się wtedy złym profilem, więc z konieczności nie istnieliby dla mnie, co dawałoby wrażenie, że ich nie lubię, lub nimi pogardzam, no, ale czego się nie robi dla urody. Drugą sprawą jest światło. Komisja siedzi niekorzystnie, bo bokiem do okien, światło boczne bardzo zniekształca twarz, ale oblicza członków komisji oświetlają dodatkowe lampy wiec ostatecznie jest nieźle, natomiast eksperci siedzą tyłem do okna, więc mają światło najgorsze, a za to zeznający mają światło najlepsze, bo nie dość, że mają dodatkowe lampy to jeszcze siedzą twarzą do okien, co jest najkorzystniejsze. Reasumując, kiedy dziś pan prezydent powiedział, że chce siedzieć naprzeciwko komisji, pomyślałam, że będzie miał nie najlepsze światło, bo będzie bokiem do okna i bez doświetlenia twarzy (ani lamp ani kamery nie można wstawić za plecy komisji). Ale zaraz się uspokoiłam, bo z drugiej strony, po co mu światło jak kamery i tak nie będą mogły, zobaczyć jego twarzy? Zobaczą tył głowy, lub część profili, część prawego profilu, jeśli będzie patrzył na prawą stronę komisji i lewego, jeśli spojrzy na lewą stronę komisji albo na ekspertów, jeśli spojrzy na ekspertów, kamery zobaczyłyby najwięcej, chyba, że ustawiliby kamery za kolumnami z prawej, wtedy na ekranie mielibyśmy i komisję i prezydenta profilami, ale za to pod światło, bo okna byłyby na wprost obiektywów, no tego zrobić nie można, trzeba by zasłonić okna. Skomplikowane. Wszystkie te dywagacje nie mają sensu, bo pan prezydent nie przyjdzie jutro zeznawać, a po zastanowieniu zrozumiałam, że motywem jego próśb o zmianę i przemeblowanie sali była nie uroda a chęć spojrzenia w oczy prześladowcom. No, no…ciekawe, co się będzie działo jutro, co wydobędzie się z ust i umysłów, szczególnie komisji…. Ja jadę do Łodzi, będę słuchać radia, dodam tylko, że lata całe nie poszłam na wywiad do starego PEGAZA, bo tam rozmówca siedział zawsze ze złej dla mnie strony, a teraz nie poszłabym za żadne skarby świata do studia TVN 24 wiadomości, bo goście tam też siedzą po niedobrej dla mnie stronie, zresztą nikt mnie o to nie prosi. Takich programów jest jeszcze kilka i żadne inne względy oprócz miejsca dla rozmówcy, nie mają dla mnie znaczenia. I jeszcze tylko dodam, że kiedy kręcę film, to znaczy wykonuję moje obowiązki zawodowe, nie przychodzi mi do głowy stawiać żadnych żądań i warunków, staję na miejscu, które wynika z inscenizacji, lewym, prawym profilem, bez protestu, siadam, tam gdzie mi każą i basta, ale kiedy idę gdzieś z własnej woli zawsze proszę o lewy profil i tyle. A prezydent chciał tam pójść, ale nie musiał, a teraz przesadzili i się wkurzył.

Dobrej nocy i dnia, bo wyjeżdżam o świcie.

Zobaczcie jak jedna pani pięknie namalowała teatr. Zachwyciłam się.

05
Marzec
2005
10:15

Fryderyka i Wacława - wszystkiego dobrego

DOBREGO CZŁOWIEKA NIE MOŻE SPOTKAĆ NIC ZŁEGO; PRZECIWIEŃSTWA NIE CHODZĄ W PARZE. Seneka Młodszy

 

No panie Seneka to pan „chlapnął” jak potłuczony! Chociaż, jeśli się zastanowić, przecież wszystko zależy od sposobu myślenia o losie, który nas spotyka, znamy ludzi, którzy wszystko, nawet najgorsze, przyjmują jako łaskę Boga i pochylają przed tym głowę. Jedynym, co prawda, który mi przychodzi do głowy naprawdę jest nasz papież. No nie, takie dywagacje w sobotę rano są nie na miejscu.

Rano przy śniadaniu mama:

– Jadę do Tajlandii.

Zerwaliśmy się wszyscy na równe nogi.

– Co???!!! .

Spojrzała spokojnie:

– Oj, czy do Tunezji nie wiem? A zresztą, co za różnica?

Wybchneliśmy śmiechem:

– Wielka mamo.

– No może dla was, dla mnie to bez różnicy.

Prychnęła lekceważąco i kontynuowała jajko na miękko, trochę obrażona.

– Mamo, ostatnio, kiedy Edward był w Urugwaju, informowałaś wszystkich przez telefon, że jest w Ugandzie, to była poważna różnica!

– Mylą mi się nazwiska też. I co z tego?

– Nic mamusiu, tylko się o ciebie trochę martwimy, a między Tunezją a Tajlandią jest przede wszystkim różnica w wielkości naszego zmartwienia.

– No dobrze, już dobrze, do Tunezji, do Tunezji!!!

Słońce. Wszyscy dookoła tęsknią za słońcem. Szukają słońca.

Dobrego dnia. Dziś nie jadę do Łodzi. To zabawne. Kiedy grałam „Białą bluzkę” Agnieszki Osieckej, co chwila, na koniec kolejnych listów, kiedy moja bohaterka była na coś lub kogoś obrażona mówiła: – JADĘ DO ŁODZI! Teraz jest ze mną trochę podobnie, jak już wszystko się piętrzy, gubię krok i rytm i mój zwykły „rezon”, uciekam do Łodzi. Dziś nie ma ucieczki.

Dobrego dnia.

04
Marzec
2005
07:07

Kazimierza i Łucji - wszystkiego dobrego

KTO MOGĄC ZABRONIĆ GRZECHU, NIE CZYNI TEGO, DO GRZECHU NAMAWIA. Seneka Młodszy.

 

Naprawdę? Tak pan myśli panie Seneka? I to tak kategorycznie? A ja od jakiegoś czasu się „nie wtrącam” bo tak mi się pokręciło co jest grzechem co nie, co będzie dobre co złe, tak się wszystko zrobiło względne, że jakoś mniej się odzywam. Pilnuję swojego dobra i zła, swojego porządku moralnego. Do tego słyszę właśnie w powtórkach z wczorajszego dnia przemówienia z obrad sejmu i całe te przepychanki i opluwania się wygłaszane głosami jedynych sprawiedliwych i zaraz chyba pójdę zwymiotować… To ciekawe ostatnio tyle razy ktoś mi tłumaczył, że coś co wygląda na złe z pozoru, będzie dobre w rezultacie albo jest złe, ale warto to zrobić, bo będzie miało dobre skutki, że się zgubiłam. Wychodzę i gaszę światło, jak to zwykle ja… kilka już takich moich wyjść było obserwowane i szeroko komentowane. Nie ważne.

Jak staram się tłumaczyć z mojej mniejszej ostatnio aktywności, odpowiadając na pytania w FORUM na tej stronie, tańczę teraz upojne tango z urzędami, prawnikami, bankami i wielu innymi nie z mojego świata, upojne i dla mnie zbyt skomplikowane, gubię i mylę krok, no ale to oni prowadzą w tym tańcu,  muszę się dostosować…

Byłam wczoraj na promocji książki – wspomnień pani Anny Prucnal „Ja urodzona w Warszawie” napsanej przez nią i jej męża Keana Maillanda. Na sali tylu ludzi z STS-u, wzruszajaco. Pani Anna w świetnej formie choć jakby oszołomiona ilością spotykanych znajomych i przyjaciół… Ta książka ma gorzki aspekt. Zaskakujacy. Będę jeszcze o tym pisać, na razie jestem w połowie lektury. Ksiązka opowiada głównie o latach spędzonych w Polsce o dzieciństwie i młodości tutaj, jest napisana i wydano ją najpierw w Paryżu, to się czuje czytając… wynika z tego wiele zabawnych refleksji. Wczoraj na spotkaniu bardzo mi się podobało jak na pytanie prowadzącego – co było tym fenomenem STS-u, jego specyfiką , obie panie siedzace na scenie i pani Anna Prucnal i pani Krystyna Sienkiewicz, krzyknęły – MŁODOŚĆ!!! A potem pani Anna wyjaśniając co to znaczy „być lewicowym na zachodzie”, powiedziała że to znaczy walczyć o człowieka a nie pralkę czy samochód… zdumiałam się prostotą tego wykładu… Bardzo mi sie podobało.

No dobrze. Dobrego dnia. Ja idę do adwokata, a potem do banku.

02
Marzec
2005
07:34

Heleny i Pawła - wszystkiego dobrego

CZĘSTO BYWA TAK, ŻE CZŁOWIEKIEM WDZIĘCZNYM JEST TEN, KTO SIĘ NIE MOŻE ODWDZIĘCZYĆ, A NIEWDZIĘCZNIKIEM TEN, KTO SIĘ WYWDZIĘCZA. Seneka Młodszy

 

Tak panie Seneka, ale „dziękuję” powiedzieć wypada, a tego nie robi wielu ludzi. Choćby małe dziękuję. A to u nas nieczęste. I jeszcze jedno. Mam swoje lata i od jakiegoś czasu, odkąd dorosłam, nabrałam praktyki życia, zanim kogoś ocenię, skrytykuję, pogniewam się, skrzyczę, stawiam się w jego sytuacji, na moment i najczęściej jak wyobrażę sobie „sprawę” z zewnatrz, z jego perspektywy albo z daleka, trochę mi przechodzi. A poza tym zakładam, że generalnie wszyscy chcą dobrze, mają raczej dobre intencje, a potem dopiero dopuszczam inne „kombinacje”. Nie jestem na pewno ideałem, ale się staram być człowiekiem. Trudna nauka, oczwiste stwierdzenia i nie wiem właściwie po co robię teraz tę dygresję.

Wczoraj mój mąż zgubił telefon na ulicy, wsiadł do samochodu i odjechał a telefon został w śniegu. Taki pan co to ” pilnuje samochodów tam gdzie nie ma parkomatów”, podniosł ten telefon, znalazł w nim numer pod hasłem DOM, tam od mamy dowiedział się gdzie właściciel telefonu może być i jeździł za mężem, nieświadomym, że nie ma telefonu, po Warszawie do południa, aż w trzecim czy w czwartym z miejsc podanych przez mamę go znalazł i mu go oddał. Jesteśmy bardzo wdzięczni. Dziękujemy panu!

Najzabawniejsze było to, że kiedy ten pan znalazł męża, zapytał go z szerokim uśmiechem – Poznaje mnie pan?  Mąż odpowiedział zdumiomny zgodnie z prawdą  – Nie, nie mam zielonego pojęcia kim pan jest –  bo pan, na dodatek wyglądał dość podejrzanie. A wtedy ten, z szerokim uśmiechem odparł tłumacząc mężowi jak dziecku – No jak to?! To ja pilnowałem z dziesięć minut pana samochodu ma Marszałkowskiej! Znalazłem pana telefon!

Nie piszę dziś nic więcej bo siedzę, siedzę i ogladam to nasze FORUM i myślę co z nim zrobić żeby był porządek.

Dobrego dnia. Ja codziennie jeżdżę do Łodzi na próby, a pogoda podła. 

01
Marzec
2005
06:46

Antoniny i Radosława - wszystkiego dobrego

 

KTO WYŚWIADCZA DOBRODZIEJSTWA, NAŚLADUJE BOGÓW; LICHWIARZY, KTO ŻĄDA ZA NIE ZAPŁATY. Seneka Młodszy

Dziś 70 urodziny Ernesta Brylla.

 

Poeto,

życzę ci od siebie zdrowia, bo to podstawa, a ja życzę i Tobie i sobie i wszystkim żebyś jeszcze długo pisał, i napisał nową „RZECZ LISTOPADOWĄ 2005” dla teatru, bo wiele się po tym dramacie spodziewam. Napisanym po latach od tamtego pierwszego. Polska jest inna, Ty wiele przeżyłeś, obserwowałeś, szarpało Cię i dławiło, bolało i zachwycało. Czas na nowy tekst dla nas, o tych czasach, o tym kraju. Poeto! Wszystkiego dobrego kochany!

Pozwalam sobie zmieścić „ Twój rok” we fragmentach, bo niech ludzie mają… niech przeczytają, niech będą z TOBĄ w Twoje urodziny…Wśród nich moje ulubione – Archanioły, czy Mijaliśmy świat w pędzie….

 

UŚMIECH CODZIENNY CZYLI ROK POLSKI

kilka wierszy  ze zbioru pod tym tytułem

(pozwoliłam sobie zamieścić tylko do marca, do Twoich urodzin….)

 

List

…. na sen już czasu nie ma. Więcej, bo na jawę

Też braknie chwili. Ciągle coś się dzieje

W codziennych dziejach. Powiem ,że i nawet

Tak się narobiło i tyle się stało

Że wszystko leży. Lecz popatrz jak zgrabnie…

Oczom niedowiarków już się pokazało

Że horyzonty marzeń , jak to było dawniej

Nie uciekają.

Na odwrót, podchodzą

Bliżej i bliżej. Szyje nam otula

Wykrochmalona twardo jak stryczek koszula

Że dusi. Cóż musi. Lecz warto się skusić

Na ten krawat do szyi okrutnie związany

Tak malowany złotem

O, malowany

 

Archanioły

Archanioły runęły od morza jasnego

Przez nasze ciasne, kościste mieszkania

Pan wołał :- Dosiadajcie ich grzbietu dzikiego

Płyńcie szeroko na nowe spotkania…

Ale jak się zapoznać z czymś co nieznajome

Nie przedstawione ? Jak drzwi otworzone

Zostawić? A podłogi to kto powyciera

Po tej pieśni co na nas zwaliła się teraz…

A walizki też przecie są nie spakowane

I nie jest powiązane co ma być zabrane

I moje ręce także nie do tego

Żeby się trzymać grzbietu anielskiego

Panie, za wielka ryba i cud zbyt ogromny

Co przez pomyłkę wpadł w mieszkanko skromne

 

 

STYCZEŃ

 

Jesteśmy warci tego …

Jesteśmy warci tego by nie żreć zwyczajnie

A mieć pełny rozpusty stosunek z jedzeniem

Czuć język staje prosto w podniebienie

Jesteśmy warci. Czego? By nie wciągać łachów

Półsennych koszul. Spodni pełnych strachu

Dźwigać się ranni i herbatą krwawić

Jesteśmy warci świata cudownego

Lecz

Tam trochę przyciasno.

Musisz kogoś zabić

Żeby odetchnąć -oddech zabrać komuś

Żeby zamieszkać – wyszczuć innych z domu

Żeby być bardziej – W niebyt

Przesunąć innych

Niech tam przy odbycie

Nowego świata. W mrocznej kiszce biedy

Co nie strawione milcząc dalej trawią

Jesteśmy warci żeby żyć to życie

Ci się bawią

Ci się dławią

 

Wołał nas Pan

Wołał nas Pan na taniec, na śpiew i na radość

A myśmy przyszli tylko na radochę

Stąd nie zadrżały światy, pieśni poszły blado

Taniec się jąkał a śmiech kulał trochę

Wołał nas Pan na miłość – my na popierdółki

Przypędziliśmy. No i jest ziewanie

A on nam miejsce usłał w planet bujnym sianie

I niebiosa zaczepił jak gniazdo jaskółki

Wołał nas Pan na wieczność – myśmy zrozumieli

Że na pogrzeb.. Więc każdy trumnę płacząc klecił

I stroił trupie miny. Stąd martwi leżeli.

Kiedy on drzwi otworzył.

Czekał. Światło świecił

Nie pojmował dlaczego wciskamy się w ziemię

Za nami…

Kiedy wszystko właśnie otworzone

Tylko odwrócić się na jasną stronę

Wołał nas Pan na taniec, na śpiew i na radość

I ciągle woła. Nigdy nie ma zadość.

 

 

LUTY

 

Mijaliśmy świat w pędzie

Mijaliśmy świat w pędzie – bo jakoś tam będzie

Będzie przystanek. Wielkie smakowanie

Ale nie dla każdego.

Nie wszędzie, nie wszędzie

I nie za darmo takie widoki

Dlatego trzeba po schodach wysokich

Aż dusza w gardle staje…

Niektórym uciekła

Nie zacisnęli zębów, leżą bez ducha…

A my?

Gonimy. Od ucha do ucha

Wyszczerzeni. Z uśmiechem też trzeba uważać

Śmiejesz się za szeroko – odpadnie pół twarzy

Śmiejesz za wąsko – nic w gębę nie wpada

Ale my wyżej. Wszystko się układa

Ściśle. Bo gdy szczelina- zaraz się zaczyna

Coś niejasnego jak łza albo trawa

Ale my mocniej. To jest nasza sprawa

Biegniesz coraz piękniejszy

Coraz bardziej młody

Bo kto chce wypaść z mody

Kto?

 

Szeroko otwórz…

Szeroko otwórz, otwórz oczy swoje

Bo się nie zmieści wszystko co masz do patrzenia

I powieki nożem rozkroją

Dla lepszego widzenia

Popatrz jacy są piękni

Ci co oczu nie mrużą

Świat będzie dla nich miękki

Otwarty zawsze urząd

Szeroko otwórz, otwórz oczy swoje

Nie myśl o rzęsach i nie zezuj lepiej

Gdy ci powieki rozkroją

Mogą oślepić

 

Miało być

Miało być jaśniej – ale nie tak jasno

Gdy wszystko się zamienia w nieznaną pustynię

Miało być szerzej – ale bardziej ciasno

Żeby ścian można dotknąć .Wiedzieć : – Nie zaginiesz

Pióra swobody także miały nam zaszumieć

Ale takie układne. Żeby bez przeszkody

Koszulę na grzbiet włożyć…

Mieliśmy rozumieć

Ale tylko co miłe…

Oto są powody

Dla których umykamy. Każdy w swoją norę

Tam gdzie cień i chłód strachu. I źródło pokory

 

Ludu mój kartoflany….

Ludu mój kartoflany gdy walczysz z olbrzymem

Góry niebem przenosisz, wolność twoje imię

A kiedy wolny siebie masz za wielkość wroga

Jesteś mniejszy od myszy. A imię twe: trwoga

Dublin 4.04.93

 

 

MARZEC

 

Zimno się, szorstko zrobiło……..

Zimno się, szorstko zrobiło

Gęsto się przerzedziło

Znajomi z siebie wybyli

Tam gdzie się kiedyś bawiło

Kwitnie dmuchawiec pyłu

I mole zamiast motyli

Może czas szafę zatrzasnąć

Boć każdy ma szafę własną

Przymierzyć się do wieszaka

Skórę na noc porozpinać

Nadyszeć się naftaliną

Ni dychu

Ni słychu

Ni znaku.

 

Ernest, dlaczego tak smutno i gorzko, a w marcu najsmutniej? Dobrego dnia urodzin, a potem wielu, wielu jeszcze dobrych dni uczczonych nowymi wierszami. Wszystkiego dobrego..

Dla was dobrego dnia.

28
Luty
2005
07:13

Teofila i Makarego - wszystkiego dobrego

 

CÓŻ W TYM NIEZWYKŁEGO ŻE UMIERA CZŁOWIEK, KTÓREGO CAŁE ŻYCIE JEST NICZYM INNYM, JAK TYLKO DROGĄ KU ŚMIERCI? Seneka Młodszy

 

Powiem Wam jedno, od momentu zakupu dawnego kina POLONIA, moje życie zamieniło się w koszmar. Ilość urzędowych rzeczy do załatwienia, ilość spraw porządkujących sytuację zanim zaczną się działania takie jak remont i organizacja już teatru właśnie, jest prawdziwie drogą krzyżową. Prawo polskie nie przewiduje takiej sytuacji jak teatr prywatny czy z prywatnej inicjatywy zrobiony. Proszę mi, więc wybaczyć przez jakiś czas, ale nie jestem panią ani swego czasu, ani poczynań, ani samej siebie. Ruszam dziś po powrocie z ferii, w krucjatę urzędowo, bankowo, papierkową i nie wiem czy z niej wrócę przy zdrowych zmysłach.

Poza tym w tej sali nic nie odpowiada normom europejskim. Wejścia, toalety, krzesła, wyjścia awaryjne, nic. Ale te problemy oddaję mojemu mężowi.

Dla was dobrego, spokojnego dnia, choć ja na swój spokój już nie liczę. 

Co do FORUM, ja też na razie nie umiem go „obsługiwać”, więc uczmy się razem. Serdecznie Was wszystkich pozdrawiam wszystkich proszę o wyrozumiałość w tym „okresie przejściowym”.

Dobrego dnia.

27
Luty
2005
12:03

Gabriela i Anastazji - wszystkiego dobrego

 

NIE SAMO ŻYCIE JEST DOBREM, LECZ – DOBRE ŻYCIE. Seneka Młodszy

Wróciłam i od wielu godzin odpowiadam na listy które nadeszły do 20 lutego. Reszta korespondencji będzie już w FORUM, (nie martwcie sie będzie przeze mnie przejrzana). Za wszystkie listy dziekuję. Pozdrawiam Was. W poniedziałek prawdopodobnie ruszy FORUM. Ale jak pisałam w nim uważajcie.

© Copyright 2025 Krystyna Janda. All rights reserved.