Jeździmy tu od lat, miedzy innymi, dlatego że nie ma tu prawie nic, jeden sklep ze sprzętem narciarskim, jeden sklep spożywczy, sklep z regionalnymi wyrobami, pamiątkami, wypożyczalnia nart i butów, sanek itp., cztery nieduże hotele z małymi restauracjami, K2 – mała cicha dyskoteka gdzieś na uboczu, w piwnicy, dobrze przygotowane stoki i tyle i koniec. W` stroju do jazdy na nartach chodzi się cały dzień, żadnej pozy, żadnego szpanu, przebierania się na wieczorowo itd. itp. no i do niedawna prawie żadnych narciarzy z Polski. Węgrzy, Czesi, Słowacy, Niemcy oczywiście, Austriacy no i Włosi.
W tym roku odczuwalna zmiana, wielu Polaków, no i dobrze. Nawet miło, tylko, że … notuję sprzeniewierzając się zdaniu napisanemu przeze mnie onegdaj – staram się nie oceniać innych – dziś Matka – Polka do córki, w kolejce jadącej na lodowiec, pełnej narciarzy, stojących obok siebie jak śledzie: – Obróć się ode mnie, obróć się, mówię ci! Nie chuchaj na mnie, bo mnie zarazisz! No obróć się ode mnie mówię! Potem obok mnie, czekającej na dzieci na ławce już na lodowcu, wielki jak tur facet, obleczony w bardzo drogi i nowy kombinezon narciarski, smarknął w śnieg nieopodal z obu dziurek od nosa, charchnął pod moje nogi, spojrzał przed siebie i wydarł się najprawdopodobniej do syna: – Głupku! Sprzęt niszczysz, debilu! I poszedł trzasnąć go w głowę z całej siły, otwartą łapą. W toaletach rozmowy…no nie będę ich przytaczać, nasze panie myślą, że nikt ich nie rozumie dookoła, no i oczywiście prawie żadna nie myje rąk przed wyjściem. Nie pilnowane przez nikogo polskie dzieci hałasują po korytarzach hotelowych do późna w nocy, biegają tabunami, psują windy i przeklinają, podczas kiedy rodzice piją na dole w barze. Polscy tatusiowie uczą je za to na kacu od rana jazdy na nartach rycząc na nie jak bawoły i wyzywając od najgorszych, a sami popisują się umiejętnościami narciarskimi na stokach tak, że strach koło nich jeździć, zjazdy są ich na całej swej szerokości. Góry ich, powietrze ich, wyciągi ich… A krzyk: – Ciąg, ciąg ale nie zerw! – dziś mnie po prostu upoił.
Pewnie w każdym narodzie są podobne egzemplarze i takie zachowania, ale akurat na naszych ziomków jestem wyczulona, bardziej surowa w ocenie, tak jak w stosunku do własnych dzieci, i obserwuję ich dokładniej i czulej.
No nic. Maska, gogle, kaptur, nie odzywać się i jakoś przeleci.