17
Grudzień
2006
06:54

dziennik 2006-12-17 06:54:00

WYOBRAŹNIA OKAZUJE SIĘ W SZCZEGÓLNY SPOSÓB TWÓRCZA. Edmund Husserl

Człowiek uczy się świata przez obserwację, lecz fantazja kreuje nowe światy, odmienna rzeczywistość; jest domeną wolności. Filozofia dla optymistów – Marek Niechwiej

 

Pewien młody aktor opowiedział mi wczoraj taką historię:

Wcześniej, na początku kariery pracował głównie w teatrze, potem grał serialach telewizyjnych i teraz po kilku latach znów wrócił do teatru. Kiedy jego dwie małe córeczki, pięcio i sześcioletnia, dowiedziały się o tym wpadły w rozpacz.

– Tata znów będzie pracował w teatrze? – dopytywały się. Znów będziemy biedni?

Mijają dni za dniami, sala teatru, co wieczór wypełniona do ostatniego miejsca, są wieczory lepsze i gorsze, publiczność raz siedzi cicha i spokojna to znów reaguje żywiołowo, jak na Czechowa nawet szokująco, są i wpadki, niewybaczalne moim zdaniem, przedwczoraj publiczność zaśmiała się podobno po zdaniu – Baron przed chwilą został zabity w pojedynku – a ja nie spałam całą noc. Nie wiem, co się stało na scenie, że to się zdarzyło, że ten śmiech był możliwy? Wszystkie tego rodzaju niespodzianki wieczorne, to nasze błędy, nieudolności, ale trzeba pracować każdego wieczora, żeby było lepiej. Spektakl jest raz nostalgiczny, raz wesoły, raz wzruszjaący innym razem enegetyczny, rozspiewany, rozkrzyczany, zapłakany. Młoda obsada, pięć debiutów w dużych rolach. Powoli wchodzą i inni aktorzy z podwójnej obsady, spektakl się zmienia. Żyje. Bilety się sprzedają. W Polsce w tej chwili wiele inscenizacji „Trzech sióstr”, pięć czy sześć, podobno tylko nasza tradycyjna. Ciekawe. Dodajemy spektakle popołudniowe. Nasz dyrektor zaryzykował spektakl o 12.00 w południe, ja byłam przerażona, mówiłam – oszalałeś? kto przyjdzie na Czechowa w południe? Sprzedał się. Niespodzianki, nowe doświadczenia, troski i radości, dużo kłopotów, wiele niedociągnięć, poprawek remontowych, nie możemy pozbierać się z codziennym sprzątaniem, bo prace trwają jeszcze przedpołudniami… i te godziny, godziny, spędzane tam, dni, tygodnie, miesiące, dwa lata, nie wiem, zapomniałam z konieczności, że są jeszcze inne miejsca, inny świat, inne życie. Czy wyrwę się stamtąd kiedyś? Może w połowie tego sezonu?

Dziś w nocy przywiozłam do domu choinkę, synowie wstali żeby mi ją pomóc wnieść. Spojrzałam z boku – dwóch facetów niesie choinkę. Dorośli w międzyczasie. W tym czasie, kiedy my robiliśmy z mężem teatr. Dorośli, a ja nie zauważyłam.

Uczę się Becketta, klepię, wbijam, układam… Będę się uczyć dziś, jutro, całe święta, Sylwestra, Nowy Rok, uczę się w domu, dzieci słyszą ten tekst, zatrzymują się, kiwają głowami, ale to będzie nudne! – mówią, tylko mała Jadzia, która bawi u nas z wizytą od kilku dni, spogląda na mnie uważniej kiedy słyszy jak proszę, błagam, wołam, jęczę – Willy, Willy, Willy , pyta – co ci jest Tisiu? ( Co ci jest Krysiu?) – Nic – odpowiadam – to moja praca, uczę się, ja to będę grała córciu, Willy, to mój mąż w tej nowej sztuce, nad którą pracuję i ja go proszę o pomoc, o ratunek. – Nie tocham cię ( nie kocham cię) stwierdza, jak zawsze, kiedy nie umie sobie z czymś poradzić albo się czegoś boi.

Oj, jak to się plecie to wszystko.

Dobrego dnia. Ja dziś ubieram z dziećmi choinkę, bo od poniedziałku kołowrót z kłopotami codziennymi rusza znowu…

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.