Dziś o świcie obudziłam męża,: – Edward, pamiętaj, gdyby mi się coś stało, pozwalam pobrać wszystkie moje narządy. Niech biorą, co kto chce. Ten spojrzał na mnie zdumiony: – Krysiu, ale po co komu takie stare narządy? Tu chodzi o ludzi młodych. Co ty możesz zaoferować? Twoją wątrobę, serce? Chcesz żeby ktoś się z tym wykończył? Odwrócił się na drugi bok i zasnął. W każdym razie, mówię to jeszcze raz publicznie skoro mąż mnie nie słucha i pogardza moim narządami, gdyby co, bierzcie, co kto chce. Może się przyda. I piszę to bardzo serio.
Dobrego dnia i zdjęcia z naszego poniedziałkowego „Karaoke w teatrze”.
Acha, mąż znalazł mój kolczyk. Pod łożkiem. No chociaż tyle. Na szczęście.