13
Sierpień
2006
07:36

dziennik 2006-08-13 07:36:00

 

Piszę w ogrodzie pod otwartym niebem! Dopiero po odjeździe Pani poczułem, że coś posiadam i że coś do mnie należy. Wszystkie inne moje małe namiętności, rozrywki, zabawy, pisanie, zależne tylko do miłości do Pani. Ty pomagasz mi dźwigać życie, gdy Ciebie nie ma wszystko zapada się jak w studnię. G

Weimar 12 czerwca 1777 – J.W Goethe do Charlotte von Stein

 

Czytam ot tak na wyrywki, co mi wpadnie w ręce, na niczym nie mogę się skupić i zatrzymać dłużej. W nocy wydaje mi się wciąż że ktoś mnie woła, dziś wołały mnie moje dzieci, budzę się sprawdzam, nikt, cisza.

 

Znów jakieś małe dziecko wypadło pijanej matce z wózka a dziesięciolatkowie dręczyli i katowali kolegę, koszmar. Wszystkich chcą nas zabić terroryści żeby nami wstrząsnąć, żebyśmy przejrzeli na ich oczy.

 

Nie mogę pisać, bo i Was dołuję, a tu wakacje, miłość, śpiew i nadzieja na lepszą Polskę… Policji wciąż udaje się kogoś złapać, sądy go szybko sądzą, wszyscy idą do więzienia i po krzyku. Matka wczoraj w telewizji…miały być książki tańsze do szkoły, a są droższe, jak kupię Arturkowi książki to już nic dla mnie nie zostanie, muszę sobie wszystkiego odmówić… ale i na to się zaradzi, mówią: zawiniła demokracja.

 

Susza, deszcz, susza, deszcz, czy mnie się wydaje czy kiedyś nie było powodzi? Satyryk mówi: demokracja to u nas znaczy – zabronić, wolność znaczy – kraść. A Toulouse-Lautreck umarł jak miał 36 lat a zdążył tyle namalować i teraz muzeum w dawnym klasztorze.

 

Ludzie teraz jeżdżą do klasztorów na wakacje, jedni żeby się zastanowić-mówią, inni z potrzeby modlitwy bez granic, jeszcze inni odpocząć, bez telefonu, bez Internetu, bez poczty, taki świat teraz- mówią. Znam jednego pana, który jak żona go wywiozła w kanadyjską pustkę i odcięła od komputera i gazety, miał zawał po dwóch dobach. Na szczęście doleciał w porę helikopter. I znowu się potwierdziło, że trzeba mieć pieniądze.

 

Pewna pani powiedziała na ślubie 30 letniej córki…teraz już jestem spokojna, teraz już mogę umrzeć… a ja na tym ślubie pomyślałam – kobieto, broń Cię Panie Boże! teraz dopiero będziesz potrzebna, teraz się dopiero zacznie jazda! – ale nie powiedziałam tego na szczęście.

 

Dzwony dzwonią, wzywają na poranną mszę i zaczną się mijać zaraz na ulicy ci co idą do kościoła z tymi co uprawiają jogging, nie powiedzą sobie dzieńdobry a za 40 minut jedni wezmą Komunię, drudzy prysznic. Ci, co wezmą Komunię będą dalej niechętni tym, co uprawiają jogging, bo oni jeżdżą samochodami, ci co uprawiają jogging tego nie zauważą a potem, nie zrozumieją, o co w zasadzie chodzi.

 

Boże! Kalafior 6 złoty – westchnęła jedna pani, o tej porze roku! – To nie jedz– odparł sprzedający- będziesz chudsza kobieto nizinna.

 

A festiwal szekspirowski jeszcze trwa..

 

Na targu: – Co się tam dzieje w tym pani teatrze? Podobno repertuar nie za bardzo, sąsiadom się nie podoba. – Co na scenie? Cuda, proszę pana, cuda, niech pan raz zajdzie. – A da pani bilet za darmo? – Tak dałam raz całe przedstawienie i mszę zorganizowałam, żeby było bardziej przystępnie, nikt nie przyszedł.

– Czy te śliwki dobre na knedle? Dobre. – Też się pani knedle chce robić! Ja swoim to już dawno nie robię. A takiego! Nie szanują mnie, traktują jak służącą, to żrą byle co! A sobie wczoraj kupiłam spodnie Kenzo w ciuchlandzie i tyle mojego! – Niech pan zważy kilo.

– Tank You, Tank You ….- O te Murzynek! Do lasu! – Widział pan tego Bambusa? O, o tam idzie…Panie przecież to jak małpa! Ciekawe czy z takim by się napił? – To się pan zapytaj, może zrobi ściepę.

– No i jak było kochana w sanatorium? – Padało.- Nudziłaś się? – Nie wszyscy czytali Kod da Vinci. Nawet jak się zaczęła powódź oderwać się nie mogli. – Ewakuowali was? – Tych z parteru, o kulach. A jak zaczęła ta woda płynąć to jakby wszystkie plastikowe butelki z całego świta z tą powodzią do Polski przypłynęły. Dobrobyt.- A zabiegi? Lepiej się czujesz kochana? – Bo ja wiem. Ale przywiozłam, sobie wodę ze świętego źródła, bo tam jest takie sanktuarium, co Matka Boska tam stopę odcisnęła. Będę smarować to może pomoże.

 

Dzieci piszą wiersze.

ANTOLOGIA POEZJI DZIECIĘCEJ. Tom III 2005/2006

PRZECIWNOŚCI

Gdzie słońce, jest radość.

Gdzie smutek, pada deszcz.

Gdzie brat, tam i siostra.

Gdzie mąż , tam i żona.

A tam gdzie dobro,

jest i zło.

Jak mama to i tata.

Jak dziadek to i babcia.

Tam gdzie bogacz, jest i biedak.

A gdzie ja, tam i ty.

Tu jest Ziemia, a tam Mars.

Tutaj Bóg, a diabeł tam.

Nieważne gdzie, przeciwieństwo zawsze jest!

                                                                      Brandys Aisza.

DRZEWO

Moje drzewo

Jest jak starzec.

Wspiera się na lasce.

Jest samotne

I spróchniałe.

Czeka na spotkanie z

Z mamą i tatą.

                        Patryk Biela

 

Takie wiersze piszą w tym kraju dzieici.

 

Dobrej niedzieli

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.