17
Marzec
2002
09:39

dziennik 2002-03-17 09:39:00

17 marca 2002, niedziela, 09:39

Jana, Patryka, Zbigniewa – wszystkiego dobrego.

Jan to imię żelazne, zawsze miłe dla ucha, Patryk – trochę nieszczęśliwe, niefortunne, a Zbigniew – szlachetne.

Premiera – no podobno dobrze. Publiczność sprawiała wrażenie zadowolonej i wzruszonej na końcu.

Przyjęcie popremierowe w „Prohibicji” miłe, powiem tylko tyle, że zasnęłam niespodziewanie o 3-ciej, w ubraniu, z gumą do żucia w ustach, i odklejam się od niej wszelkimi mydłami, proszkami, pastami, zdrapuję, ścieram, rozpuszczam, wyczesuję z włosów i wydrapuję z ubrania, na próżno. Chyba będę musiała się ostrzyc z tego powodu.

Już Marta we mnie, moja, ciekawe na jak długo.

Moja wdzięczność do Marka Kondrata nie ma granic, to dzięki niemu, jego inteligencji, poczuciu humoru i ciepłu jakie ma, przyjaźni do ludzi i świata, praca nad tym tekstem była tak miła i będzie miłe granie tych spektakli, jestem pewna, a wszystkie aktorki świata zrozumieją o co mi chodzi, jeśli napiszę, że na początku roli, co wieczór, kiedy stoję na ciemnej jeszcze scenie i szukam czegoś w torebce, Marek – mój już za sekundę sceniczny mąż, mówi do mnie z kulisy, szeptem: – „Uwielbiam cię”. Czy można sobie wyobrazić inny, lepszy początek tych dwugodzinnych, wspólnych zmagań? Tak dobrze mam po raz pierwszy w życiu.

Dobrego dnia. Od dziś co wieczór do soboty – Virginia.., a w poniedziałek – uroczystość wręczenia Wiktorów, którą prowadzimy razem z Markiem. Próby już od dziś w nocy.

Dobrego dnia. Czy i Was tak bolą nogi i głowa?

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.