23
Styczeń
2007
08:05

dziennik 2007-01-23 08:05:00

PANOWAĆ NAD SOBĄ TO NAJWYŻSZA WŁADZA. Seneka

Za chwilę jadę na narty. Jeszcze we czwartek premiera w teatrze POLONIA, „ Rajskie jabłka” sceny z życia Włodzimierza Wysockiego w dzień Jego urodzin i zaczynam urlop.

Przeżyłam chyba najbardziej intensywne dwa lata w moim życiu. Nie będę się nad nimi rozwodzić, bo słowa i tak nic nie znaczą. Jestem wykończona, znajomi mówią, że mam i tak nerwy ze stali, cierpliwość żółwia, decyzyjność myśliwego, i odporność szczura. Jestem zmęczona i w jakimś sensie pokonana. Trochę mniej umiem się cieszyć i dzień rozpoczynam od myśli o kłopotach i tym co trzeba zrobić i załatwić a nie tak jak dawniej od uśmiechu i nadziei na miły dzień. Rzadziej się uśmiecham w ogóle. Nie wyglądam dobrze, bo te dwa lata na mnie widać, poza tym jestem kobietą w trudnym „wieku”. Wszystko to wyznaję tylko po to, żeby opowiedzieć małe poniedziałkowe poranne zdarzenie. Nie mogę o nim przestać myśleć.

Po trudnym tygodniu, w niedzielę o 6.00 wsiadłam do samochodu żeby pojechać do Koszalina. O 14.00 byłam na miejscu, tam czekano na mnie z próbą, odbyłam próbę , zjadłam coś w bufecie teatralnym, umalowałam się i dwa razy zagrałam „ Shirley Valentine” – w sumie sześć godzin pracy, sama na scenie, wysiłku na jaką mnie po tych dwóch latach tworzenia i budowy teatru aktualnie nie stać. Przed drugim spektaklem modliłam się żeby ludzie nie za bardzo się śmiali czym mi zaburzają rytm całości i „ nabicie go na nowo, wymaga ode mnie podwójnego wysiłku, bo wiadomo komedia to rytm, i żeby ludzie nie przerywali brawami bo to wymaga jeszcze więcej sił żeby wrócić do normalnej temperatury opowieści. Po koniec drugiego aktu, drugiego z kolei spektaklu, zwolniłam, bo zaczęłam walczyć z mroczkami wywołanymi długimi frazami, czyli zaburzeniami oddechu przy długich zdaniach zmierzających do puent. Podobno główny problem slalomistów to wstrzymanie oddechu przy stracie i nieumiejętność oddychania podczas jazdy. Zastanawiałam się, więc, czy wytrzymam nie mdlejąc. Zaczęłam lekko pauzować, odpoczywać, inaczej dzieląc zdania, racjonować oddech i dobrnęłam końca. O 24.00 byłam w hotelu. W poniedziałek, z różnych powodów musiałam wyjechać wczesnym światem, tak żeby być w Warszawie na południe. Miły hotel, obsługa hotelu uprzedzona o moim wczesnym wyjeździe, czekało na mnie małe śniadanie przygotowane przez miłego młodego chłopaka, który specjalnie z tej okazji przyszedł do pracy o 4.00 rano.

Tuż przed moim wyjazdem podszedł do mnie z aparatem fotograficznym i poprosił:

-Czy mógłbym zrobić sobie z panią zdjęcie, bo moja mama uwielbia panią jako aktorkę, była wczoraj na spektaklu i prosiła o takie zdjęcie. Chciałaby mieć nas dwoje razem na zdjęciu.

– Niestety nie mogę- odparłam. Jestem nieumalowana, źle się czuję, nie chcę się fotografować w takim stanie.

– Ale to nie ma znaczenia, to zdjęcie tylko dla mojej mamy.

– Ale mama będzie rozczarowana tym zdjęciem, wyobraża mnie sobie inaczej. Widziała mnie wczoraj na scenie umalowaną, uśmiechniętą, w światłach sceny, w roli. To, co zostanie sfotografowane dziś rano… te zwłoki ja rozczarują – zażartowałam. Po co jej takie zdjęcie?

– Ale jakie to ma znaczenie, chce jej zrobić prezent, a pani wygląda zwyczajnie, jak kobieta rano.

– Ale ja mnie mam ochoty fotografować się wyglądając jak kobieta rano, bo nie jestem kobietą a aktorką i dlatego mama prosiła o to zdjęcie.

– To nie zgodzi się pani?

– Nie, bardzo mi przykro, a na tyle się śpieszę, że nie mogę zostać i umalować się specjalnie do tego zdjęcia. Proszę pozdrowić mamę.

Słyszał to wszystko inny pan, ktoś z parkingu czy portier.

– Szkoda chłopaka. Liczył na to zdjęcie.

– No trudno.

– Przesadza pani, widziała pani zdjęcia Hanki Bielickiej ze szpitala, przed śmiercią, albo teraz Wioletty Willas przed zabraniem do szpitala. No i co? Aktorka to aktorka, musi. Czy tak, czy tak. To już takie życie. Nic się nie da ukryć.

– Myśli pan?

– No tak. A im gorzej wygląda itd. tym ludzie czują się lepiej. Taki los.

– Wie pan, ma pan rację, od jutra będę się malować choćbym umierała, a przed samą śmiercią o jednej rzeczy na pewno nie zapomnę o makijażu. Bardzo panu dziękuję.

– Dobrej podróży.

– Cholera, mam nadzieję, że nie będę miała wypadku, bo w razie, czego to mnie sfotografują niemalowaną.

Dobrego dnia dla Was. Idę się malować.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.