Miły skarbie wierzę, że Twa miłość do mnie rośnie w miarę mojej nieobecności, gdy bowiem jestem z dala, może Pani kochać samo wyobrażenie, jakie sobie stworzyłaś o mnie, często zaś przesłania je moja głupota i szaleństwo, gdy jestem przy Pani. Adieu. Najdroższa! Panią jedynie kocham, czuję to w zetknięciu z innymi kobietami. Mam na szyi wiecznie Twój szal, z którego już sprał się całkowicie błękitny kolor. Długo pani nie zobaczę. Aniele! Ja bardziej Cię kocham obecną niż oddaloną i dlatego pozwalam, sobie mniemać, że moja miłość jest prawdziwsza od Twojej. Adieu raz jeszcze. G
Eisenach, 6 września 1777 – J.W Goethe do Charlotte von Stein
Zwierzęta są niesłychane. Stałe w uczuciach. Niezmienne. Intuicyjnie wyczuwają nastrój człowieka i dostosowują się do niego bez błędu. Są zgodne i gotowe dzielić z człowiekiem wszystko, i dobre i złe. To banały, których pisanie mnie zawstydza, ale tak mnie to z każdym razem zaskakuje, że nie mogę się oprzeć. Czuję wdzięczność.
Mój pies, ponieważ mnie wciąż nie ma w domu, towarzyszy mojej matce i bezbłędnie na przykład woła ją na serial „Moda i sukces” oglądając go z równym mamie zainteresowaniem, bez drgnienia, w napięciu. Do tego udaje, że wszystko rozumie. Mama nadziwić się nie może – na wszystkim zasypia – mówi-a na tym serialu nigdy! Ostatnio nawet zaczęła mu się zwierzać z różnych obaw, co czeka bohaterów w na przykład 3000 odcinku.
– On ją kocha! – ucieszyła się dziś, wyznając to psu, kiedy wchodziłam do jej pokoju. Ale pies już się tym nie przejął i nie towarzyszył Jej w radości, zawinął ogonem z pogardą i oddalił się ze mną, nawet nie odwracając głowy. Na mój widok porzucił dziś w połowie odcinek 2965, a kiedy mama zawołała go żeby wrócił bo właśnie rozwiązuje się ważna intryga i będzie miał braki, nawet nie spojrzał. – On Cię naprawdę kocha ten pies- westchnęła i wróciła do śledzenia ekranu.
Dobrego wieczora. Jeszcze dziś mnóstwo seriali. Mnóstwo. A ja poczytam, z psem u boku.