Zbliża się koniec miesiąca. Tydzień doprowadzajacy premiery w teatrze. Jutro nocą pierwsza generalna. Ciekawe. Premiera w niedzielę. Nic nie wiem, co tam robią. Dam się zaskoczyć.
Koniec miesiąca. Siadam do felietonów. Poradnik domowy i PANI. Pisanie mnie zawsze i cieszy i bawi. Rezultat konsultuję z dziećmi i mężem. Czytają od niechcenia, kiwają głowami, zdarza się że radzą coś zmienić, najczęściej pomijają „incydent” milczeniem. Mąż odkładając mówi zwykle – „zabawne”. Czasem zastanawiam się, co oni sobie o mnie naprawdę myślą. Mam wrażenie, że moi synowie traktują mnie jak członka rodzinny z lekkim, niezbyt męczącym, odchyleniem od normy, a mąż na wczorajszą uwagę pani, która sprzedawała nam, jak co roku plażowe łóżka do ogrodu, (każdego lata zjada je w dużej części pies)… „ma pan bardzo dzielną żonę”… tylko machnął ręką. No trudno – pewnie pomyślał sobie – wytrzymamy to, przyzwyczailiśmy się. Jestem im bardzo wdzięczna za wyrozumiałość.
Dziś w nocy nie mogłam spać, bo znowu coś wymyśliłam … poczekam ze dwa dni, sprawdzę, czy pomysł wytrzyma, najpierw w głowie, próbę czasu, a potem zacznę to może wprowadzać w czyn. To prawda, trochę też jestem męcząca dla samej siebie. No trudno. Przetrwam to jakoś.
Przepraszam, że piszę o sobie, wszak, po sześciu latach pisania dziennika, nie zdarza mi się to często, wyrosłam z tego dawno, to tylko chwila słabości. W nagrodę, nie moje zdjęcie. Inne lekkie wariatki.
Dobrego dnia.
Ach! i na koniec najważniejsze – popieram strajk i lekarzy i pielęgniarek i nauczycieli – zawody podziwiane i otoczone przeze mnie głebokim szacunkiem i wdzięcznością. Jestem i sercem i rozumem i emocjami z Nimi.