10
Październik
2006
06:18

dziennik 2006-10-10 06:18:00

 

SZTUKA JEST INTELEKTUALNA ROZKOSZĄ. Platon

 

Marek Grechuta nie żyje. Ta wiadomość wczoraj to jakby odwiedziny samej Pani Śmierci u każdego z nas z osobna.  

 

Marek.

Jak większość dziewczyn w Polsce oszalałam z zachwytu kiedy zaśpiewał … dam ci serce szczerozłote, dam konika cukrowego…  a potem kolejne piosenki. Dał to serce każdemu z nas. Pokochałam jego głos i kocham do dziś.

Po koncercie w Opolu‘77 na którym zaśpiewałam Jego „ Gumę do żucia” przez parę lat pracowaliśmy wspólnie. Nagraliśmy trzy duże programy dla telewizji , jeździliśmy po Polsce koncertami w których byłam Jego gościem. Często wieczorami, nocami, po koncertach, siadał w restauracjach hotelowych znów do pianina i grał i śpiewał godzinami, godzinami. Uwielbiałam te godziny.

W moim pierwszym mieszkaniu był malutki, kwadratowy przedpokój, mieściło się w nim łóżko polowe, kiedy wstawiło się je na ukos, Rozkładaliśmy je dla Marka, kiedy bywał, pracował w Warszawie. Stał się w tamtych czasach naszym „fantastycznym”, niezwykłym, gościem domowym. To wszystko, wtedy, z Nim, spotkania, praca, rozmowy, obserwowanie Go, odkrywanie Jego sposobu myślenia, doświadczanie Jego otwartości, to wszystko było dla mnie, dla nas, przeżyciem jak ze snu. Za Nim wchodziło się w zupełnie inny rodzaj porozumienia, w przestrzeń niezwykłą, odległą od przyziemnych spraw.

Po Gumie do żucia wróciłam do teatru, życia, mojej skomplikowanej wtedy bardzo zawodowo prywatnej codzienności, miałam masę spraw na głowie, ale w czasie spotkań z Markiem zyskiwałam dystans do problemów, bieganiny, kolejnych przeprowadzek, problemów małżeńskich i tzw. kariery i wchodziłam w czystość, marzenia, poezję. .

Pierwszy raz zobaczyłam Go idącego korytarzem telewizji. Nagle rozpoznałam go w idącym z przeciwka. Myślałam że umieram, że śnię. Zdawało mi się, że pomnik idzie w moim kierunku, materializuje się symbol. Zatrzymał się, przyjrzał mi się i zapytał : pani jest młodą aktorką , czy tak? Czy Pani śpiewa?. – Śpiewałam na zajęciach z piosenki w Szkole Teatralnej, moim prof. był Aleksander Bardini – wydukałam, wyjąkałam oniemiała. Zabrał mnie do fortepianu, poprosił żebym powtórzyła kilka dźwięków, kawałek zagranej melodii i powiedział – zgłaszam panią na festiwal w Opolu, z moją piosenką „ Guma do żucia”. Za dziesięć minut zamyka się lista zgłaszanych piosenek do konkursu, nie można wpisać piosenki bez wykonawcy.

Później, lata później zapytałam Go , dlaczego właśnie mnie wybrał, odparł:„Szłaś korytarzem, była za dziesięć czwarta, nie było nikogo innego dookoła a za dziesięć minut zamykali listę”

Wtedy przygotowując się do Opola w roku 1977 pracował ze mną cierpliwie, uczył wszystkiego , od podstaw. Nigdy wczesnej nie stałam przed mikrofonem, nie śpiewałam z zespołem. Wtedy na tamtym festiwalu sam śpiewał wiele utworów, między innymi Hop szklankę piwa i Deszcz na jeziorach, zostawiał mnie z bardzo odmłodzonym wtedy zespołem Anawa i szedł na swoje próby. Kiedyś za kolejnym powrotem na naszą próbę, trafił na zabawę, szaleliśmy, ja stojąc na beczce po piwie śpiewałam wygłupiając się , chłopcy z Anawa improwizowali. Nie zauważyliśmy Go, stal patrzył, słuchał, Guma do żucia stałam się podczas tych wygłupów inna piosenką, była około sześciu razy szybsza . Słuchał tego chwilę, a potem zmienił i tempo utworu i aranżacje, poszedł za naszym temperamentem.

Marek jest człowiekiem, który żyje jak pisze, śpiewa, komponuje. Zastanawia się nad światem, zwraca uwagę na wszystko, co go otacza, bada zdarzenia codzienne w sposób jemu tylko właściwy, niecodzienny, niedostępny innym. Nigdy nie stracił tego czegoś co można nazwać naiwnością, czegoś co większość ludzi stara się w sobie zdławić, uważając ją z biegiem lat za coś wstydliwego.

Minęło wiele lat nasze drogi zawodowe rozeszły się, ale nie rozstaję się z jego płytami a wszystkie problemy rozwiązuję przy tych nagraniach. Kocham jak śpiewa, uwielbiam Jego głos, uspakaja mnie i jest w nim coś magicznego.

Kiedy kręciłam mój film Pestka, wiedziałam że na końcu historii o tej trudnej miłości musi zaśpiewać Marek, poszłam do Niego do garderoby po jednym z Jego warszawskich koncertów. Uśmiechnął się i powiedział: „Przyszłaś do mnie po piosenkę. Nowej ci nie napiszę, ale mam piosenkę pt. Miłość i możesz ją sobie wziąć”. Ten film bez tej piosenki byłby mniej mój, mniej nas wszystkich, tych z mojego pokolenia. Nasze życie, nasze miłości, nasze marzenia, nasze nadzieje bez Marka, bez głosu Marka, bez jego śpiewania byłyby inne . Miałyby inny kształt. On je ubrał w kształt, słowa, czułość. Wypowiedź do książki Wojciecha Majewskiego „Marek Grechuta –

portret artysty”

Dobrego dnia.

Piosenka  Wszytsko dla twej miłości  jest tutaj na stronie. Trzeba wejść w CV potem w Płyty, potem w Pestka i tam są pliki dzwiękowe . Numer 27 to ta piosenka.

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.