7 marca 2002, czwartek, 06:55
Felicity, Pawła, Tomasza – wszystkiego dobrego.
Wczoraj pewien młody człowiek przedstawił mi narzeczoną, a potem, kiedy zostaliśmy sami, zapytał czy warto się żenić. Myślałam, że spadnę z krzesła.
– W ogóle – zapytałam – czy z nią, w szególności?
– Z nią – odpowiedział.
– Człowieku! Nie wiem. Ja jej nie znam. Kochasz ją?
– Chyba tak.
– Jak to chyba?
– No, nie wiem. Teraz to już nic nie wiadomo.
– Jak to teraz to już nic nie wiadomo?
– No, bo tyle o tych stresach, problemach małżeńskich i w łóżku, w gazetach wypisują. Że nie wiadomo czy warto. I w ogóle czy ze mną ona wytrzyma?
– No to musisz się starać.
– Ale czy ona się pani podoba?
– Tak. Jest miła i śliczna.
– No właśnie. Ale ma też nie najlepszy charakter.
– A widziałeś jej mamę?
– Tak.
– No i jaka jest?
– Okropna. Gruba i wrzeszczy.
– No to prawdopodobnie twoja narzeczona po latach też będzie taka.
– O to koniec. To się muszę zastanowić.
– A jak wygląda twój tata?
– Jest beznadziejny.
– No to chyba jesteście kwita.
– O matko! No i co robić?
– Kochasz ją?
– Chyba tak.
– To się nie żeń, jak tylko chyba.
Dobrego dnia. Mój młody znajomy ma zacząć od dziś chodzić na nauki małżeńskie do kościoła. Ciekawe. Zobaczymy.